Recenzja filmu Duma i uprzedzenie (2005)
Joe Wright

Optymistyczna bajka

Z reguły nie przepadam za romansami, lecz ową książkę Jane Austen lubię, nawet bardzo, za jej specyficzny humor i umiejętność polepszania nastroju czytelniczki. To jedna z tych historii, które ...
Filmweb sp. z o.o.
Z reguły nie przepadam za romansami, lecz ową książkę Jane Austen lubię, nawet bardzo, za jej specyficzny humor i umiejętność polepszania nastroju czytelniczki. To jedna z tych historii, które się nie starzeją i podbijają serca osób w każdym wieku. Postanowiłam sprawdzić, jaka jest jej ekranizacja z 2005 roku (przyznaję, że jeszcze nie widziałam tej najsłynniejszej z 1995 roku). Nie zakładałam oczywiście niczego specjalnego, tylko chwilę w miarę przyzwoicie zrealizowanej i dobrze 'podanej' rozrywki. Na szczęście nie zawiodłam się. "Duma i uprzedzenie" ma w sobie to 'coś', najwyraźniej twórcy przechwycili jakąś cząstkę magii, która tkwi w tej powieści. Całą historię przeniesiono na ekran w umiejętny sposób i choć zrezygnowano z paru wątków, to jednak główny nurt książki został zachowany w stu procentach. Film ogląda się bardzo dobrze i to zapewnia całkiem niezły relaks na dwie godziny.

Moim zdaniem w filmie bardzo dobrze oddano realia XVIII wieku, w którym tak wielką wagę przywiązywano do małżeństwa, a jedyną rolą młodej dziewczyny było wypełnianie obowiązków żony i matki. Bardzo dobra scenografia, piękne plenery, świetne zdjęcia, wyjątkowe lokalizacje miejsca akcji (ogromne posiadłości w Anglii). Na uwagę zasługują też kostiumy, przy czym warto podkreślić, że wyglądają one całkiem naturalnie, ponieważ zrezygnowano z nadętej fanfaronady i starano się podkreślić osobowości bohaterów, a nie stopień ich zamożności. Ważny jest także fakt, iż reżyser zrezygnował z charakteryzacji: po prostu postawił na naturalność i zero makijażu, co przyjmuję z aplauzem. Właśnie dlatego całość zyskuje na wartości, gdyż nie wydaje się sztuczna i dzięki temu ma szansę pozostać ponadczasowa. W końcu i dziś zamążpójście to ważny temat, który nieco ewoluował, lecz nadal nie stracił na wartości. "Dumę i uprzedzenie" zrealizowano bardzo sprawnie i umiejętnie oddano treść książki. Scenariusz okraszono niemal wiernymi odwzorowaniami wypowiedzi bohaterów książki, co mimo znacznej różnicy czasowej, brzmi dobrze w ustach aktorów. Pominięcie wątków pobocznych dobrze wpłynęło na całą opowieść: dzięki temu idzie ona prostym, wytyczonym nurtem, bez zbędnych uwikłań. Bardzo dobrze, że twórcy nie dodali niczego od siebie, tylko starali się wiernie odwzorować akcję powieści. Szkoda tylko, że w ścieżce dźwiękowej główny motyw nie wybija się nieco bardziej ponad wypowiedzi bohaterów.

Aktorzy poradzili sobie z powierzonym im zadaniem bez najmniejszych problemów, choć trzeba przyznać, że nie było ono zbyt trudne. Nie będę ukrywać, iż to z powodu obecności w obsadzie Donalda Sutherlanda, oglądnęłam ten film. Uważam go za znakomitego aktora, z którym wielu młodzików nie może się równać. Tym razem jako zdominowany przez kobiety filmowy ojciec rodziny, czyli tolerancyjny i uprzejmy pan Bennet spisał się dobrze, choć miałam nadzieję na jego odrobinę dłuższy pobyt na ekranie. Brenda Blethyn jest dokładnie taka, jak bohaterka powieści: gadatliwa i nieco denerwująca pani Bennet. Ta para znakomicie prezentuje się razem i uwidacznia swoje zupełnie odmienne charaktery i podejście do życia. Ogółem spodobało mi się ukazanie domu Bennetów jako miejsca wypełnionego śmiechem i radością. Jeśli chodzi o odtwórców głównych ról, czyli o dumną i bystrą Elizabeth - Keirę Knightley i pełnego uprzedzeń, wyniosłego Darcy'ego - Matthew Macfadyen, to nie mam większych zastrzeżeń. Knightley poradziła sobie tutaj o niebo lepiej, niż w "Piratach z Karaibów" i już nie wygląda tak sztucznie, co najprawdopodobniej i tak nie jest jej zasługą. Uważam, że nominacja do Oscara to już lekka przesada, wystarczyłaby pochwała, że już jest nieco lepiej, choć wciąż nie rewelacyjnie. Początkowo miałam pewne obiekcje co do Macfadyen'a, ale ostatecznie wyszedł on z tego obronną ręką i przekonał mnie do swej wizji Darcy'ego, choć podkreślam, że nie widziałam jeszcze wersji z Colinem Firthem. Rzeczywiście, podobnie jak w książce, dopiero stopniowo zaczynamy lubić Darcy'ego, uświadamiamy sobie, że to osoba obowiązkowa, uczciwa, szlachetna i honorowa - Macfadyen poradził sobie całkiem dobrze z ukazaniem przemiany swego bohatera. Bardzo miłe wrażenie robi Rosamund Pike jako Jane - właśnie tak sobie ją wyobraziłam, czytając książkę: delikatna, wrażliwa i ciepła. Pozostałe siostry jakoś szczególnie się nie wyróżniły z tłumu, a ich chichot jest tak realistyczny, że aż denerwujący. Zachowanie i cechy rodzeństwa Bingley'ów też oddano bardzo wiernie. Tom Hollander jako pan Collins spisał się na medal! Już w "Piratach z Karaibów" dobrze dawał sobie radę, lecz w "Dumie i uprzedzeniu" on po prostu jest Collinsem, nie musi go grać! W pierwszej chwili, gdy ujrzałam na ekranie Ruperta Frienda, czyli Wickhama, pomyślałam ze zgrozą, że to... Orlando Bloom! Zaczęłam przypuszczać, że pominęłam jego nazwisko, czytając listę obsady. Zadziwiające podobieństwo... Nie zaprzeczę, że po dłuższej chwili sama wyprowadziłam się z błędu i odetchnęłam z ulgą. Judi Dench to po prostu podstępna i władcza lady Catherine, to nie ulega żadnej wątpliwości: jak zwykle perełka a nie rola.

Podsumowując: film zatytułowany "Duma i uprzedzenie" jest bardzo dobrze zrealizowany i choć jeden jego element z pewnością pozostanie w pamięci nawet najbardziej wybrednego widza. Świetna strona wizualna i aktorstwo na poziomie. Przeniesienie na ekran akcji powieści uwielbianej przez miliony czytelników na całym świecie nie należy do łatwych zadań. Na szczęście twórcom filmu udało się oddać jej urok. To obraz, który miło się ogląda i wspomina z uśmiechem na ustach. Opowieść o miłości, nieporozumieniach, wojnie płci i nadziei porywa za sobą widza. To bajka ukazująca realizację marzeń, które w zakamarkach duszy snuje większość kobiet, także w dzisiejszych czasach. Morał jest oczywisty i jakże optymistyczny. Nie warto zwracać uwagi na pozory i zniechęcać się przedwcześnie. Duma i uprzedzenia często przysłaniają nam rzeczywistą wizję świata: warto to sobie uświadomić i nad tym popracować. Trzeba nauczyć się właściwie postrzegać drugiego człowieka - oto klucz do sukcesu. Polecam.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 55% uznało tę recenzję za pomocną (20 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)

o