Recenzja filmu Moulin Rouge! (2001)
Baz Luhrmann

Orgia obrazów i dźwięków

Nie ukrywam, że do obejrzenia "Moulin Rouge!" zachęciła mnie przede wszystkim obsada. Nie lubię się do tego przyznawać, prawie tak samo jak do tego, że za musicalami nie przepadam. Podchodziłem, ...
Filmweb sp. z o.o.
Nie ukrywam, że do obejrzenia "Moulin Rouge!" zachęciła mnie przede wszystkim obsada. Nie lubię się do tego przyznawać, prawie tak samo jak do tego, że za musicalami nie przepadam. Podchodziłem, więc do obrazu Baza Luhrmana z pewną rezerwą. Nic nie znaczy jeszcze to, że dostał wiele nominacji do Oscara - myślałem.

Film opowiada historię miłości młodej i pięknej kurtyzany Satine, z paryskiego, nocnego klubu Moulin Rouge i biednego angielskiego pisarza Christiana. Młody mężczyzna zostaje przedstawiony, jako Książę Worcester. Później sytuacja wyjaśnia się, ale prawdziwy Książę Worcester dobija targu z diabolicznym, dyrektorem klubu Haroldem Ziedlerem. Arystokrata pragnie, aby Satine została jego kochanką, w zamian za remont Moulin Rouge...

Jednym z najważniejszych czynników odpowiadających niewątpliwie za wysoką wartość każdego filmu jest aktorstwo. W tym przypadku moja ocena będzie bardziej subiektywna niż w pozostałych przypadkach, ponieważ jest to bardziej list miłosny pisany do Nicole Kidman. Oczarowała mnie ona niesamowitym talentem aktorskim, tanecznym i muzycznym. Całość idealnie dopełniała, jej niezaprzeczalna uroda i wdzięk. Nie mogę jednak zapomnieć o równie dobrym Ewanie McGregorze. Znałem go od dobrej strony już jako aktora, ale głosem i przepięknie wykonanymi utworami muzycznymi dopełnił swoją rolę co najmniej doskonale. Będąc Polakiem nie sposób mi nie wspomnieć o naszym rodaku Jacku Komanie, występującym w roli pewnego Argentyńczyka. Nie pojawiał się na ekranie bardzo często, ale sceny z nim (szczególnie taneczne) zapadły mi w pamięć.

Kolejnymi, ale jakże ważnymi, czynnikami są scenografia i kostiumy, nagrodzone Oscarami. Podkreślają one i zarazem wzmacniają odbiór tego niezapomnianego widowiska. Na ekranie mamy istny "kolorowy zawrót głowy". Przepiękne stroje i mnogość barw, z przewagą czerwonego, nadają scenom niemal barokowego przepychu. W tym miejscu nie wypada mi również, nie wspomnieć o piosenkach, które były swego rodzaju połączeniem epok. Znane kawałki Beatlesów czy Madonny przeniesione do przeszłości, w nowej aranżacji, dopasowanej do historii dwóch kochanków. Śpiewane bezpośrednio przed kamerą dialogo-piosenki zwiększały zaś wrażenie naturalności filmu. Co do tańca i ogólnie choreografii, to kupiłem wszystko, co zostało mi przedstawione, ponieważ nie znam się na tej dziedzinie, a byłem pod wielkim wrażeniem.

Fabuła "Moulin Rouge!" z pewnością nie należy do zbyt skomplikowanych i nietypowych. Mamy tu do czynienia z utartym i powtarzalnym tematem, nie tylko w kinie, ale także i w literaturze. Bohaterowie pochodzący z innych światów, oboje biedni i przeszkoda w ich miłości w postaci zamożnego Pana. Jednakże wszystko to przedstawione jest nam w nowej, jakże ciekawej formie. Przeżywamy miłość i dramat obojga bohaterów. Dzięki szybkiemu montażowi uzyskany został efekt niesamowitej dynamiki akcji, przez co nie ma przestojów. Bazowi Luhrmanowi nie udało się co prawda odrodzić gatunku musicalu, ale zdecydowanie go odświeżyć. Złączył w całość wiele odrębnych dziedzin filmowej sztuki w prawie perfekcyjny sposób, tworząc obraz na długo zapadający w pamięci.

W podsumowaniu chciałbym podkreślić, że właściwie prawie każdy znajdzie w "Moulin Rouge!" coś dla siebie. Cieszyć się będą zarówno ci, którzy kochają kino, ale także ci, którzy uwielbiają muzykę czy taniec. Nie mogę zgodzić się z opiniami niektórych użytkowników, że to film dla  kobiet. Ja jestem przedstawicielem płci brzydszej i nie przeżywałem historii miłosnej bohaterów fikcyjnych tak mocno od wielu, wielu lat...
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 89% uznało tę recenzję za pomocną (19 głosów).
HallamFoe
ocenia ten film na:
1 10 9/10 rewelacyjny

przeczytaj również recenzje użytkowników (7)

zobacz wszystkie