Recenzja filmu Przyjaciele (2006)
Tony Goldwyn

Panie, daj mi cnotę, ale nie tak od razu

Ponieważ nie oglądałam głośnego "Powrotu do Garden State" (tak, znajduję się w gronie tych ignorantów), na "Przyjaciół" Tony'ego Goldwyna, następny film z Zachem Braffem nie czekałam, jak ...
Filmweb sp. z o.o.
Ponieważ nie oglądałam głośnego "Powrotu do Garden State" (tak, znajduję się w gronie tych ignorantów), na "Przyjaciół" Tony'ego Goldwyna, następny film z Zachem Braffem nie czekałam, jak niektórzy, jak na kolejne znakomite dzieło, które rzuci mnie na kolana i zapisze się w mej pamięci na długie, długie lata. Szczerze przyznam, że przed polską premierą w ogóle nic nie wiedziałam o tym filmie i przeczytałam o nim więcej dopiero wtedy, gdy okazało się, że będą grać go w łukowskim kinie. Ponieważ miał raczej dobre recenzje, udałam się na jego seans, a po nim wyszłam z budynku kina całkiem zadowolona.

Główny bohater filmu to trzydziestoletni Michael (Braff), którego życie jest - wydawałoby się - udane. Lubi swoją pracę, kocha swoją dziewczynę Jennę (Jacinda Barrett), ma przyjaciół mu oddanych na dobre i na złe. Kiedy okazuje się, że Jenna jest w ciąży, co dla niej oznacza powód do rychłego ślubu, chłopak jest przerażony wizją czekającej go odpowiedzialności i zmiany dotychczasowego trybu życia. Wkrótce poznaje studentkę Kim (Rachel Bilson), dziewczynę wesołą i pełną życia. Młoda kobieta szybko dostrzega, że Michael nie wygląda na szczęśliwego w związku ze zbliżającym się małżeństwem oraz że miałby ochotę na romans z nią. Kim odwzajemnia zainteresowanie Michaela.

Jak na każdą porządną obyczajówkę przystało, "Przyjaciele" przedstawiają ważny problem, który może dotyczyć każdego z nas w minionym, obecnym lub przyszłym momencie życia. W tym przypadku chodzi o uciekanie przed dorosłością i odpowiedzialnością, które może doprowadzić do poważnego zranienia nie tylko ludzi nam bliskich, ale i osób postronnych. Ciekawy jest fakt, że Michael rani obie dziewczyny - Jennę, zdradzając ją z dziewczyną młodszą i atrakcyjniejszą, i Kim, przemilczając główną przyczynę swej niechęci do małżeństwa z Jenną. Gdy prawda wychodzi na jaw, dziewczyna okazuje się dojrzalsza od obiektu swoich uczuć - sama mu wytyka, że źle postąpił, i rezygnuje z kontynuowania znajomości. Odważna to i pełna wyrzeczenia postawa, gdyż widać po niej, iż zależało jej na czymś więcej niż przelotnym romansie. Ten daleki od stereotypu "tej trzeciej" wizerunek Kim bardzo mi się spodobał, tu trzeba przyznać, że spora w tym zasługa niezwykle przekonującej Bilson, która moim zdaniem wypadła najlepiej z całej obsady, przyćmiewając momentami niemrawego Braffa i niemającą szansy się wykazać - poza ostatnim aktem filmu - Barrett.

Na osobne rozważania zasługują kumple Michaela - chłopaki na podobnym poziomie dojrzałości, aczkolwiek już wykazujący pierwsze symptomy wchodzenia w prawdziwą dorosłość. Jeden marzy o posiadaniu dziewczyny na stałe i ciężko przeżywa rozstanie z tą, której na początku związku obiecał, że nie będzie to nic zobowiązującego. Inny marzy o dalekiej podróży, podczas której mógłby przemyśleć parę życiowych spraw. Mają na głowie problemy kalibru nie mniejszego niż kłopoty Michaela, ale poświęca im się zdecydowanie mniej miejsca. Szkoda, bo gdyby ich wątki zostały poszerzone, "Przyjaciele" mogliby być naprawdę dobrym filmem. Tak są tylko niezłym.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 57% uznało tę recenzję za pomocną (7 głosów).