Recenzja filmu Wiosna, lato, jesień, zima... i wiosna (2003)
Ki-duk Kim

Panta rei

"Wiosna, lato, jesień, zima i...wiosna" to film dość niecodzienny, zarówno pod względem pochodzenia, jak i formy artystycznej. Kino koreańskie dla nas, Polaków (i nie tylko), właściwie nie ...
Filmweb sp. z o.o.
"Wiosna, lato, jesień, zima i...wiosna" to film dość niecodzienny, zarówno pod względem pochodzenia, jak i formy artystycznej. Kino koreańskie dla nas, Polaków (i nie tylko), właściwie nie istniało. Szlak przetarł dopiero niedawno fantastyczny "Old Boy" - zdobywca wielu prestiżowych nagród na różnorakich festiwalach, na czele z Cannes. Jednak to nie jedyna tak chwalona i doceniana produkcja z Korei, nie jeden utalentowany reżyser. Kim Ki - Duk zdobył bowiem wiele atrakcyjnych wyróżnień na festiwalach w San Sebastian, Locarno, Wenecji, Berlinie czy Camerimage. To pierwszy film utalentowanego Azjaty, który wchodzi na nasze ekrany i z pewnością trzeba będzie zapamiętać jego nazwisko.

Dwóch mnichów (mistrz i uczeń) żyje na totalnym odludziu z dala od wielki miast i reszty populacji. W ich domku otoczonym wodą, rytm wyznacza natura i jej prawa.

Film podzielony jest na cztery części, które odpowiadają poszczególnym porom roku. Wiosna - narodziny i śmierci, lato - miłość i obsesja, jesień - gniew i agonia, zima - pustka i spokój. Zamykające dzieło powtórne nadejście wiosny zwiastuje powracającą pętlę czasu, którego upływ jest jednym z głównych atutów tego obrazu. Gdy obserwujemy naszego bohatera w dzieciństwie, czas upływa dość wolno, lecz w miarę rozwoju fizycznego postaci (w każdej odsłonie widzimy innego aktora, tylko mistrz we wszystkich epizodach grany jest przez jednego aktora) zaczyna przyspieszać. Każda z pór roku (części filmu) wygląda inaczej pod względem emocjonalnym: poprzez spokój i niewinność, pierwsze uczucie i związane z nim uczucia złości, goryczy i żalu, aż po pokutę za grzechy i refleksję.

Reżyser Kim Ki-Duk posiada wielkie zamiłowanie do malarstwa, co widać podczas projekcji. Właściwe przemawia on w większości za pośrednictwem obrazów (w części "Zima" nie pada ani jedno słowo). Wielką sztuką jest pokazanie tego samego miejsca (chata otoczona wodą) na wiele różnych sposobów. Miejsca, które jest poza czasem i cywilizacją, a które płynie swym urzekającym rytmem. Żyjąc w wielkich aglomeracjach z nostalgią można przypatrywać się obszarom, w których człowiek żyje zgodnie z naturą zapewniającą mu wszystko, czego potrzebuje.

Polecam "Wiosnę, lato...", przeważnie osobom świadomym funkcji, jakie powinno spełniać kino, lubiącym zachwycać się pięknem, ponieważ, jak wspominałem, rozwój i tempo wydarzeń jest tu dość niespieszne. Mimo że nie wszystkie symbole wywodzące się z kultury japońskiej i koreańskiej nie będzie nam dane zrozumieć, to jednak pozostają te najważniejsze, uniwersalne, które są jak najbardziej czytelne. Większość widzów będzie musiała przestawić tryb oglądania z amerykańskich produkcji, od których dzieło Kim Ki-Duka różni się diametralnie. Jeżeli uważacie "Między Słowami" Sofii Coppoli za oszczędny w kwestii dialogów, to w porównaniu z "Wiosną..." jest wręcz wylewny. Reżyser wychodzi z założenia, że mówienie jest srebrem, a milczenie złotem, bo kino nie tylko słowa, lecz także (a może przede wszystkim) obrazy, którymi wiele można powiedzieć.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 84% uznało tę recenzję za pomocną (49 głosów).
SQNboy
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)