Recenzja filmu Matka Teresa od kotów (2010)
Paweł Sala

Partia szachów

Podczas konferencji prasowej, jaka odbyła się w ramach Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, Paweł Sala powiedział, że współautorem jego filmu są przede wszystkim widzowie. Nie pragnął ...
Filmweb sp. z o.o.
Podczas konferencji prasowej, jaka odbyła się w ramach Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, Paweł Sala powiedział, że współautorem jego filmu są przede wszystkim widzowie. Nie pragnął uwiecznić historii na taśmie filmowej, nad którą będzie miał pełnię władzy, narzucając publiczności własne racje. Każda osoba ma prawo do własnej interpretacji. Poprawnej interpretacji, jaka zależna będzie tylko i wyłącznie od sposobu patrzenia na świat danej osoby. Czyż taki oto komentarz twórcy, nie jest już sam w sobie zachęcający do obejrzenia tegoż filmu?

"Matka Teresa od kotów" ukazuje życie specyficznej rodziny. Tytułowa bohaterka, uwielbia koty, a na dodatek większość czasu przeznacza na pracę, zapominając o swoich najbliższych. Hubert jest żołnierzem wojska polskiego, który pewną cześć życia spędził na misji wojskowej. Artur, 22 lat. Zbuntowany. Uważa, że posiada zdolności nadprzyrodzone, dzięki którym potrafi m.in. uzdrawiać. Zdolności te wykorzystuje do zniszczenia/rozbicia rodziny. Marcin, 12 lat. Zapatrzony w swego starszego brata. Nie potrafi dostrzec poza nim świata. Widzi w nim autorytet, a zarazem głowę rodziny. Rodzeństwo, na samym początku pozbywa się ojca. Za pomocą zdolności, jakie ponoć posiada starszy z nich. Wypędzają go z domu. Pozostaje matka. Nic prostszego, zabić. Wyrok wydany. Wykonany. Motyw? Nie znany.

Film jest czystym obrazem psychologicznym. Nie ma w nim scen brutalnych. Zabójstwo także nie jest pokazane. Widz zmuszony jest do tego, aby samemu wyobrazić sobie wizje morderstwa. Fabuła jest tak stworzona, że cała akcja ukazana jest wspak. Bardzo ciekawy zabieg, dzięki któremu mamy okazję prześledzić proces rodzącego się konfliktu. Należy pamiętać, że historia jaką mamy okazję oglądać wydarzyła się naprawdę. Nie można jednak odbierać tego filmu, jako realistyczny zapis zdarzeń. Paweł Sala sam przyznał, że większość kwestii związanych z życiem tejże rodziny jest tylko i wyłącznie przypuszczeniem. Zostają ukazane/postawione pytania, na które powinien sam sobie odpowiedzieć widz.

Minusem jest dźwięk. Nie po raz pierwszy i ostatni, aktorzy wypowiadający kwestie są słabo słyszalni. Czyżby był to problem wiążący się ze słabym sprzętem, jaki posiadają nasi twórcy? Bardzo ciekawym pomysłem są trzy wstawki muzyczne, pojawiające się w trzech różnych momentach. Mikołaj Łepkowski zachwyca dobrymi zdjęciami, przybliżając widzom sytuacje przedstawiane na ekranie. Gra aktorska prezentuje się dobrze. Postacie są różnorodne. Mateusz Kościukiewicz prezentuje naprawdę wysoki poziom gry, jak na aktora młodego pokolenia, tworząc razem  z Filipem Garbaczem duet prawie że doskonały. Ewa Skibińska także jest perfekcyjna w odtwarzaniu roli, jaka jej przypadła. Dawno już nie mieliśmy filmu, w którym gra praktycznie większości aktorów może przypaść do gustu. Najsłabszym punktem jest Ewa Szykulska. Zbyt mało aktorstwa, a za dużo sztucznej pewności siebie.

Film nie dla każdego. Brak rozwiązań. Ciągłe powstające nowe pytania. Akcja tocząca się  w odwrotnej kolejności, dramat psychologiczny, a na domiar złego, pokazane zostało to wszystko w dobrym stylu. Bohaterowie tragiczni niczym w dramatach antycznych. Szaleństwo. Złudna nadzieja. Błędy. Członkowie rodziny, którzy są niczym pionki na szachownicy. Bogowie grają. Najwidoczniej jeden z nich musiał przegrać, gdyż stracił królową. Królową matkę.

Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 46% uznało tę recenzję za pomocną (24 głosy).
ilbis
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)