Recenzja gry Mario Sports Superstars (2017)

Pięciobój animowany

"Mario Sports Superstars" nie jest naturalnie ani pierwszą, ani szczególnie świeżą grą z serii. Co gorsza, jest dowodem na to, że Nintendo w zalewie swoich gier sportowych nieco się pogubiło.
Filmweb sp. z o.o.
"Mario Sports Superstars" nie jest naturalnie ani pierwszą, ani szczególnie świeżą grą z serii. Co gorsza, jest dowodem na to, że Nintendo w zalewie swoich gier sportowych nieco się pogubiło.

photo.title

Na "Mario Sports Superstars" składa się tak naprawdę pięć różnych aktywności. To piłka nożna, baseball, jazda konna, tenis i golf. Występuje między nimi także pewna dysproporcja w tym, ile treści zawiera w sobie dana gierka. Piłka nożna na przykład to rozgrywka projektowana raczej z myślą o przechodzeniu kolejnych meczów – mamy tu do wyboru tryb turniejowy, różnorodne postacie, ale w zasadzie poza samym kopaniem szmacianki do roboty jest niewiele. Oczywiście w futbolu znajdzie się nieco ciekawostek: podkręcane strzały, różnorodne postacie oraz dość dynamiczna rozgrywka. W samej grze ma to jednak niewielkie znaczenie. Niezależnie od tego, czy gramy Bowserem czy księżniczką Peach, równie łatwo jest okiwać graczy z drużyny przeciwnika, a potem posłać piłę do bramki. Co więcej, wydaje się, że reszta drużyny nie ma nic do roboty. Równie dobrze można by zrobić z tego 2 na 2 – po jednym zawodniku i bramkarzu, nie byłoby żadnej różnicy. Taktyka w grze sprowadza się do tego, by podejść z boku, a następnie strzelić, ewentualnie zużyć tzw. power shot, by mieć pewność, że piłka wyląduje w bramce.

photo.title

Dla odmiany jazda konna to oczywiście wyścigi, ale także... gierka symulacyjna. Mamy bowiem przeróżne konie w naszej stajni, każdego możemy wyprowadzić na padok i pochodzić sobie po okolicy. Co więcej, odkrywamy wtedy w trawie różne przedmioty, które można przypasować do danego wierzchowca. Mało tego, nasz bohater musi także nawiązywać więź z koniem, w tym celu trzeba klepać go po zadzie, boku albo karku. Każdy koń lubi inne pieszczoty, więc trzeba wysondować, co najlepiej odpowiada danemu zwierzakowi. Choć wytrawni gracze zapewne obdarzą wyścigi konne najmniejszą sympatią, ten komponent symulacyjny może spodobać się najmłodszym. Same wyścigi konne są już lekkim rozczarowaniem. To swego rodzaju Mario Kart, tyle że bez żadnych broni i dodatków. Trasy są dość proste, zaś sztuczna inteligencja niezbyt bystra, więc nie namęczymy się zbytnio podczas tych wyścigów.

photo.title

Golf i tenis to okrojone wersje znanych już od dawna gier z Mario w roli głównej. W tym drugim rozegramy proste turnieje, natomiast pierwszy to rozwodniony wariant dużej gry golfowej. Mało tu opcji oraz pól do rozegrania, więc im szybciej zapomnimy o tej grze, tym lepiej. Na koniec zostaje baseball. To również uproszczona wersja zarówno normalnego baseballa, jak i tego w wydaniu Nintendo. Oczywiście da się nieco wycisnąć z tej gry, zwłaszcza jeśli idzie o taktykę, ale jest to niewiele więcej zabawy niż w przypadku nieco prostackiej piłki nożnej. Całkiem niezła zabawa płynąca z grania w baseball jest jednak efektem tego, że to gra nieco bardziej skomplikowana niż piłka kopana. Gdy w uproszczonej wersji piłki nożnej wystarczy strzelić do bramki, baseball wciąż polega na bieganiu między bazami, zamianie ról, strzałach i odbieraniu piłki. I przez ten nieco większy zestaw zasad podstawowych da się sporo wycisnąć nawet w tych infantylnych klimatach.

photo.title

Problem w tym, że ilość nie przekłada się na jakość. Liczba gier jest zadowalająca, bo to pięć zupełnie różnych stylów rozgrywki. Gorzej już niestety z głębią grania. Choć gierka z jazdą konną ma nieco rozbudowanej zabawy, brakuje w niej czegoś, jakichś konkretniejszych elementów symulacyjnych. Piłka nożna czy baseball z kolei to gry, w których próżno szukać konkretnych rozgrywek ligowych, zabawy w managera zespołu czy zawodnika i całego tego symulacyjnego sztafażu, który przecież Nintendo umiałoby podać w lekkiej i prostej formie. Zamiast tego mamy gołe turnieje, mecze albo tryb multiplayer. To za mało, nawet wziąwszy pod uwagę, że niby jest tu pięć różnych gier w pakiecie. Gdy przejdziemy jeden turniej piłki nożnej, niekoniecznie będzie nam się chciało zaczynać od nowa następny, nawet jeśli będzie nieco trudniejszy. Podobnie sprawa ma się z innymi minigrami.

photo.title

Być może gdyby Nintendo skupiło się bardziej na wprowadzeniu choć minimalnej głębi do jednej czy dwóch gier, a nie pakowało pięć w jeden pakiet, "Mario Sports Superstars" byłoby bardziej udanym produktem. A tak pogramy w każdą po kwadransie i potem odechciewa się wracać do tej produkcji. Zważywszy też na polskie realia, nie ma co liczyć na rozgrywki w trybie multiplayer. Czy warto pograć w "Mario Sports Superstars"? Tylko jeśli jesteście prawdziwymi wyznawcami hydraulika i spółki i potraficie wybaczyć Nintendo wszelkie błędy i uchybienia. Inaczej nie ma sensu.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 67% uznało tę recenzję za pomocną (6 głosów).
Joachim Snoch
ocenia tę grę na:
1 10 5/10 średna
o