Recenzja filmu American Beauty (1999)
Sam Mendes

Pierwszy dzień reszty twojego życia

Jaki jest cel ludzkiej egzystencji? Założyć rodzinę, mieć dobrze płatną pracę, wychować dzieci, zestarzeć się i umrzeć. Z grubsza tak wygląda schemat życia przeciętnego przedstawiciela homo ...
Filmweb sp. z o.o.
Jaki jest cel ludzkiej egzystencji? Założyć rodzinę, mieć dobrze płatną pracę, wychować dzieci, zestarzeć się i umrzeć. Z grubsza tak wygląda schemat życia przeciętnego przedstawiciela homo sapiens. Z czasem z małżeństwa ulatuje miłość, namiętność, pozostają przywiązanie, rutyna i wzajemne pretensje. Podstawowa komórka społeczna, jaką jest rodzina, ulega powolnej dezintegracji - wspólne obiady czy kolacje stają się już tylko przykrywką dla zgnilizny, która czai się pod spodem wizerunku przykładnej, normalnej familii. Ojcowie i mężowie nie mają czasu dla swych bliskich, bo pochłania ich praca, pogoń za pieniądzem - wszystko po to, aby rodzina mogła żyć na możliwie jak najwyższym poziomie. Całe życie zaczyna się składać z identycznych dni, wypełnionych tymi samymi czynnościami i podskórnie odczuwaną beznadzieją egzystencji. Większość ludzi nawet tego nie zauważa - dobrowolnie pozwalają, aby życie przepływało im między palcami. Na szczęście u wielu przychodzi coś takiego jak moment otrzeźwienia, refleksja nad tym, gdzie podziało się uczucie, miejsce na spontaniczność i zabawę. W większości przypadków jest już jednak stanowczo za późno lub też brakuje odwagi, aby cokolwiek zmienić w swym szarym życiu. Lecz drogi czytelniku, zastanów się dobrze, czy ty nigdy nie miałeś ochoty rzucić tego wszystkiego w diabły i zacząć wreszcie robić tego, o czym zawsze marzyłeś? Powiedzieć: "dość" i wyrwać się z tej niszczącej monotonii?

Tak właśnie uczynił bohater obrazu Sama Mendesa - Lester Burnham (Kevin Spacey) - typowy przedstawiciel amerykańskiej klasy średniej, przeciętniak żyjący z rodziną na równie typowym amerykańskim przedmieściu. Posiada nudną pracę w biurowym boksie i zarówno jego żona, jak i córka mają go w głębokiej pogardzie. Sytuacja zmienia się, gdy Lester poznaje lolitkowatą koleżankę swej córki, Angelę (Mena Suvari). Spotkanie z młodą, piękną dziewczyną staje się dla niego nieoczekiwanym impulsem do zmian - rzuca znienawidzoną pracę i zaczyna wreszcie żyć pełnią życia.

Oczywiście w przypadku filmu Mendesa jest to bardzo pobieżne streszczenie fabuły - co prawda Lester jest tu głównym bohaterem, na którym skupia się akcja, ale niemalże tak samo ważne są postacie drugiego planu. Każda osoba ma tu swoje racje i potrafi odsłonić swe ludzkie oblicze, choć, tak jak w przypadku ojca Ricky'ego, raczej trudno do niektórych zapałać sympatią. "American Beauty" jest bowiem niezwykle gorzką satyrą na amerykańską klasę średnią. Pojawia się tu cały przekrój ludzkich typów: sfrustrowana kura domowa, zakompleksiona nastolatka, zadufany w sobie potentat na rynku nieruchomości czy szowinistyczny wojskowy w stanie spoczynku. Losy wszystkich postaci w którymś momencie nieodwracalnie łączą się ze sobą, relacje gmatwają się, napięcie narasta, prowadząc do z góry wiadomego finału, zapowiedzianego już na samym wstępie. Fabuła skonstruowana została tu niezwykle misternie, ale przede wszystkim jest to niezwykle piękna, a zarazem przejmująco smutna opowieść o drugiej szansie danej od losu. Widz przez cały czas kibicuje Lesterowi, utożsamia się z nim jako postacią posiadającą wolę zmian. Jednocześnie trudno nie współczuć miejscami poszczególnym osobom z drugiego planu, mimo że bywają śmieszne w swych poczynaniach, czasem wręcz żałosne, ale przez to - niezwykle ludzkie.

Sam, szczerze mówiąc, gdy oglądam za każdym kolejnym razem "American Beauty", wolę zapominać, iż został on nagrodzony pięcioma najważniejszymi Oscarami. Są one rzecz jasna jak najbardziej zasłużone, zwłaszcza statuetki za scenariusz i niesamowitą kreację Spaceya. Sprawa tkwi jednak w tym, że niezależnie od tego, jak uhonorowanym i opiewanym przez krytykę filmem nie byłby obraz Mendesa, to i tak zawsze będę odbierał go na swój własny, prywatny sposób. Po każdym seansie przez długi czas nie mogę się otrząsnąć, bowiem jest to dzieło, które wywiera niezatarte piętno. Skłania do refleksji, a zarazem urzeka swą subtelnością i ukrytym niemalże na każdym kroku pięknem. Stąd uważam, że nie jest przesadą stwierdzenie, iż oglądanie tej pozycji to obcowanie z najprawdziwszym arcydziełem, które można postawić w jednym rzędzie z największymi osiągnięciami światowej kinematografii. To jeden z tych filmów, które jak się już pokocha, to bezwarunkowo i bezgranicznie. Swoją drogą, jak najbardziej chwała Akademii Filmowej, że nagrodziła obraz skromny, a zarazem niezwykle mądry i prawdziwy zamiast kolejnej gigantycznej produkcji kostiumowej. Widać w Hollywood da się zarobić również na czymś, co niekoniecznie tworzone jest pod publikę z multipleksów. Napisałem wcześniej: "arcydzieło"? Tak, jest to absolutne arcydzieło.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 91% uznało tę recenzję za pomocną (153 głosy).
Caligula
ocenia ten film na:
1 10 10/10 arcydzieło!

przeczytaj również recenzje użytkowników (15)

zobacz wszystkie
o