Recenzja filmu Czyja to kochanka? (2006)
Francis Veber

Pignion w wersji odgrzewanej

"Czyja to kochanka" w ciągu zaledwie 3 tygodni przyciągnęła do francuskich kin ponad 3 miliony widzów. Przypuszczam jednak, że głównie z powodu nazwiska reżysera, autora pamiętnego "Pechowca" i ...
Filmweb sp. z o.o.
"Czyja to kochanka" w ciągu zaledwie 3 tygodni przyciągnęła do francuskich kin ponad 3 miliony widzów. Przypuszczam jednak, że głównie z powodu nazwiska reżysera, autora pamiętnego "Pechowca" i świetnej "Plotki". Niestety tym razem Francis Veber zamiast ciętego, acz ciepłego dowcipu i doprawionego lekką groteską portretu społecznych przemian, zarezerwował komedię romantyczną a la francais. Strawną, ale nic ponadto.

Chociaż punkt wyjścia zapowiadał się nawet obiecująco. Pomysł, żeby zdjęcie stało się przyczyną piramidalnej intrygi małżeńsko romansowej, z wplątanym we wszystko bogatym biznesmenem, topmodelką i biednym parkingowym mógł zaowocować niezłą kpiną z obyczajowych mód i konwenansów. Tymczasem po smakowicie (żeby pozostać w rejonie skojarzeń kulinarnych) rokującym wstępie został niedosyt.

Historia wpływowego - głównie za sprawą ożenku z córką magnata finansowego - milionera, którego paparazzi przyszpilają na zdjęciu z długonogą ulubienicą okładek modowych magazynów i wybiegów najsłynniejszych projektantów, międli starą prawdę, że bogaci tetrycy-przedsiębiorcy są zachowawczy i tchórzliwi, a w skrajnych przypadkach po prostu podli. Przerażony jak zwierzę wpuszczone w labirynt kanałów tetryk, chce bowiem za wszelką cenę zapobiec rozwodowi, czytaj utracie pozycji zawodowej, prestiżu, luksusu i czego tam jeszcze, co wiąże się z prezesowaniem potężnej firmie międzynarodowej (chyba) i w tym celu konstruuje horrendalną, acz na glinianych nogach wzniesioną intrygę, w której uwieczniona na zdjęciu kochanka tetryka ma odgrywać romans z również, choć przypadkiem na zdjęciu uwiecznionym parkingowym. Instaluje więc śliczną i również przywykłą bardziej do kawioru niż kawy Emilie w więcej niż skromnym mieszkanku Franscoisa, co to z kobietami radzi sobie średnio, choć miły z niego chłopiec, a w budynku naprzeciwko instaluje fotografa, który ma poczynania fikcyjnej pary śledzić. I tu, w specjalnie zgotowanym dla prasy i rodziny qui pro quo, jedne maski mają powykrzywiać się w gęby, inne pospadać, ukazując mniej bądź bardziej szlachetne liczka.

Niby śmiesznie, niby celnie, jednak pazur dowcipu troszkę stępiony i coś nie do końca wiadomo w kogo (co?) dokładnie wycelowany. I choć całość podlana psychologicznym (ach te kulinaria;) sosem z francuskiej tradycji, to jednak satysfakcji dostarczają tu głównie widok pięknej Wirginie Ledoyen, miotania histerycznego w roli tetryka Daniela Auteuil i postać Franscois Pigniona, znanego już z "Kolacji dla palantów" i wspomnianej "Plotki" Vebera.

Można powiedzieć - lepsze to, niż kretyńskie komedie romantyczne produkcji amerykańskiej. Pewnie lepsze, ale po Veberze oczekiwałam czegoś więcej.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 29% uznało tę recenzję za pomocną (21 głosów).
o