Recenzja filmu Piraci z Karaibów: Klątwa Czarnej Perły (2003)
Gore Verbinski

Piraci to mają klawe życie

Gdy na ekrany kin w 2003 r. wchodził film "Piraci z Karaibów: Klątwa Czarnej Perły" Gore'a Verbinskiego z Johnnym Deppem, Orlandem Bloomem i niemal zupełnie wtedy nieznaną Keirą Knightley ...
Filmweb sp. z o.o.
Gdy na ekrany kin w 2003 r. wchodził film "Piraci z Karaibów: Klątwa Czarnej Perły" Gore'a Verbinskiego z Johnnym Deppem, Orlandem Bloomem i niemal zupełnie wtedy nieznaną Keirą Knightley wspomaganych przez Geoffreya Rusha, mało kto przypuszczał, jak wielką popularność zdobędzie ten film, że wwieje młodziutką Knightley do gwiazdorskiej pierwszej ligi, a jego sequel odniesie jeszcze większy sukces. Postaram się odpowiedzieć w mojej recenzji, czego to zasługa.

Nie będę przytaczała fabuły filmu, gdyż ta jest praktycznie rzecz biorąc (prawie) wszystkim doskonale znana. Skupmy się zatem na aspektach warsztatowych filmów. Pierwsza rzecz: reżyseria. Jest ona bardzo sprawna, Verbinsky świetnie współpracuje z aktorami i potrafi nieźle poprowadzić nawet nijakiego Orlanda Blooma. Druga sprawa: scenariusz autorstwa Teda Elliotta i Terry'ego Rossio. Iskrzy się on zajefajnym humorem, mnóstwem zwrotów akcji i świetnie pomyślanymi postaciami (jedynie postacie Willa i Elizabeth są papierowe i na kartach scenariusza zdają się nie mieć w sobie życia). Trzecia rzecz: efekty specjalne. Nie są może one tak niesamowite jak we "Władcy Pierścieni" czy pierwszym "Matriksie", niemniej jednak cechuje je oryginalność i działają na wyobraźnię. Czwarta sprawizna: świetna Keira Knightley. Jak już wspomniałam, grana przez nią Swann w scenariuszu wydaje się sztucznawa i średnio ciekawa. Knightley wyrównuje wszystkie braki scenariuszowe swojej postaci i czyni ją istotą z krwi i kości, daleko lepszą od jej filmowego partnera Blooma. Piąta rzecz: niesamowity Geoffrey Rush. Jego Barbossa to najprawdziwszy pirat, który ze swojej pirackości nie traci ani na sekundę.

I w końcu szósta, najważniejsza ze wszystkich sprawizn, przyczyn i jak inaczej można byłoby te rzeczy nazwać: Johnny Depp. Chyba mało kto się spodziewał, że ten aktor dzięki tej roli znajdzie się na samym szczycie gwiazdorskiej sławy, zdobędzie nominację do Oscara i sprawi, iż nastolatki będą mdleć na sam widok jego zdjęcia czy wydrapanej scyzorykiem podobizny w obskurnej dworcowej toalecie. Depp nie jest piratem, jakiego zwykliśmy sobie wyobrażać. To chodząca indywidualność, facet niepozbawiony autoironicznego humoru i zapadający w pamięć jak mało kto. W tym filmie Knightley zagrała bardzo dobrze, Rush świetnie, zaś Depp po prostu nieustannie wznosi się na wyżyny aktorskiego geniuszu. Choć bardzo cenię rolę Seana Penna w "Rzece tajemnic", uważam że za 2003 rok nie on, a właśnie Depp powinien dostać Oscara w kategorii Najlepszy Aktor.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 90% uznało tę recenzję za pomocną (42 głosy).

przeczytaj również recenzje użytkowników (8)

zobacz wszystkie