Recenzja filmu Fałszerze (2007)
Stefan Ruzowitzky

Po pierwsze: Przetrwać

"Fałszerze" to najlepszy film nieangielskojęzyczny ubiegłego roku. Przynajmniej w oczach Amerykańskiej Akademii Filmowej. Obraz Stefana Ruzowitzky'ego pokonał w walce o statuetkę Oscara między ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja dvd Fałszerze (2007)
"Fałszerze" to najlepszy film nieangielskojęzyczny ubiegłego roku. Przynajmniej w oczach Amerykańskiej Akademii Filmowej. Obraz Stefana Ruzowitzky'ego pokonał w walce o statuetkę Oscara między innymi polskiego kandydata, "Katyń" Andrzeja Wajdy. I choć w ubiegłym roku tak naprawdę powstało kilka lepszych filmów niż "Fałszerze", warto się z austriackim obrazem zapoznać, by zobaczyć w czym rzeczywiście obraz ten lepszy jest od dzieła polskiego mistrza.

Opowiedziana w filmie historia (podobnie zresztą jak w przypadku "Katynia") rozegrała się naprawdę. Hitlerowcy, posługując się łatwymi do zastąpienia i wysoce wykwalifikowanymi Żydami, zorganizowali największą w historii operację fałszowania pieniędzy. Wszystko odbywało się w obozach koncentracyjnych. Biorący udział w programie Żydzi mieli zapewnione lepsze warunki bytowania i pewniejszą, przynajmniej do czasu, perspektywę przetrwania. W zamian musieli tylko podrabiać dokumenty i pieniądze, dzięki którym Rzesza finansowała swoje dalsze istnienie, w tym również i obozów koncentracyjnych.

Głównym bohaterem nie jest idealny Żyd-patriota, lecz przestępca, bawidamek, który nawet w czasach narastającego nazizmu od swoich współbraci za fałszowanie dokumentów ratujących życie wymagał pieniędzy, nie poczuwając się zupełnie do rasowej solidarności. W obozach łatwo potrafił zatroszczyć się o siebie. Kiedy może, pomaga też innym, lecz nie z narodowej powinności, lecz ze zwykłego ludzkiego odruchu. Salomon nie jest nosicielem idei, nie jest osobą kryształową, monumentem ze spiżu. On jest człowiekiem kierującym się zwykłą, immanentnie ludzką potrzebą przetrwania.

I to właśnie jest mocną stroną "Fałszerzy" i zapewne jednym z powodów, dla których film ten pokonał "Katyń". Bohaterowie Ruzowitzky'ego miotają się, popełniają błędy, czasami gotowi są dokonać czynów heroicznych, innym razem są nędznymi tchórzami. Ta niejednoznaczność czyni ich wiarygodnymi. Sam film mimo prezentowania różnych postaw koncentruje się głównie na przekazie jasnym i naturalnym dla Amerykanów: po pierwsze żyj, tylko wtedy możesz coś zdziałać.

Przekaz "Katynia" jest kompletnie przeciwstawny: życie nie ma sensu, jeśli pozbawione jest honoru, lepiej zginąć niż okryć się hańbą. Najbardziej rzuca się to w oczy w przypadku porównania Salomona (Karl Markovics) i Jerzego (Andrzej Chyra). Obaj przetrwali, czyniąc rzeczy konieczne, choć czasem wstydliwe. Obaj przeszli przez piekło. Ten pierwszy, choć zraniony, niesie ciężar swych grzechów, ten drugi zostaje pognębiony i koniec końców pokonany przez nakaz honoru.

Sami "Fałszerze" nie są jednak w żadnej mierze obrazem wybitnym, a jedynie dobrze skrojonym i podanym. Brakuje w nim werwy, pazura dociekliwości. Próbując pokazać wszystkie postawy, nie bada w pełni konsekwencji, stając się ledwie pobieżną wyliczanką tego, jak osoby w tak skrajnej sytuacji mogą sobie poradzić. Nie ulega wątpliwości, że jest to najlepszy obraz Ruzowitzky'ego. Wiele to jednak nie mówi, bo przecież wcześniej nakręcił on w zasadzie jeden znany (w miarę) film, a mianowicie "Anatomię".

Polskie wydanie DVD jest skromniutkie. Dostajemy film w obrazie 1,85:1 i dźwiękiem DD 5.1. Brak w zasadzie jakichkolwiek dodatków. Można jedynie obejrzeć zwiastun filmu oraz zapowiedzi innych propozycji dystrybutora. To niewiele, zwłaszcza jak na wydanie oscarowego obrazu.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 53% uznało tę recenzję za pomocną (38 głosów).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)