Recenzja filmu Teksańska masakra piłą mechaniczną: Początek (2006)
Jonathan Liebesman

Początek masakry

Ostatnio w kinie zapanowała moda na odkrywanie genezy zachowań wielkich bohaterów, a nawet ikon współczesnej popkultury. Odkryliśmy zatem początek historii Batmana, Egzorcysty czy Hannibala ...
Filmweb sp. z o.o.
Ostatnio w kinie zapanowała moda na odkrywanie genezy zachowań wielkich bohaterów, a nawet ikon współczesnej popkultury. Odkryliśmy zatem początek historii Batmana, Egzorcysty czy Hannibala Lectera. Nawet sam Lucas wolał zamiast kontynuowania swojej gwiezdnej sagi cofnąć się do jej samego początku. Powstanie zatem "Teksańskiej masakry piłą mechaniczną: Początek" było raczej tylko kwestią czasu.

Akcja filmu rozpoczyna się w latach trzydziestych ubiegłego wieku, by po niedługiej chwili przenieść widza w bujne lata sześćdziesiąte. Oto grupa młodzieży przemierza bezkresy Stanów, nie zdając sobie sprawy z koszmaru, jaki dane im będzie przeżyć. Schemat znany z poprzednich części jest zatem wiernie zachowany - minimum treści maksimum masakry. Fani gore będą w trakcie seansu zadowoleni. Krew leje się tu dosłownie hektolitrami, a poszczególne sceny zabójstw ukazywane są czasem z przesadnym naturalizmem. Ale w końcu to horror bezkompromisowy i nikt chyba nie liczył na subtelne ukazanie okrucieństwa i wynaturzenia. Jako widz liczyłem jednak na przedstawienie początku historii. Na tym polu film sprawdza się najsłabiej. Trudno tu dostrzec jakiekolwiek sensowne powody, które mogłyby uzasadniać wynaturzone zachowanie głównej postaci. Tytułowy "Początek" ogranicza się jedynie do bardzo naciąganego, płytkiego i wydumanego wyjaśnienia pewnych wątków znanych nam z pierwowzoru. Dowiadujemy się tylko, dlaczego główny bohater ma tak oszpeconą twarz i skąd jego przybrany ojciec zdobył mundur szeryfa. Pozostałe wątki zostają niewyjaśnione, tak więc o genezie powstania zła film w ogóle nie opowiada. Samo cofnięcie się w czasie było zatem pomysłem co najmniej chybionym. Nie dowiadujemy się niczego nowego o bohaterach, a całe napięcie niebezpiecznie opada. Wszakże dobrze wiemy, jak zakończy się ta historia - morderca przeżyć musi, by pierwsza część miała rację bytu.

Od strony realizacyjnej trudno filmowi jest cokolwiek zarzucić. Świetna gra świateł, efektowne zdjęcia i perfekcyjna scenografia robią wrażenie. Na tym tle gorzej prezentuje się jednak muzyka. Momentami jest ona zdecydowanie zbyt patetyczna i nachalnie podkreśla dramatyzm przedstawianych wydarzeń. Ponadto nie za bardzo wpasowuje się w konwencję samego filmu, który choć wstrząsa, nie stara się być niczym innym niż tylko kinem rozrywkowym.

Aktorzy, podobnie jak w niedawno nakręconym remaku pierwszej części, przede wszystkim dobrze wyglądają, a w dalszej kolejności dopiero odgrywają swoje role. Chłopcy są zatem umięśnieni i przystojni, a dziewczyny swą seksowną sylwetkę podkreślają kusymi strojami. Taka już jest konwencja i chyba nigdy się to nie zmieni. Widać twórcy wyszli z założenia, że teksański koszmar przeżywać mogą jedynie symbole seksu, które na tle wynaturzonego mordercy prezentują się jeszcze bardziej ponętnie.

Film można podsumować jednym zdaniem: "Teksańska masakra piłą mechaniczną" z tego całkiem dobra, ale "Początek" szalenie słaby.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 33% uznało tę recenzję za pomocną (3 głosy).

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)

o