Recenzja filmu Wesele (2004)
Wojciech Smarzowski

Polska pełną parą

Polacy - pijacy, egoiści, niekulturalni osobnicy, mający wiedzę równą wiedzy kanarka. To nas stereotypowy obraz. Czy bezpodstawny? Niestety nie do końca. Zaiste do najkulturalniejszych narodów ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Wesele (2004)
Polacy - pijacy, egoiści, niekulturalni osobnicy, mający wiedzę równą wiedzy kanarka. To nas stereotypowy obraz. Czy bezpodstawny? Niestety nie do końca. Zaiste do najkulturalniejszych narodów nie należymy. Nie mamy pewnej odrębności, czegoś, co szczególnie wyróżniałoby nas (w sensie pozytywnym) na tle innych, nie tylko europejskich krajów. Czerpiemy pomysły, często zresztą nonsensowne i głupie, od innych, bardziej rozwiniętych i twórczych państw. W polityce nie oponujemy, ale przystajemy zazwyczaj na warunki innych. Nasze władze to obiekty powszechnych żartów, kpin... Mógłbym tak jeszcze wymieniać, ale nie ma to sensu. Przejdę do sedna, czyli do opisania związku "Wesela" z powyższym.

"Wesele" Smarzowskiego to groteska. Groteska dosadna, która wyjątkowo daje do myślenia, a jej ostateczny wydźwięk bynajmniej komediowym nie jest. Groteska, która wstrząsa bardziej niż nie jeden dramat rodem z Ameryki. To opowieść właśnie o nas, Polakach, ludziach stale wplątanych w sieci matactw i oszustw, osobach, sprawiających wrażenie kompletnych egoistów, egocentryków, prymitywach: przeklinających i chlejących, ludziach przejawiających chciwość, brak solidarności i egoizm występujące ponad dobro rodziny i ponad miłość. Fakt - różne charaktery porozstawiane są po całym świecie i twierdzenie, iż wyłącznie w naszym kraju znaleźć można takich "degeneratów", jest co najmniej infantylne, aczkolwiek nie sposób zaprzeczyć: to właśnie w Polsce takich osób jest najwięcej. Smarzowski co prawda ubarwia (celowo) nasze negatywne cechy, uwydatnia je, aczkolwiek jego obraz wypada nadzwyczaj naturalnie. Produkcja nie wymyka się w zupełności schematom, ale nie powiedziałbym, iż to jakaś specjalna ujma. Już sam temat bowiem jest na tyle oryginalny, refleksyjny, że nie przywiązuje się zbytniej wagi do kilku - że tak powiem - niedociągnięć.

Podziw wzbudza gra aktorska. To w końcu m.in. dzięki Marianowi Dziędzielowi, Jerzemu RogalskiemuArkadiuszowi Jakubikowi i innym, dostajemy tak sugestywny portret stereotypowego Polaka i jego mentalności. Szczególnie Wojnar, w wykonaniu  Dziędziela, jest wyjątkowo autentyczny. Zresztą to doświadczony aktor, który już wcześniej, mimo mało istotnych ról, błyszczał. Dopiero jednak teraz dostał jakiś poważniejszy angaż i swój potencjał w pełni wykorzystał.

Ostatnimi czasy bardzo znany Tymon Tymański odgrywa tutaj podwójną rolę: Kompozytora i aktora. Wciela się w postać jednego z wokalistów kapeli, odgrywającej koncert na weselu. Jego "kiczowata" muzyka uwydatnia tą całą wiejską, żałosną atmosferę. Niektóre piosenki przez niego śpiewane są nieco przekoloryzowane, nasilają karykaturalny charakter "Wesela".

Film dodatkowo zyskuje na wiarygodności dzięki zdjęciom i montażowi. Oba elementy przybliżają weselny klimat. Momentami wydaje się, że oglądamy kasetę wideo z prawdziwej uroczystości.

Dla mnie "Wesele" jest wielką niespodzianką ze strony Smarzowskiego. Dawno nie widziałem tak mądrego, prawdziwego obrazu naszej rzeczywistości. Aż dziw bierze, że to "Pręgi" były zeszłorocznym, polskim kandydatem do Oskara. Irytują tylko proste opinie mówiące, jakoby "Wesele" było kolejnym "pseudoambitnym" filmem, pełnym niepotrzebnych przekleństw. Widać nie wszyscy dostrzegają własną niedoskonałość.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 70% uznało tę recenzję za pomocną (27 głosów).
sullivan
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (6)

zobacz wszystkie
o