Recenzja filmu W poniedziałek rano (2002)
Otar Iosseliani

Poniedziałkowa dziwność świata

Nie jest łatwo pisać o kinie Otara Iosselianiego. Choć krytyka od dawna hołubi tego reżysera gruzińskiego pochodzenia, jego filmy nie mają nic wspólnego z przeintelektualizowanymi "dziełami" ...
Filmweb sp. z o.o.
Nie jest łatwo pisać o kinie Otara Iosselianiego. Choć krytyka od dawna hołubi tego reżysera gruzińskiego pochodzenia, jego filmy nie mają nic wspólnego z przeintelektualizowanymi "dziełami" nieudolnych naśladowców Bergmana. Daleko im także do politycznie zaangażowanego kina społecznego. Autor "W poniedziałek rano" czerpie z samego życia. Tka swoje opowieści z cienkich nitek ludzkich śmiesznostek, irytujących i pociesznych przyzwyczajeń, marzeń i rozczarowań.

Vincent, bohater "W poniedziałek rano", pracuje wprawdzie w fabryce, ale z powołania jest artystą. Wśród huku maszyn i gryzących oparów stara się zachować odrobinę wewnętrznej wolności. Między jednym a drugim nitem, jedną a drugą zespawaną rurą wyrabia na przykład fikuśnie figurki. Przekroczenie bram fabryki wiąże się z niemal rytualnym przydeptaniem niedopałka przez każdego pracownika. Vincent postanawia pewnego dnia spokojnie dopalić papierosa, po czym wsiada w pociąg do Wenecji...

To jednak nie wszystko. Vincent ma przecież jeszcze rodzinę. Babkę, żonę, dwóch synów... W ich codzienną krzątaninę również uzyskamy wgląd. Na pozór "W poniedziałek rano" rozpada się w pewnym momencie na dwie nieprzystające do siebie części. O ile ciekawsze od domowych pieleszy są weneckie kanały i osobliwe indywidua, z ekscentrycznym markizem na czele, zamieszkujące stare kamienice Wiecznego Miasta. A jednak film Iosselianiego to nie tylko opowieść o podróży przedsięwziętej na przekór codziennej rutynie, ale również historia powrotu. Nie idzie tu wyłącznie o artystycznego ducha, wyrywającego się na wolność w panicznym odruchu obronnym. Reżyser patrzy zbyt przenikliwie, aby nie dostrzec, że po każdym męskim szaleństwie sprząta czyjaś żona, córka, siostra.

Owszem, pod koniec filmu nad senną francuską prowincją górują ohydne kominy ? czytelny symbol dehumanizacji i zniewolenia. Iosseliani nie postuluje jednak prostego eskapizmu. Ucieczka nie rozwiązuje problemów, choć może pomóc w uzyskaniu szerszego spojrzenia ? takiego, jakie Vincent rzuca z weneckiego dachu na Wielki Kanał. Jego syn, który najwyraźniej odziedziczył po ojcu artystyczne skłonności, znajduje inny sposób. Buduje lotnię. Może wspólnie ze swoją sympatią szybować wysoko ponad falującą trawą, a jednocześnie wieczorem zasiąść w domu do kolacji. Tymczasem fabryka, w której pracuje Wenecjanin poznany przez Vincenta w pociągu, wygląda niemalże identycznie jak miejsce pracy głównego bohatera. Choć pod innym niebem ludzie mogą podziwiać stare kościoły i wdychać zapach morza, po przekroczeniu bramy spowitego dymem zakładu garbią się identycznie...

"Cierpkie wino", jedno z wcześniejszych dzieł reżysera, otwierała scena winobrania zakończonego rodzinną biesiadą. Śmiech, śpiewy, rozkoszny bałagan... To wszystko będzie musiał porzucić Niko, przenosząc się do miasta i podejmując pracę w dużym zakładzie winiarskim. Pamięć utraconego raju będzie mu jednak nieustannie towarzyszyła, broniąc przed sprzeniewierzeniem się własnym zasadom. Wizja odmalowana we "W poniedziałek rano" jest bardziej pesymistyczna ? tutaj na prowincjonalnych obejściach kładzie się już cień fabrycznych kominów. Aby być wykorzenionym, nie trzeba przenosić się do miasta. Ono przyjdzie do bohaterów samo, zapuka do drzwi i każe im wsiąść w podmiejską kolejkę, która dowiezie ich do pracy.

Cieszy, że ten mądry i wymagający film został wydany na DVD. Dyskretny, miejscami absurdalny humor, niezwykły zmysł obserwacji i lakoniczny dialog składają się na dzieło niełatwe, ale zostanie ono z pewnością w pamięci tych widzów, którzy pozwolą mu się uwieść. Wąskie grono entuzjastów będzie wracało do "W poniedziałek rano" wielokrotnie ? i to zapewne z myślą o nich firma Gutek Film zdecydowała się wydać na płycie ten tytuł. Brak dodatków tutaj akurat zupełnie nie przeszkadza. Komentarze reżysera czy aktorów mogłyby tylko popsuć ekranową magię.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 100% uznało tę recenzję za pomocną (5 głosów).