Recenzja filmu Nóż w wodzie (1961)
Roman Polański

Popielniczką w ekran, czyli jak się pisze historię

Popularna anegdota głosi, że Gomułka podczas oglądania "Noża w wodzie" rzucił w ekran popielniczką. Później publicznie skrytykował film i jego twórcę na plenum PZPR, mówiąc, że dla tego typu kina ...
Filmweb sp. z o.o.
Popularna anegdota głosi, że Gomułka podczas oglądania "Noża w wodzie" rzucił w ekran popielniczką. Później publicznie skrytykował film i jego twórcę na plenum PZPR, mówiąc, że dla tego typu kina w Polsce Ludowej nie ma miejsca. Miało to oczywiście decydujący wpływ na dalszy rozwój kariery Polańskiego jako reżysera, zamykając przed nim możliwości kręcenia w kraju. Nie przeszkodziło to jednak obrazowi w zdobyciu nominacji do Oscara i zyskaniu przez niego uznania na kilku międzynarodowych festiwalach (nagroda FIPRESCI w Wenecji). Przez pewien czas rozważano nawet w Hollywood powstanie amerykańskiego remake'u, do którego to pomysłu zresztą sam twórca odnosił się wielce sceptycznie.

Napisany przez Polańskiego wespół z Kubą Goldbergiem i Jerzym Skolimowskim scenariusz był zdecydowanym novum w PRL-owskim kinie tamtego okresu: odcinał się od rozpamiętywania doświadczeń wojennych, tak charakterystycznego dla Szkoły Polskiej, był też całkowicie apolityczny. Historia małżeństwa, które zabiera ze sobą na jednodniowy rejs po Mazurach swym jachtem młodego autostopowicza oburzyła zarówno partyjnych oficjeli, jak i krajową krytykę, zawsze skłonną do podlizywania się władzy. Niestosowane do tej pory eksperymenty formalne, ujawniające się choćby w sposobie komponowania kadrów czy zalatująca "zepsutym Zachodem" jazzowa ścieżka dźwiękowa, skomponowana przez Krzysztofa Komedę - na to w socrealizmie początku lat 60. nikt nie był przygotowany. 

Z perspektywy czasu "Nóż w wodzie" jawi się tymczasem jako film nadal świeży, w przeciwieństwie do większości polskiej produkcji filmowej tamtych czasów. Misternie skonstruowany dramat psychologiczny, z zapadającymi w pamięć kreacjami Leona Niemczyka i Zygmunta Malanowicza (tą rolę pierwotnie chciał zagrać sam reżyser, co zostało mu jednak wyperswadowane) perfekcyjnie wygrywa klaustrofobiczne położenie bohaterów, wyciskając z niego maksimum emocji i napięcia. Najsłabszym ogniwem układanki pozostaje postać grana przez Jolantę Umecką, pływaczkę, którą zresztą sam Polański podsumował w swej autobiografii jako osobę, delikatnie ujmując, niezbyt rozgarniętą. Nie ma też jednak co się oszukiwać - widywało się znacznie gorsze kreacje na polskich ekranach, i to w wydaniu zawodowych aktorek. Wystarczy przypomnieć sobie Małgorzatę Braunek w "Potopie"...

Pełnometrażowy debiut świeżo upieczonego absolwenta łódzkiej "Filmówki" pozostaje jednym z najciekawszych i najlepszych dzieł polskiej kinematografii powojennej. To zarazem przyczynek do jedynej w swoim rodzaju kariery, która stała się udziałem Romana Polańskiego. Bogu dzięki za gniew Gomułki, który skazał przyszłego twórcę takich obrazów jak "Dziecko Rosemary" czy "Chinatown" na wygnanie - tutaj by się tylko marnował.  
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 61% uznało tę recenzję za pomocną (88 głosów).
Caligula
ocenia ten film na:
1 10 9/10 rewelacyjny

przeczytaj również recenzje użytkowników (4)