Recenzja filmu Statyści (2006)
Michał Kwieciński

Porządna polska komedia

Nie należę do grona osób maniakalnie oceniających na serwisach filmowych obrazy na podstawie scenariuszy Jarosława Sokoła na 1, dlatego też optymistycznie podeszłam do dziecka reżysera Michała ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Statyści (2006)
Nie należę do grona osób maniakalnie oceniających na serwisach filmowych obrazy na podstawie scenariuszy Jarosława Sokoła na 1, dlatego też optymistycznie podeszłam do dziecka reżysera Michała Kwiecińskiego i owego scenarzysty, jakimi są "Statyści". Nie dość, że film ów nie wywołał we mnie efektów podobnych postapokaliptycznym płaczowi i zgrzytaniu zębów, to jeszcze mile mnie zaskoczył. Spodziewałam się bowiem, iż "Statyści" będą dziełkiem co najwyżej niezłym, a okazało się, iż mam do czynienie nie dość, że z dobrym filmem, to jeszcze należącym do starego, dobrego nurtu polskich komedii ukazujących zarówno nasze narodowe wady, jak i zalety.

Sam punkt wyjściowy fabuły jest niezwykle obiecujący: do Konina przyjeżdżają chińscy filmowcy, którzy chcą nakręcić kolejny melodramat o miłości, cierpieniu i wszystkich innych rzeczach trapiących człowieka bez względu na szerokość i długość geograficzną, a także kulturę, w jakiej się wychował. Dlaczego wybrali akurat to miejsce? Ano potrzebowali miejsca, w którym ludzie mają smutne twarze, a Polacy są zdaniem Chińczyków nacją o najbardziej ponurych twarzach w całej Europie. Na miejscu przystępują do poszukiwania statystów - ludzie wybrani do tej zacnej grupy są zbieraniną różnych ciekawych osobowości typowych dla małomiasteczkowego świata - posiadają wady, ale przy tym budzą sympatię.

"Statyści" są lekkim i ciepłym filmem, ale przy tym ich twórcy nie fundują nam słodziutkiego naiwnego światka rodem z "Tylko mnie kochaj" i "Dlaczego nie!", ale świat całkiem realny, w gruncie rzeczy budzący sympatię, ale posiadający rysy. Sam zaś film nie posiada w 100% szczęśliwego zakończenia, w przypadku jednego z głównych wątków trudno mówić o jakimkolwiek "endzie", w przypadku innego pozornie pozytywne rozwiązanie akcji posiada gorzki smak. Swoją drogą ciekawy jest w "Statystach" wątek, który rzuca się w oczy szczególnie w zestawieniu z popularnością wspomnianych wcześniej tworów pana Zatorskiego: oto i Polacy zmuszają ekipę filmową do zmiany zakończenia filmu na szczęśliwsze, bo to nieszczęśliwe jest beznadziejne. Świetnie to pokazuje, iż polski naród nie lubi nieszczęśliwych zakończeń, nie tylko w życiu, ale i filmie. Nieważne, że tego typu zakończenie jest często nierealne, niewynikające z poprzednich wydarzeń, dopisane na siłę; ma być happy end i basta! Niezbyt dobrze to o niektórych z nas świadczy, nieprawdaż?

Prawdaż - odpowiadam sama sobie, lekko się uśmiechając. Nie myślę przy tym o sobie, bo ciągle mam w pamięci sytuację sprzed kilku dni - otóż nie podobało mi się zakończenie pewnego zacnego filmu z Nortonem, bo wolałam, by było nieszczęśliwe.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 75% uznało tę recenzję za pomocną (4 głosy).

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)