Recenzja filmu Shrek (2001)
Joanna Wizmur
Andrew Adamson

Postmodernistyczna baśń

"Shrek", jeden z najbardziej oczekiwanych filmów tego roku, który właśnie wszedł na nasze ekrany, jest na dzień dzisiejszy najbardziej prawdopodobnym kandydatem do zajęcia pierwszego miejsca na ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Shrek (2001)
"Shrek", jeden z najbardziej oczekiwanych filmów tego roku, który właśnie wszedł na nasze ekrany, jest na dzień dzisiejszy najbardziej prawdopodobnym kandydatem do zajęcia pierwszego miejsca na mojej prywatnej liście najlepszych filmów roku 2001. Pod względem fabuły, realizacji oraz humoru nie ma bowiem sobie równych i sądzę, że długo jeszcze nie będzie miał.

O "Shreku" głośno było już na długo przed jego oficjalną premierą. Był to bowiem pierwszy od roku 1973 film animowany, który został zakwalifikowany do pokazów konkursowych podczas tegorocznego festiwalu w Cannes i przez wielu krytyków uważany był za jednego z najpoważniejszych kandydatów do Złotej Palmy. Film niestety nagrody nie dostał, ale za to zamiast festiwalowych jurorów doceniła go publiczność, która tłumnie waliła na seanse, dzięki czemu "Shrek" zaledwie w przeciągu miesiąca zarobił 200 milionów dolarów i stał się jednym z najbardziej dochodowych obrazów w historii studia DreamWorks.
Wreszcie, po dwóch miesiącach od czasu amerykańskiej premiery możemy "Shreka" zobaczyć również w Polsce. Od oryginału różni się on tym, iż jest w polskiej wersji językowej, która stoi na niezwykle wysokim poziomie i moim zdaniem ma szanse zjednać sobie nawet najbardziej zatwardziałych przeciwników dubbingu. Przejdźmy jednak do samego filmu, który, jak już wspomniałem wcześniej, zasługuje ze wszech miar na pochwałę i uznanie, a co więcej, jak to będzie udowadniane w poniższym tekście, nie da się opisać.

Bohaterem "Shreka" jest... Shrek, czyli zielonoskóry Ogr. Shrek wiedzie spokojny, acz samotny żywot w centrum bagien na obrzeżach królestwa, gdzie ma święty spokój, a żaden człowiek nie przeszkadza mu swoją obecnością. No może czasami przeszkadza, a Shrek umie sobie z tym poradzić. Pewnego dnia na siedzibę naszego bohatera spada prawdziwa plaga. Otóż władca królestwa, zły Lord Farquaad wyrzuca poza granice swojego kraju wszystkie zamieszkujące go bajkowe istoty. Bezdomne stworzenia postanawiają schronić się u Shreka, który przyzwyczajony do samotności nie może znieść obecności tylko gości w swoim otoczeniu. Wyrusza zatem na audiencję do Farquaada, który obiecuje wpuścić wygnańców z powrotem do królestwa pod warunkiem, że Shrek przyprowadzi mu uwięzioną od wielu lat w wieży księżniczkę Fionę, którą lord pragnie poślubić. Zdesperowany Ogr zgadza się i tak rozpoczyna się największa przygoda jego życia, dzięki której spotka swoją miłość, stawi czoła krwiożerczej, acz kochliwej smoczycy, pokona mówiącego z francuskim akcentem Robin Hooda i przeżyje całą masę innych, nie mniej nieprawdopodobnych wydarzeń.

W tym miejscu muszę przyznać, że "Shrek", w przeciwieństwie do np. "Pearl Harbor" nie da się streścić w trzech zdaniach a powyższy opis daleko, niestety, odbiega od tego, co oglądamy na ekranie. Historia opowiedziana w obrazie jest bowiem jedynie pretekstem do całej masy żartów polegających na odwoływaniu się do istniejących baśni, filmów, osób oraz wydarzeń. Tego się po prostu nie do opowiedzieć, to trzeba zobaczyć.

Drugim powodem, dla którego "Shreka" nie da się opowiedzieć jest sposób realizacji filmu. Obraz ten został bowiem w całości zrealizowany przy użyciu grafiki komputerowej, której efekty widzieliśmy już co prawda przy "Toy Story", ale to co serwują nam specjaliści z DreamWorks jest nie tylko lepsze, ale wręcz ośmielę się powiedzieć, wyznacza nowy sposób realizacji filmów animowanych komputerowo. Stworzony w "Shreku" świat zachwyca swoją dokładnością i realnością. Filmowi bohaterowie poruszają się niemalże, jak rzeczywiste istoty. Grafikom z DreamWorks udało się na ekranie pokazać nie tylko ruch ich ciał, ale również mimikę twarzy, falowanie włosów, a nawet ruchy mięśni. To samo tyczy się otaczającego ich środowiska, do którego wykonania wykorzystano m.in. nagrodzony System Animacji Płynów (FLU) autorstwa oczywiście specjalistów z DreamWorks.
Efekt jaki dzięki temu osiągnięto jest zniewalający. Jeżeli do tego wszystkiego, do tego całego przywiązania do detali i realizmu dołożymy jeszcze utrzymany w baśniowej, może nawet trochę kreskówkowej, konwencji wygląd bohaterów i świata to otrzymamy mieszankę piorunującą, której, jak już napisałem to kilkakrotnie wcześniej, oczywiście nie da się opisać.

Opisać się nie da również błyskotliwych dialogów i doskonałego dubbingu, nad realizacją którego czuwała oczywiście niezastąpiona Joanna Wizmur. Głosów głównym bohaterom "Shrek" użyczyli wybitni polscy aktorzy, m.in.: Jerzy Stuhr, Zbigniew Zamachowski oraz Adam Ferency. Jak się można domyśleć wygłaszane przez nich kwestie są niezwykle zabawne, a potęguje to jeszcze fakt, iż część dialogów została przetłumaczona w taki sposób, że też albo parafrazują, albo wręcz cytują wypowiedzi znane z wielu polskich filmów np. "Seksmisji". Wierzę zatem, że tak umiejętne połączenie błyskotliwego tłumaczenia i profesjonalnie wykonanego dubbingu przekona do polskiej wersji językowej wszystkich. Miałem okazję oglądać "Shreka" i po polsku i po angielsku i z pełną odpowiedzialnością stwierdzam, że wersja rodzima podobała mi się bardziej. Oczywiście część żartów zniknęła bowiem np. była nieprzekładalna na język polski, ale w zamian pojawiły nowe, jak np. wspomniany powyżej cytat z "Seksmisji". Tego rodzaju zmiany są jednak nie do uniknięcia i wydaje mi się, iż większość osób to zrozumie. Dla osób, które jednak do dubbingu odczuwają awersją niepokonaną dystrybutor przygotował również możliwość obejrzenia "Shreka" w wersji z napisami. Niestety, przygotowano tylko dwie takie kopie filmu, zatem nie będzie ich można obejrzeć w całej Polsce, ale wszystkim, którzy przedkładają wersje oryginalne nad dubbing polecam obejrzenie obu wersji filmu.

Podsumowując, "Shreka" się nie da opowiedzieć i jestem przekonany, że wszyscy, którzy film obejrzą, bez wahania zgodzą się z tym stwierdzeniem. Obraz ten jest bowiem postmodernistyczną baśnią, inteligentną i przewrotną zabawą z widzem, której siła tkwi w oryginalnym oraz dowcipnym scenariuszu, doskonałej animacji, a także perfekcyjnym dubbingu. Oglądając "Shreka", bawiłem się dużo lepiej niż na "Uciekających kurczakach", które do niedawna uważałem za najlepszą komedię ostatnich lat. Teraz palmę pierwszeństwa przejął zielony Ogr. Gorąco polecam obejrzenie "Shreka". Jestem przekonany, że spodoba się wszystkim.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 97% uznało tę recenzję za pomocną (74 głosy).

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)

o