Recenzja filmu Marzyciel (2004)
Marc Forster

Poszukiwania Nibylandii

Poszłam na "Marzyciela" z trzech powodów. Po pierwsze, dlatego że był nominowany do Oscara m.in. w kategorii Najlepszy Film, a wychodzę z założenia, że należy zobaczyć filmy nominowane do tej ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Marzyciel (2004)
Poszłam na "Marzyciela" z trzech powodów. Po pierwsze, dlatego że był nominowany do Oscara m.in. w kategorii Najlepszy Film, a wychodzę z założenia, że należy zobaczyć filmy nominowane do tej prestiżowej nagrody filmowej. Po drugie, jest to film z Johnnym Deppem, jednym z moich ulubionych aktorów. Po trzecie, po obejrzeniu zwiastuna film zapowiadał się dobrze. Szczerze mówiąc wiele oczekiwałam i się nie rozczarowałam. Film pozostawił niezapomniane wspomnienie. Trzeba zaznaczyć, że nie jest to film dla wszystkich, bowiem nie wszyscy go zrozumieją tak jak powinni. Bohater filmu - James Barrie - pokazuje nam drogę i źródło inspiracji swojego największego dzieła. Film przedstawia nam powstanie chyba najbardziej czarodziejskiej książki: "Piotrusia Pana".

Reżyserem "Marzyciela" jest Marc Forster. To młody reżyser, ale pracujący z wielkimi gwiazdami Hollywood, tworzy dość ambitne filmy. To właśnie on nakręcił "Czekając na wyrok" z Halle Berry i Billym Bobem Thorntonem. Był to film o karze śmierci. "Marzyciel" natomiast ma zupełnie inną tematykę. Film ten w piękny sposób przedstawia podróż w głąb wyobraźni i odszukanie dziecka w każdym z nas. Pokazuje, jak człowiek dorosły pozostaje dzieckiem, a dziecko staje się człowiekiem dorosłym. Forster wszystko to ukazuje w pewien magiczny i zajmujący sposób. Nie mogłam oczu od ekranu oderwać. Reżyser potrafi manipulować uczuciami widza. Na początku wzbudza sympatię do głównego bohatera, potem wprowadza wędrówkę po jego świecie magii, aż w końcu doprowadza człowieka do wzruszenia, a nawet łez. Forster miał jednak świetne wyczucie i nie przesadzał z danymi uczuciami. Nie wymaga też zbyt wiele. Film przekazuje swoje wartości dość prostym językiem, ale zarazem nie wszyscy go zrozumieją. Niektórych ludzi może po prostu nudzić. Żeby zrozumieć obraz Forstera, trzeba mieć w sobie coś z dziecka. Aby zrozumieć autora "Piotrusia Pana" trzeba najpierw zrozumieć książkę.

Mówi się, że scenariusz jest podstawą filmu, a w tym wypadku nie mam nic do zarzucenia scenarzyście. Dzieło Davida Magee jest luźno oparte na prawdziwych wydarzeniach z życia Jamesa Barriego i na podstawie sztuki Allana Knee. Widziałam wiele ekranizacji "Piotrusia Pana", ale pomy6sł na nakręcenie filmu o jego twórcy jest bardzo dobry i na swój sposób magiczny. Dziś rzadko kiedy zdarza się film, który warto zobaczyć dwa razy. Na ten obraz poszłabym drugi raz bez zastanowienia.

A aktorzy? Marc Forster dał głównym aktorom i nie tylko im, dużo możliwości. Johnny Depp, który zagrał główną postać, idealnie pasował do tej roli. Spodziewałam się tego, bowiem jest on świetny w rolach dorosłych dzieci (przykładem może być "Edward Nożycoręki"), co nie oznacza, że nie potrafi grać ludzi poważnych ("Donnie Brasco", "Żona astronauty"). Jednak jakby nie było aktor ten świetnie wywiązał się z swojego zadania. Należy też wspomnieć o Kate Winslet, która bardzo dobrze zagrała chorą wdowę z czwórką dzieci. Obsada nie zawiodła moich oczekiwań, a nie wspomniałam o doskonałych aktorach takich jak Dustin Hoffman czy Julie Christie, no i oczywiście o młodych, którzy zagrali bardzo dojrzałe role.

Trzeba też wspomnieć o muzyce Jana A.P Kaczmarka, która dostała Oscara, pobijając takich doskonałych kompozytorów jak John Williams ("Harry Potter i Więzień Azkabanu"), Thomas Newman ("Lemony Snicket: seria niefortunnych zdarzeń"), John Debney ("Pasja") i James Newton ("Osada"). Nie dziwi mnie to, bowiem ma ona w sobie coś z magii elfów i wróżek. Słuchając jej, słyszę zaczarowane dzwonki i czuje magię Nibylandii. Muzyka oddaje klimat podróży do świata marzeń i wyobraźni. Mogę z czystym sumieniem napisać, że dzieło Kaczmarka w pełni zasługuje na uznanie.

Należy tez wziąć pod uwagę takie szczegóły, jak scenografia lub kostiumy. To właśnie one oprócz muzyki oddawały klimat tamtej epoki. Alexandra Byrne, która zajmowała się kostiumami też w takich filmach jak "Elizabeth" i "Hamlet" (za wszystkie trzy otrzymała nominacje do Oscara), poradziła sobie doskonale i z tym filmem. Uważam też, że nikt nie stworzyłby takiej scenografii jak Gemma Jackson, która otrzymała zasłużoną nominacje do Oscara też za ten film. Poradziła sobie ona zarówno z rzeczywistością, jak i z światem wyobraźni. To dzięki niej reżyser mógł stworzyć wspaniały świat Jamesa Barrie'ego. To właśnie dzięki takim ludziom jak oni reżyserzy mogą tworzyć swoje własne małe Nibylandie i się z nimi dzielić.

Podsumowując, można powiedzieć, że Marc Forster stworzył wspaniały film, który pozostawia po sobie niezapomniane wrażenie. Oryginalny tytuł tego obrazu brzmi "Finding Neverland", co oznacza: szukając Nibylandii. Ten tytuł doskonale pasuje do tego dzieła, bowiem główny bohater poszukuje swego dziecięcego świata i do tego pomaga dzieciom, którym ciężkie życie zabrało dzieciństwo. Film ten przynosi nas w świat dorosłego dziecka, które styka się z dzieckiem, które pragnie być dorosłym. Ale tak naprawdę w każdym z nas pozostanie coś z dziecka, tylko jest ono zagubione i trzeba je odnaleźć. Film ten pokazuje jak bardzo życie może być ciężkie i zarazem jak marzenia mogą go osłodzić. Każdy z nas szuka swej drogi do Nibylandii. Jamesowi Barrie'emu pomagają w tym Daviesowie. A nam kto pomoże?
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 73% uznało tę recenzję za pomocną (11 głosów).
Gnijaca_panna_mloda
ocenia ten film na:
1 10 9/10 rewelacyjny

przeczytaj również recenzje użytkowników (6)

zobacz wszystkie
o