Recenzja filmu Monster (2003)
Patty Jenkins

Potwór w środku i na zewnątrz

Muszę przyznać, że wcześniej nie słyszałem o tym filmie i dopiero przed samym seansem sprawdziłem, kto w nim gra. Widzę piękną Charlize Theron i Christinę Ricci, więc myślę sobie, że nawet, jeśli ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Monster (2003)
Muszę przyznać, że wcześniej nie słyszałem o tym filmie i dopiero przed samym seansem sprawdziłem, kto w nim gra. Widzę piękną Charlize Theron i Christinę Ricci, więc myślę sobie, że nawet, jeśli sam film to gniot, to chociaż będzie na co popatrzeć. Włączam, mija parę, paręnaście, w końcu kilkadziesiąt minut. Ricci jest, a gdzie ta piękność Theron?  Możecie się śmiać, ale mi naprawdę na początku nawet do głowy nie przyszło, że ta obrzydliwa, stara baba to tak fantastycznie ucharakteryzowana Charlize Theron! Dla mnie to był (i nadal jest) kompletny szok.  Patrzę na te dwie różne osoby i nie mogę pojąć, jak to możliwe. Charakteryzacja to jedno, a to, w jaki sposób zagrała aktorka, to drugie. Według mnie na 100% należała jej się złota statuetka Oskara i bardzo dobrze, że ją dostała. Niektóre osoby próbują tłumaczyć, że wychwalanie tej roli jest zasługą świetnej charakteryzacji. Bzdura! Proponuję raz jeszcze obejrzeć film, spojrzeć na jej gesty, mowę, wzrok, a nawet sposób poruszania się. Wszystko, każdy szczegół jest w jej wykonaniu rewelacyjny. Bo to ona tworzy ten film, można powiedzieć, że jest fundamentem, bez którego film by nie istniał. Dzięki jej znakomitej roli ta produkcja nie traci tak wiele w moich oczach. Co do kreacji Christiny Ricci, to cóż, zagrała na swoim normalnym, dobrym poziomie, wybaczcie, ale nie skupiłem się zbytnio na niej, gdy upajałem się kunsztem aktorskim Charlize Theron.


No, ale dość już o jednej roli, czas napisać coś o samym filmie. Cała historia jest oparta na faktach i opowiada o życiu prostytutki Aileen Wuornos (w tej roli, znakomita, o czym już wyżej wspomniałem Theron), która od dziecka była maltretowana i bita, co pozostawiło głęboki uraz w jej psychice. Kobieta do czasu poznania lesbijki Selby (Ricci) nie jest groźna, z czasem jednak, aby utrzymać dziewczynę, która postanawia z nią zamieszkać, ze względu na rodzące się między nimi uczucie, zaczyna zabijać i okradać klientów żądnych mocnych wrażeń.

Na wstępie należy zaznaczyć, że film jest dość mocny, niektóre sceny są brutalne i... bardzo dobrze. Bo właśnie taki ten obraz miał być. Bez zbędnego koloryzowania, pokazujący całą prawdę o ludzkiej naturze. Szkoda tylko, że nie do końca to wszystko wyszło najlepiej. Reżyserka Patty Jenkins z pewnością tak właśnie chciała pokazać historię Wuornos, ale czy to wyszło jej na dobre, to już inna sprawa. Próba usprawiedliwienia w jakimś stopniu czynów seryjnej morderczyni nie wychodzi, moim zdaniem, najlepiej, gdyż zwyczajnie nie ma sensu. O ile w wymyślonym filmie można zaprezentować to, na co ma się ochotę, byle tylko ludzie go oglądali, o tyle wydaje mi się w historii opartej na rzeczywistych wydarzeniach zwyczajnie nie wypada przedstawiać potwora w takim świetle. Co może czuć teraz rodzina ofiar, które przed laty straciły życie z jej rąk? Co mogłaby czuć w takiej chwili śp. Aileen Wuornos? Na pewno nie byłby to wstyd! Dobrze, że reżyserka nie przesadziła z usprawiedliwianiem i w niektórych momentach rzeczywiście miałem ochotę jak najszybciej ukarać okrutną morderczynię. Zwrócić należy uwagę na fakt, iż Aileen nie zabijała ze względu na Selby, choć i to w żadnym stopniu by jej nie usprawiedliwiało. Ona robiła to dla siebie, by móc nadal wykorzystywać młodą, naiwną lesbijkę, która się w się zakochała, czerpać z niej darmową przyjemność. Przyjemność, której nie dał jej żaden mężczyzna, bo nie chodzi tylko o satysfakcję fizyczną, lecz także psychiczną. Bohaterka czuła, że ma w kimś oparcie, myślała, że wszystko, co robi, robi w słusznej sprawie.

Jeśli chodzi o muzykę, to była, lecz niedostrzegalna. Zupełnie nie zwróciłem na nią uwagi. Nie było jej wiele, i dobrze, bo nie o nią w filmie chodzi. Szkoda tylko, że zabrakło także jakiegokolwiek klimatu, a to już jest nieodłączny element sztuki filmowej, bez którego cały obraz wiele traci.

Mimo sporych rozmiarów krytyki z mojej strony, uważam, że "Monster" jest filmem, który warto obejrzeć, choćby po to, by przekonać się, że świat wcale nie jest taki piękny i kolorowy, jak się niektórym wydaje, a człowiek to gorszy potwór od zwierzęcia. Jestem zawiedziony, że twórcy nie okazali się na tyle wspaniałomyślni, aby przed każdym seansem tego filmu wyświetlić napis: "Oglądanie twarzy Charlize Theron na własną odpowiedzialność", bo niektórzy ludzie są bardzo wierni swej miłości platonicznej, a po takim wstrząsie może pęknąć im serce.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 50% uznało tę recenzję za pomocną (24 głosy).
_wojti_
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)

o