Recenzja filmu Powrót do Garden State (2004)
Zach Braff

Powrót do przeszłości

"Tak naprawdę "Powrót do Garden State" jest o tym, jak bardzo życie jest krótkie". Takim krótkim komentarzem reżyser Zach Braff scharakteryzował swój najnowszy film. Zastanawiam się, czy tak ...
Filmweb sp. z o.o.
"Tak naprawdę "Powrót do Garden State" jest o tym, jak bardzo życie jest krótkie". Takim krótkim komentarzem reżyser Zach Braff scharakteryzował swój najnowszy film. Zastanawiam się, czy tak znakomity obraz wypada opisywać tak zdawkowo. Mógłbym bez końca wychwalać "Powrót do Garden State", ale nie w tym rzecz.

Bohaterem filmu jest dwudziestokilkuletni, cierpiący na depresję i ogólne zmęczenie życiem Andrew Largeman (kolejne wcielenie Braffa), który po latach wraca do rodzinnego miasta na pogrzeb matki. Chłopak w dzieciństwie został uznany przez swojego ojca psychiatrę za niezdolnego do normalnego funkcjonowania - tym samym był faszerowany lekami od kiedy sięga pamięcią. Kiedy dowiaduje się o śmierci matki postanawia zaprzestać brania leków. Podczas pobytu w rodzinnej okolicy przeżywa sentymentalną podróż w przeszłość, dzieciństwo zniszczone na zawsze w ułamku sekundy, kiedy doprowadził do kalectwa swojej matki. W rzeczywistym świecie wiele zmieniło się w czasie jego nieobecności, jednak ludzie, których kiedyś znał, zachowują radość życia, którą on zatracił. Przypadek sprawia, że poznaje Sam, pozytywnie nastawioną do życia dziewczynę, będącą przeciwnością depresyjnego Andrew. Czy bohater kreowany przez Zacha Braffa odnajdzie radość życia podczas powrotu do Garden State?

Fenomenem jest sukces tego filmu. Niezwykle rzadko skromne filmy debiutantów wzbudzają tak wielkie zainteresowanie widowni oraz mediów w Stanach Zjednoczonych. Nawet kąśliwi zazwyczaj amerykańscy krytycy byli łaskawi dla filmu. Trudno uwierzyć w to, że Zach Braff długo nie potrafił namówić żadnej wytwórni do wyprodukowania "Powrotu…". Pomocną dłoń wystawili Danny DeVito (współwłaściciel agencji filmowej Jersey Film) oraz Natalie Portman, która zgodziła się zagrać w debiucie fabularnym Braffa. Nieprzypadkowo obraz ten został nagrodzony na prestiżowych festiwalach w Sundance oraz Los Angeles.

Po premierze filmu w prasie filmowej pojawiło się wiele artykułów porównujących "Powrót…" do kultowych filmów z przeszłości. Najtrafniejsze wydaje się być zestawienie filmu Braffa z "Absolwentem". Oba filmy doskonale charakteryzują młodzież tych czasów, w których zostały nakręcone. Bohater filmu Mike’a Nicholsa, Benjamin Braddock, zagrany przez Dustina Hoffmana był roztrzepanym, niepoprawnym romantykiem - i zupełnym przeciwieństwem Andrew Largemana. Niektórzy dziennikarze posunęli się dalej i wymyślili termin "pokolenie Garden State" nazywając tak generację tłumiącą swe lęki i emocje lekami.

Braff w sposób mistrzowski dobrał muzykę. Oprócz znanego duetu Simon & Garfunkel (ich muzyka zdobi również "Absolwenta") oraz zespołu Coldplay, który skomponował utwór "Don’t panic" otwierający film, na ścieżce dźwiękowej znalazło się miejsce dla wielu garażowych zespołów, nieznanych szerszej publiczności. Dzięki znakomitemu wyczuciu otrzymujemy piorunujący efekt. Moim zdaniem najlepszym utworem na soundtracku jest "In the waiting line" Zero 7. Spokojna chilloutowa melodia, którą widzowie nucą długo po wyjściu z kina.

Wielkim atutem filmu jest sposób montażu łączący nowoczesne tendencje w tej dziedzinie filmowego fachu z tradycyjnymi zabiegami stosowanymi w starych filmach fabularnych.

Z całą odpowiedzialnością mogę stwierdzić, iż Zach Braff jest najlepszym debiutantem roku 2004 w światowej kinematografii. Tego zjawiska nie można nazwać inaczej niż "wejście smoka". Jako fan filmów o ironicznym zabarwieniu pełnych subtelnego, pozbawionego prymitywizmu humoru zapraszam do kin.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 50% uznało tę recenzję za pomocną (8 głosów).
slim
ocenia ten film na:
1 10 9/10 rewelacyjny

przeczytaj również recenzje użytkowników (4)