Recenzja filmu Teksańska masakra piłą mechaniczną: Początek (2006)
Jonathan Liebesman

Powtórka z rozrywki

"Teksańska masakra piłą mechaniczną" bezwzględnie zasługuje na miano klasyki gatunku. Różnie to jednak bywało, gdyż nie każda z odsłon była udanym obrazem. W 2003 roku Marcus Nispel uraczył nas ...
Filmweb sp. z o.o.
"Teksańska masakra piłą mechaniczną" bezwzględnie zasługuje na miano klasyki gatunku. Różnie to jednak bywało, gdyż nie każda z odsłon była udanym obrazem. W 2003 roku Marcus Nispel uraczył nas całkiem udanym remakiem. Oczekiwania rosły wraz z nadejściem premiery i tego horroru. Tym razem za kamerą zasiadł Jonathan Liebesman, a ja zanim obejrzałem ów film, naczytałem się na jego temat multum przychylnych opinii, po których także i moje oczekiwania były wysokie.

Początek filmu rozgrywa się w 1939 roku, kiedy to w jednej z rzeźni na świat przychodzi mały Thomas. Chłopiec jest zdeformowany, toteż jego wygląd budzi odrazę. Na domiar złego, maluch zostaje porzucony przez matkę. Leżący w śmietniku chłopiec zostaje zauważony przez pewną kobietę. Od tej pory Thommy należy do rodziny Hewittów i przejmuje od nich wszystko… co najgorsze. Następnie akcja przenosi nas o jakieś 30 lat później. Mamy rok 1969, trwa wojna w Wietnamie. I tutaj poznajemy głównych bohaterów. Bracia Eric (Matthew Bomer) i Dean (Taylor Handley) wraz ze swoimi dziewczynami jadą przez Teksas. Dean ma zostać wcielony do wojska, a doświadczony Eric chce mu pomóc w tych trudnych dla niego chwilach. Dean nie chce jechać do Wietnamu, ale nie wie, jak o tym powiedzieć bratu. Jednak to żaden problem w porównaniu z tym, co na nich czeka. Szybko zostają zaatakowani przez agresywnie zachowujący się gang motocyklistów. Znany nam już Szeryf Hoyt (R. Lee Ermey) szybko zjawia się na miejscu zdarzenia i zabiera młodych do miejsca, w którym wychowywany jest psychopatyczny szaleniec, a jego ulubioną zabawką jest piła mechaniczna…

Przed premierą dużo się mówiło o tym filmie. Twórcy zapowiadali wręcz, że nowa masakra będzie obfitowała w efekty gore. Słowa, jak się okazało, dotrzymali, bo ich dzieło w pełni sprawdza się jako krwawy spektakl, okraszony sporą dawką sadyzmu.

Leatherface zachowuje się jeszcze brutalniej niż poprzednio. Choć z drugiej strony trzeba przyznać, że Nispel niewiele pokazywał, dlatego można było snuć tylko domysły, co działo się z ofiarami. Liebesman pokazuje wszystko znacznie dokładniej. Sceny tortur wrażliwszych z pewnością zaszokują, a posoka leje się dość często. Ciekawe jest to, że postacie uśmiercane są nie tylko za pomocą tytułowej piły mechanicznej, jednak więcej nie będę zdradzał.

Pod względem realizmu nie można tutaj nic zarzucić temu filmowi, bowiem sceny zabójstw przedstawiono solidnie. Następną rzeczą, jaka rzuca się w oko, jest dobra fabuła, choć niezbyt odkrywcza. Ciąg zdarzeń z upływem czasu staje się coraz bardziej interesujący. Aktorstwo stoi na dobrym poziomie. R. Lee Ermey ponownie wypada przekonująco w swojej roli, choć w porównaniu do kreacji z poprzedniej odsłony serii niczym nie zaskoczy. Andrew Bryniarski w roli Leatherface’a także jest bardzo dobry. Szkoda tylko, że przez dłuższą część filmu nosi chustę zakrywającą mu twarz. Zabrakło tej świetnie ucharakteryzowanej maski, która tak bardzo przypadła mi do gustu z filmu Nispela. Klimat jest całkiem mroczny, choć momentami aż nazbyt ociera się o młodzieżowy slasher. Ogólnie jednak całość wypada naprawdę dobrze i jest wyśmienicie zrealizowana. Także scenariusz nie jest najgorszy, co stanowi pewną odskocznię w tego typu filmach.

Należy się zastanowić zatem, jaka jest główna wada tego horroru. Taka, że za mało w nim prequela. Po seansie chyba każdy dojdzie do wniosku, że to w sumie powtórka z 2003 roku. Tak naprawdę czysty prequel to pierwsze pięć minut filmu, kiedy to szybko streszczona zostaje biografia Thomasa Hewitta. To miał być prequel, więc czemu nie wyjaśniono motywów działania zbrodniarza? Skąd się wzięły jego upodobania do robienia sobie masek z ludzkiej skóry? Tego nie wiadomo. Leatherface na samym początku katuje człowieka ot tak sobie. Liebesman powinien głębiej zajrzeć w psychikę mordercy, spróbować wyjaśnić to, czemu postępuje tak, a nie inaczej. Widz powinien wczuć się w sytuację Leatherface'a, a tym czasem jesteśmy ponownie bardziej utożsamiani z bohaterami pozytywnymi. Pięć minut poświęcone na dzieciństwo Thomasa to zdecydowanie za mało. Dalsza część filmu to już zwykła jatka, która usatysfakcjonuje widzów szukających mocniejszych doznań. Reżyser w istocie rzeczy serwuje nam po raz kolejny banalną kontynuację, w której liczy się tylko piła mechaniczna i Leatherface.

"Teksańska masakra piłą mechaniczną - Początek" jako krwawy, trzymający w napięciu horror świetnie się sprawdza. Nie da o sobie szybko zapomnieć i dostarczy spodziewanej rozrywki. Szkoda tylko, że nie zdecydowano się na istny prequel. Materiał dawał ogromne możliwości twórcom. Mogli wymyślić wiele szczegółów na temat młodości Leatherface'a. Podryfowali jednak w innym kierunku, wyeksploatowanym do cna, i zaserwowali nam odgrzewany kotlet. Jednak smakował on wyjątkowo dobrze, bo na tle powstających dzisiaj horrorów początek masakry w Teksasie wypada ciekawie, a film według mnie zasługuje na słowa uznania.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 100% uznało tę recenzję za pomocną (9 głosów).
Ceglas
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)

o