Recenzja filmu Bilet na Księżyc (2013)
Jacek Bromski

Prawdziwa szkoła życia

Film Jacka Bromskiego od samego początku ujmuje wyrazistymi bohaterami i świetnie zarysowanymi realiami polskiej wsi końcówki lat 60. (notabene, nawet teraz bez trudu można by znaleźć miejsca, w ...
Filmweb sp. z o.o.
Osobom, którym podobały się trzy części idyllicznej opowieści o mieszkańcach Królowego Mostu, nowego filmu Jacka Bromskiego zachwalać nie trzeba. Oprócz sielankowości, sentymentalnej aury i sympatycznych bohaterów "Bilet na Księżyc" ma też dużo zabawnych dialogów i świetną obsadę, z Anną Przybylską i Mateuszem Kościukiewiczem na czele. Z takim arsenałem "Bilet" może bez obaw stanąć do kinowej batalii o widza.


Rok 1969. Młodziutki Adam (Filip Pławiak) właśnie skończył szkołę i postanowił zaciągnąć się do wojska z nadzieją, że zostanie przydzielony do lotnictwa, gdzie będzie mógł rozwijać swoją fascynację samolotami. Zamiast tego dostaje bilet do oddalonego o 1000 kilometrów Świnoujścia – siedziby Marynarki Wojennej. Oprócz złamanych marzeń oznacza to trzyletnią służbę, co brzmi jak wyrok za niewinność. Brat Adama (Mateusz Kościukiewicz), były rekrut tej samej jednostki, wiedząc, że wojsko to bezwzględna szkoła życia, postanawia odwieźć brata na miejsce, a po drodze pomóc mu stać się mężczyzną. Chłopaki wyruszają w podróż, która zawiedzie Adama w najmniej oczekiwane miejsce. Tymczasem w tle Neil Armstrong przygotowuje się do swojego legendarnego spaceru na Księżycu.

Film Jacka Bromskiego od samego początku ujmuje wyrazistymi bohaterami i świetnie zarysowanymi realiami polskiej wsi końcówki lat 60. (notabene, nawet teraz bez trudu można by znaleźć miejsca, w których niewiele się od tamtego czasu zmieniło). Ale naprawdę ciekawie zaczyna się robić, kiedy na ekranie pojawia się Mateusz Kościukiewicz. Jego bohater wypowiada najwięcej zabawnych kwestii i napędza akcję, będąc postacią, która w opozycji do swojego niedoświadczonego i wrażliwego brata potrafi sobie poradzić w każdej sytuacji. Nauczyło go tego właśnie wojsko – pokazane w filmie jako rytuał przejścia; miejsce, z którego zgodnie z prawem dżungli zdrowi wychodzą tylko najsilniejsi. W "Bilecie na Księżyc" sporo jest zresztą rozmów na temat służby wojskowej, sytuacji politycznej kraju, warunków życia w okupowanej Polsce i naszej narodowej tendencji do kombinowania. Jackowi Bromskiemu udało się ująć to wszystko w jednocześnie zabawny i celny sposób.


Z napisów początkowych można się dowiedzieć, że w filmie pojawia się kilka nowych twarzy; zadziwiające jest to, że nie czuć tu ani trochę amatorszczyzny. Widać za to sporo bardzo dobrych aktorów. Począwszy od Kościukiewicza, przez Krzysztofa Stroińskiego jako skromnego ojca rodziny, przez przezabawnego w roli w na pół usidlonego rockendrolowca Piotra Głowackiego, po Andrzeja Grabowskiego jako kierownika Warsu, Łukasza Simlata wcielającego się w oszalałego milicjanta i Annę Przybylską, która dorobiła się już w naszym kinie statusu gwiazdy par excellence. Nawet synek Przybylskiej grający jej filmowe dziecko i członkowie zespołu pojawiającego się w filmie są godnymi reprezentantami tego składu.


Uczciwie muszę przyznać, że jest taki moment w "Bilecie", który załamuje wiarygodność bohatera i wprawia w osłupienie – reżyser był o krok od zaprzepaszczenia całego wysiłku jednym niedopracowanym pomysłem. Na szczęście zakończenie filmu, włącznie z napisami dopowiadającymi dalszy ciąg historii zacierają tę fabularną niespójność. Nie oszukujmy się jednak – jeśli komuś nie po drodze ze stylistyką "U Pana Boga za miedzą", sielsko-anielskie zdjęcia Michała Englerta i czułostkowość całej fabuły mogą zwyczajnie mierzić. Dla wszystkich innych "Bilet na Księżyc" może się okazać zaskakująco miłym seansem. 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 87% uznało tę recenzję za pomocną (107 głosów).
Dorota Kostrzewa
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły