Recenzja filmu Drapieżnik (2007)
Wai-keung Lau

Pretensje i sugestie

Erroll Babbage (Richard Gere) odwiedza dewiantów, zboczeńców, ekshibicjonistów i innych seksualnych maniaków z kwestionariuszem społecznego kuratora, ale że widział już niejedno okropieństwo, ...
Filmweb sp. z o.o.
Erroll Babbage (Richard Gere) odwiedza dewiantów, zboczeńców, ekshibicjonistów i innych seksualnych maniaków z kwestionariuszem społecznego kuratora, ale że widział już niejedno okropieństwo, wymazał ze słownika wyraz „rehabilitacja”. Babbage nachodzi, podpuszcza i w razie potrzeby uspokaja „drapieżników” za pomocą pałki. Za ten spacer na krawędzi obsesji w końcu dostaje czapę – państwową emeryturę i trzy tygodnie na wytrenowanie następczyni. Scenarzysta dorzuca jeszcze ostatnie wyzwanie. Ktoś porywa nastoletnią dziewczynę. Ktoś nadzorowany przez Babbage’a.

Najkrócej rzecz ujmując, mamy do czynienia z thrillerem z pretensjami. Te są trojakiego rodzaju: film chce być efektownym shockerem, przedstawiać rzeczowy ogląd problemu przestępstw seksualnych, a przy okazji zabrać widza w podróż do mrocznego jądra ludzkiej duszy. Czyli kawa na ławę. Na dzień dobry plansza z wiadomością, że na tysiąc zarejestrowanych przestępców na tle seksualnym przypada tylko jeden kurator. Potem subtelny jak wiosenny poranek wypis z Nietzschego („Kiedy ścigasz potwory, uważaj żeby samemu nie stać się potworem. Gdy za długo patrzysz w otchłań, ona także patrzy na ciebie”) Jest temat i motto? To cowabunga i do przodu!

Rozwinięcie pobożnych życzeń scenarzysty nie emocjonuje, co najwyżej śmieszy. Film ma wtórną do bólu intrygę, psychologiczny weryzm grubymi nićmi szyty, nie uderza nawet siłą pojedynczych scen. O jego odbiorze decyduje strona wizualna, która jest nieczytelnym i nadmiernie rozbuchanym odjazdem. Nie iskrzy także w duecie Gere-Danes, aktorskie zadania zostały rozdzielone niesprawiedliwie (Claire Danes nie ma nic do zagrania, oprócz robienia zdziwionej albo przerażonej miny). „Chcesz być we mnie, bo wszyscy jesteśmy w tobie” – krzyczy do Errolla jego „podopieczna”, sugerując bliźniaczość ich psychologicznego profilu. Scenariusz nawet nie dorasta do tej sugestii, czyniąc z dramatycznego okrzyku przeciągnięcie anemicznej akcji.

Szczęka opadała mi do ziemi, nogi zmiękły, a ręce mimowolnie zacisnęły wokół twarzy, kiedy przyswoiłem wiadomość, że Andrew Lau, znany też jako Wai-Keung Lau, podpisał trylogię "Infernal Affairs". On? Facet od "Drapieżnika"?
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 40% uznało tę recenzję za pomocną (42 głosy).
o