Recenzja filmu Chrzest (2010)

Przed egzekucją

  • recenzja kinowa Chrzest (2010)
Marcin Wrona to reżyser konsekwentny. Już w "Mojej krwi" pokazał, że jedyne, co się liczy w życiu, to męska przyjaźń. Dziewczyny, choć ładne i przyjemne w dotyku, są zbyt głupie i naiwne, by zrozumieć ciężar egzystencji. Niech się cieszą, że faceci chcą się nimi opiekować, zamiast zamknąć je w klatce i tresować.

Nowy film Wrony, "Chrzest", jest tak samo szowinistyczny jak jego debiut, ale ogląda się go zdecydowanie lepiej. Trzyma w napięciu i ma bohaterów, z którymi przy odrobinie dobrej woli da się nawet sympatyzować. Michał (Zieliński) był kiedyś bandytą pracującym na usługach gangstera Grubego (uciekający od wizerunku księdza Popiełuszki Woronowicz). Dopiero miłość do Magdy (Rybicka) zmieniła go  – założył własny biznes i stał się praworządnym obywatelem. Brudna przeszłość nie daje o sobie jednak zapomnieć. Michał postanawia więc zabezpieczyć żonę – sprowadza na chrzest ich dziecka przyjaciela z młodości, Janka (Schuchardt). Ten prymitywny cwaniaczek, który właśnie wyszedł z wojska, przejmie po Michale obowiązki męża i ojca. Problem w tym, że Janek wolałby zająć się gangsterką.

Wrona jest reżyserem z ambicjami. W "Chrzcie", obok prostej sensacyjnej intrygi, znajdziemy biblijną symbolikę, a także pytania o lojalność względem bliskich oraz nieuchronność ludzkiego losu. Taki film mógłby nakręcić młody Martin Scorsese, choć w jego wykonaniu opowieść o Janku i Michale byłaby pewnie dużo bardziej przewrotna i drapieżna.  Wrona tylko udaje, że kręci moralitet, a w rzeczywistości zajmuje się celebracją samczych rytuałów: picia wódy, szybkiej jazdy samochodem i prania się po gębach. Nie chce bądź nie umie wznieść się ponad świat, który pokazuje. Opowiadając o prostych bandziorach, zachowuje ich mentalność. Życie nie jest sprawiedliwe, albo się jest frajerem, albo mężczyzną, matka mojego dziecka to święta kobieta – oto tylko niektóre mądrości, jakich uczymy się, oglądając "Chrzest".

Co by jednak nie mówić, Marcin Wrona ma warsztat, którego mógłby mu pozazdrościć niejeden polski reżyser. We współpracy z operatorem Pawłem Flisem świetnie inscenizuje poszczególne sekwencje, dynamicznie operuje obrazem i potrafi złapać widza za gardło w najmniej spodziewanym momencie. Ponadto wynalazł dla kina Tomasza Schuchardta, który ma szanse stać się wkrótce jednym z topowych nadwiślańskich aktorów. Udział w filmie Wrony okazał się dla niego prawdziwym chrztem bojowym.
 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 55% uznało tę recenzję za pomocną (161 głosów).
Łukasz Muszyński
ocenia ten film na:
6/10 niezły

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)

o