Recenzja filmu Wzgórza mają oczy (2006)
Alexandre Aja

Przepraszam, czy to pańskie oko?

"Wzgórza mają oczy" A.D. 2006, dokonany przez Alexandra Aję remake klasycznego horroru Wesa Cravena, został ciepło przyjęty przez miłośników gatunku i kilkukrotnie już na siebie zarobił. Apetyt ...
Filmweb sp. z o.o.
"Wzgórza mają oczy" A.D. 2006, dokonany przez Alexandra Aję remake klasycznego horroru Wesa Cravena, został ciepło przyjęty przez miłośników gatunku i kilkukrotnie już na siebie zarobił. Apetyt jednak rośnie w miarę jedzenia, szczególnie gdy przedmiotem konsumpcji są ludzkie kończyny popijane posoką. Nic dziwnego zatem, że twórcy filmu postanowili dodatkowo nabić sobie i tak już nieźle wypchane kieszenie, wydając na DVD wersję nieocenzurowaną.

Nowa wersja "Wzgórz..." jest z pewnością dowodem na to, że stara szkoła krwawych horrorów rodem z lat 70-tych wraca do łask zarówno u reżyserów, jak i publiczności. Wczesne filmy Cravena i Hooper szokowały naturalizmem. I to nie tylko w ukazywaniu makabry, ale także jeśli chodzi o rekwizytorium, scenografię. Kiedy ogląda się zagracone wnętrze furgonetki w "Teksańskiej masakrze piłą mechaniczną", niemal czuje się zaduch i kurz. Efekt ten udawało się osiągnąć paradoksalnie także dzięki skromnemu budżetowi.

Remake opowieści o rodzinie, która podróżując po pustyni w Nowym Meksyku trafia w łapy napromieniowanych mutantów, kosztował 15 milionów dolarów. Budżet, o którym Wes Craven mógł kiedyś jedynie pomarzyć. Z pewnością zatem pojawiła się pokusa, aby to i owo wygładzić, wyczyścić, pokazać dokładniej. Chwała twórcom za to, że tej pokusy uniknęli. Owszem, nowa wersja zrealizowana jest o wiele staranniej, ale strona wizualna zachowuje szorstkość oryginału. Umiejętnie połączono efekty komputerowe i tradycyjne, unikając wrażenia sztuczności, które skutecznie zabija niesamowitą aurę porządnego horroru.

Większość filmów grozy, w których idzie o to, kto z ekranowej gromadki ujdzie z życiem, dzieli się wyraźnie na dwie części. Początek zapowiada jedynie przyszłe wydarzenia. Widz wie zdecydowanie więcej niż postacie, które przez dłuższy czas są zupełnie nieświadome zagrożenia. Cała sztuka polega na tym, aby umiejętnie wyważyć z krwawym finałem tę część, w której akcja powoli się zawiązuje. Bohaterowie nie mogą dojść do wniosku, że "coś tu nie gra" ani za wcześnie (dajmy widzowi odrobinę emocji i satysfakcji z bycia wszystkowiedzącym), ani za późno (widz nie może dojść do wniosku, że bohaterowie są ślepi, głusi i niedorozwinięci).

Z tą równowagą nie jest niestety w nowej wersji "Wzgórz..." najlepiej. Mniej więcej w środku filmu przebrnąć musimy przez dość irytującą dłużyznę. Scenarzyści nie uniknęli też kilku błędów logicznych, które uważnemu widzowi horrorów mogą nieco zepsuć przyjemność.

Jeśli chodzi o wydanie DVD, to etykietkę "wersja nieocenzurowana" przylepiono zapewne z myślą szpanerach, którzy po obejrzeniu "Martwicy mózgu" rozpowiadają na lewo i prawo, że widzieli absolutnie chory "snuff movie". Warto natomiast sięgnąć po płytkę przede wszystkim dla obszernego reportażu z planu, zatytułowanego "Surviving the Hills". Choć sam film możemy obejrzeć z lektorem (5.1) lub napisami, to reportaż dostępny jest tylko w wersji oryginalnej bez napisów. Zapewne skutecznie zniechęci to niektórych widzów do obejrzenia materiału. Szkoda, twórcy odsłaniają w nim bowiem kulisy realizacji wielu scen i pokazują, jak udało się stworzyć efekty specjalne, które raczej budują nastrój niż epatują widza techniczną sprawnością specjalistów od trików.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 87% uznało tę recenzję za pomocną (45 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)

o