Recenzja filmu Rozmowy nocą (2008)
Maciej Żak

Przez dziecko do serca

Komedia romantyczna jako gatunek filmowy rządzi się swoimi prawami. Ma własnych stereotypowych bohaterów i rozwiązania fabularne, czego tak naprawdę nie da się uniknąć, ale przecież nikomu to nie ...
Filmweb sp. z o.o.
Komedia romantyczna jako gatunek filmowy rządzi się swoimi prawami. Ma własnych stereotypowych bohaterów i rozwiązania fabularne, czego tak naprawdę nie da się uniknąć, ale przecież nikomu to nie przeszkadza. Bardzo rzadko pojawia się na tym gruncie coś naprawdę nowego i oryginalnego, co oczywiście nie znaczy, że od razu dobrego i godnego uwagi. Myślę, ze między takimi produkcjami znajdzie się właśnie miejsce dla słabych, ale uroczo opowiedzianych "Rozmów nocą".

Ona, Matylda (Magdalena Różczka), nie ma szczęścia w miłości, on, Bartek (Marcin Dorociński), też, chociaż wcale się nad tym nie zastanawia. Oboje są piękni i młodzi; na co dzień zajmują się tym, co lubią: ona lepi z ciasta anioły i sprzedaje do galerii i na wystawy, a on pracuje jako szef kuchni; mają przyjaciół, rodzinę, normalne życie. Ona marzy o dziecku tak mocno, że z poduszką pod koszulką udaje ciężarną i chodzi do szkoły rodzenia; on na samotność nie narzeka, chociaż rodzona matka ma go za geja. Połączy ich ogłoszenie, które Matylda publikuje w gazecie. Odpowiada na nie wielu chętnych, ale tylko Bartek przypada jej do gustu. To właśnie on będzie według niej idealnym "dawcą" - mężczyzną, który da jej upragnione dziecko.

W amerykańskich komediach romantycznych nikt nie wspomina choćby słowem o dziecku (chyba że mówimy o "Wpadce"). Ona i On, czyli ten, który odpowiada na ogłoszenie towarzyskie, skupiają się na randkowaniu, wymienianiu coraz to bardziej namiętnych pocałunków, a wreszcie chodzeniu do łóżka, po czym następuje jakiś kryzys - powrót byłego/byłej, chwila samorefleksji w stylu "co ja powiem wnukom?! Że poznaliśmy się przez anons matrymonialny w kąciku dla samotnych serc?!" lub inna kłoda rzucona zakochanym pod nogi przez złośliwy los - i para się rozchodzi, żeby po coraz częściej obowiązkowej scenie na lotnisku (Ona oczywiście leci do Timbuktu lub jakiegoś innego bardzo egzotycznego miejsca) lub pościgu taksówkami po ulicach Nowego Jorku znów byli razem! Happy end gwarantowany. "Rozmowy nocą" są inne. I nie żeby nie miały, broń Boże, szczęśliwego zakończenia. Nie mają po prostu tej całej reszty oklepanych zagrań. Czy to zaleta filmu? Trudno powiedzieć.

Matylda nie szuka faceta, a przynajmniej tak się jej wydaje. Chce mieć dziecko i pewnie po prostu poszłaby do banku spermy, gdyby nie obawiała się kupować kota - a właściwie kociaczka - w worku. Postać zagrana nieco bez polotu przez Różczkę jest sympatyczna, aczkolwiek trudno ją zrozumieć. Przecież niczego jej nie brakuje i nie jest famme fatale po przejściach, dlaczego więc przeraża ją perspektywa bycia w poważnym związku? Bartek nieźle do niej pasuje, chociaż widz ma ciągle wrażenie, że albo przystojny kucharz nosi w sobie jakąś traumę z dzieciństwa, albo Dorociński po prostu dostał zbyt grzeczną, ograniczoną rolę. Ta dwójka to dosyć oryginalna para kochanków. Gdyby tylko wykrzesali z siebie trochę życia, bo to ich wielki minus. I gdyby Matylda darowała sobie wygłaszanie pytań retorycznych w stylu "co ty wiesz o miłości?" i zachowanie raz po raz podkreślające, że to naprawdę sama nie wie, czego chce.

"Rozmowy nocą" mają wiele wad: zaczynając od płytkiego, nudnego scenariusza, który nie pozwala aktorom zabłysnąć, przez denerwującą ciszę w tle poprzetykaną czterema piosenkami na krzyż, aż po przewidywalność fabuły i koszmarne postaci drugoplanowe (zwłaszcza Weronikę "Weronkę" Książkiewicz). Na szczęście oglądanie tego filmu nie jest zupełną torturą.

Rozmowy prowadzone nocą sprzyjają budowaniu intymności i poruszaniu interesujących tematów osobistych, ale późna pora i ciemność za oknem sprawiają, że łatwo jest zasnąć, słuchając drugiej osoby; takie więc pogaduszki przede wszystkim nie powinny być nudne. "Rozmowy nocą" niestety są, a szkoda. Jest to film ubogi i senny, jakże inny od wszystkich "Tylko mnie kochaj" czy "Dlaczego nie!". Osobiście uważam, że zamiast robić produkcje skrajnie krzykliwe, stereotypowe i głupkowate, a z drugiej strony nudnawe i skromne, należy znaleźć złoty środek. Wtedy na pewno w polskim kinie rozrywkowym powstanie coś wartościowego, przyjemnego do oglądania, którego twórcy będą mieli na uwadze że słowo "komedia" zobowiązuje.

Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 79% uznało tę recenzję za pomocną (19 głosów).
Dai
ocenia ten film na:
1 10 5/10 średni

przeczytaj również recenzje użytkowników (4)