Recenzja filmu Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki (2008)
Steven Spielberg

Przygoda, przygoda - każdej chwili szkoda!

Już nie trylogią, ale - jak niektórzy próbują nazywać - tetralogią jest opowieść o słynnym archeologu - podróżniku Henrym "Indianie" Jonesie Juniorze. Tak właśnie, ponieważ czwarta opowieść o ...
Filmweb sp. z o.o.
Już nie trylogią, ale - jak niektórzy próbują nazywać - tetralogią jest opowieść o słynnym archeologu - podróżniku Henrym "Indianie" Jonesie Juniorze. Tak właśnie, ponieważ czwarta opowieść o rzeczonym łowcy przygód w pełni wpisuje się w klimat i konwencję pozostałych filmów.

Choć od ostatniej przygody sporo wody w rzekach upłynęło, to na pewno doktor Jones nie spoczywał w tym czasie na laurach. Co prawda Steven Spielberg wraz z George'em Lucasem nie pokwapili się, aby nam jakąś historię opowiedzieć, to było ich zapewne sporo, o czym dowiadujemy się w "Królestwie Kryształowej Czaszki" od samego Indy'ego. Nawet sam film zaczyna się od słów opisujących głównego bohatera: "Był w Meksyku, grzebał w ziemi..."

Liczne przygody wyraźnie wyczerpały doktora. Harrison Ford użyczając ponownie swej twarzy najsłynniejszemu archeologowi świata wiedział, że nie młodnieje ona z wiekiem. Rzeczywiście, przez pierwszych parę minut Indiana Jones wydaje się troszkę nieswój jako podstarzały pan w kapeluszu, ale już pierwsze sceny akcji pokazują, że nic nie stracił ze swojej zadziorności. Bicz, twarda pięść i niesamowita zdolność bycia całkowicie nietrafialnym dla strzelających do niego wrogów - mamy Indy'ego, jakiego wszyscy kochają. Jeżeli jeszcze przymkniemy oko na fakt, że wszystko mu się zawsze udaje i z każdej opresji na pewno wyjdzie bez najmniejszego szwanku, to w kinie spędzimy naprawdę miłe dwie godziny.

Podtytuł "Królestwo Kryształowej Czaszki" jest tylko jedną z wielu propozycji, jaką autorzy rozważali przed przekazaniem filmu do dystrybucji. "Niszczyciel światów", czy "Piloci latających spodków z Marsa" mogłyby zdradzać zbyt wiele szczegółów fabuły. Wiadomo nie od dziś, że Steven Spielberg fascynuje się badaniami nad UFO. Serial jego produkcji pt. "Wybrańcy obcych" jest najdoskonalszą opowieścią o przybyszach z innych galaktyk, jaką można obejrzeć na małym ekranie. Nic więc dziwnego, że po odkryciu Arki Przymierza i odnalezieniu świętego Graala, Indiana Jones musiał się w końcu spotkać z przybyszami z innych światów. Owszem, może to razić, że niby takie komercyjne, że zły pomysł na scenariusz, że za bardzo fantastyczne, ale czy nie typowe dla naszego bohatera? Przecież 600-letni rycerz pilnujący Graala w "Ostatniej Krucjacie" też nie był do końca realistyczny, a mimo to przygoda na atrakcyjności nie traciła.

Podsumowując, film ten to Indiana Jones pełną gębą! Szybka akcja, (nie zawsze) zaskakujące zwroty akcji, tajemnica i jej rozwiązanie. Do tego dreszczyk emocji, starzy - ale jarzy - bohaterowie oraz zupełnie nowi, dodający odrobinę świeżości w tym, już momentami, parku geriatrycznym. Mimo to świetna zabawa, klimat, a nawet forma opowieści, ściągnięta żywcem z poprzednich części. Choć jest już żywą legendą, Indy powrócił w wielkim stylu. Z rozrzewnieniem oglądają go fani sprzed lat, a czy spodoba się współczesnym widzom - to już zależy tylko od nich samych.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 91% uznało tę recenzję za pomocną (11 głosów).
B__Belweder
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (18)

zobacz wszystkie
o