Recenzja filmu Zabić prezydenta (2004)
Niels Mueller

Psychoman?

To nie jest film o zamachu, a raczej przerażające studium depresji. Wszystko tu zmierza do tragicznego końca. Reżyser nie zostawia nam cienia wątpliwości, że losu bohatera nie da się już ...
Filmweb sp. z o.o.
To nie jest film o zamachu, a raczej przerażające studium depresji. Wszystko tu zmierza do tragicznego końca. Reżyser nie zostawia nam cienia wątpliwości, że losu bohatera nie da się już odwrócić. Oglądając inspirowany prawdziwymi wydarzeniami obraz, można się tylko zastanawiać, jaka będzie kolejna upokarzająca sytuacja, w której znajdzie się Sam Bicke i jak daleko może posunąć się zdesperowany człowiek.

44-letni sprzedawca mebli nienawidzi swojej pracy, bo szef każe mu wciskać biurka klientom i mamić ich pozornymi promocjami. Żona, z którą pozostawał w separacji, składa pozew o rozwód, a na dodatek próba założenia przez niego własnej firmy kończy się fiaskiem. Sam nie potrafi pogodzić się z nieustannym brakiem szacunku, jaki zewsząd go spotyka. Nie liczy się z nim pracodawca, żona i dzieci, urzędnicy bankowi, od których zależy udzielenie kredytu i politycy na czele z prezydentem Nixonem, który co chwila przemawia w telewizji. Może zapisanie się do Czarnych Panter dałoby mu poczucie przynależności do grupy, możliwość uwierzenia w słuszną sprawę. Ale Sam jest biały, a Pantery, mimo jego namowy, nie chcą przechrzcić się na Zebry. Trudno zburzyć istniejący porządek, ale można skierować agresję w stronę człowieka, który stoi na jego czele, więc w głowie Sama rodzi się plan "uzdrowienia sytuacji".

Zwyczajny obywatel, któremu dane było poznać ciemną, gorszą stronę amerykańskiego snu? Idealista nie zostawiający sobie marginesu na żadną niedoskonałość, snujący utopijne plany w świecie korupcji i wciskania kitu? Znerwicowany frustrat pragnący przejść do historii, dokonując zamachu na Biały Dom? Niezrównoważony, agresywny szaleniec?

Bohater filmu wyposażony został w wiele twarzy dzięki świetnej reżyserii, a przede wszystkim mistrzowskiej kreacji Seana Penna, który niemal zespolił się ze swoim bohaterem. "Zabić prezydenta" to tak naprawdę film jednego aktora. Zacięta twarz, którą oglądamy w zbliżeniach, rezygnacja, z jaką Penn patrzy w lustro, przejmujący monolog, który snuje zwracając się do Leonarda Bernsteina, sprawiają, że emocje, jakie są udziałem bohatera, stają się w filmie najważniejsze.

Reżyser pozwala zachować obiektywizm względem tej postaci, na przyglądanie się jej z boku. Ale z przejęciem, nie z dystansem, bo film wciąga jak najlepsze thrillery.
Sporo tu politykowania, krytyki kapitalizmu, ale tak naprawdę najważniejszy jest bohater, jego lęki i niepowodzenia.

Trzeba przyznać, że niektóre przesłanki będące próbą wyjaśnienia postępowania Sama i tworzone przez niego interpretacje rzeczywistości politycznej są mało przekonujące. Ale jeśli się głębiej zastanowić... Jak wiele problemów, z którymi zmaga się bohater w roku '74, straciło na aktualności? Patrzymy na portret człowieka przegranego i wcale nie tak trudno go zrozumieć. Ta niejednoznaczność to zasługa Seana Penna. Jego rola w "Zabić prezydenta" jest nie do zapomnienia.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 96% uznało tę recenzję za pomocną (23 głosy).