Recenzja filmu Hitch: Najlepszy doradca przeciętnego faceta (2005)
Andy Tennant

Randek skomplikowany świat

Samooszukiwanie się. Najtrudniejsza do wykrycia forma kłamstwa, którą stosujemy codziennie. W sklepie - ta sukienka nie jest taka droga. Przy stole - przecież od 1 ciastka nie przytyję. Po ...
Filmweb sp. z o.o.
Samooszukiwanie się. Najtrudniejsza do wykrycia forma kłamstwa, którą stosujemy codziennie. W sklepie - ta sukienka nie jest taka droga. Przy stole - przecież od 1 ciastka nie przytyję. Po zerwaniu - nie chce się już więcej zakochać.

Hitcha zdradziła i opuściła pierwsza wielka miłość. Ale udaje, że go to już nie boli. Mimo złamanego serca udało mu się przekuć porażkę w sukces. Poznał dogłębnie kobiecą naturę i dzieli się wiedzą z randkowymi nieudacznikami.

Nie wiesz, jakie kupić kwiaty, jakie mówić komplementy, kiedy pierwszy raz ja pocałować? Dzwoń do Hitcha. On ci pomoże, bo cudze błędy i cudze problemy zawsze widzi się najwyraźniej oraz rozwiązuje najlepiej. Praca jest dla niego źródłem zarobku oraz swoistą autoterapią. Boi się zaangażować, więc tworzy związki per procura. Wszystko idzie gładko, póki Hitch nie spotyka swojego kobiecego odpowiednika w osobie dziennikarki Sary. I zakochuje się. Tylko jak zastosować do samego siebie rady, którymi szpikuje swoich klientów? Ekspert popełnia błędy nowicjusza w dziedzinie randkowania. To dopiero… pomysł banalny i stary jak świat.

Reżyser Andy Tennat nakręcił już kilka komedii romantycznych, a ostatnio dramatycznie nieśmieszną "Dziewczynę z Alabamy". Chyba uznał, że zna gatunek na wylot i sprawdzony schemat (zatwardziały kawaler/panna w końcu mięknie i folguje swoim romantycznym zapędom) to dość na nakręcenie hitu. Trzeba jeszcze dorzucić kilka uszczypliwych obserwacji na temat relacji damsko-męskich, do tego znanego aktora i piękną aktorkę i sukces murowany. Aktorzy chyba się zarazili takim przekonaniem, bo grają jakby od niechcenia. Komedia romantyczna - po co mam się wysilać? Dialogi są nawet zabawne, ale podawane ze zblazowaniem, rozbawią tylko mało wybrednych widzów. Will Smith chyba kompletnie zapomniał, że posiada urok osobisty. Szkoda.

Od fizycznie atrakcyjnego pierwszego planu, ciekawszy jest ten drugi, na którym wiedzie prym skończony łamaga i niezdara Albertem. Slapstickowe sceny z jego udziałem - jak miałam się okazję przekonać siedząc na widowni - śmieszą najbardziej.
Stąd wniosek, że "Hitch" to film dla widzów, których bawią właśnie takie sceny - brudzenia się musztardą, keczupem, urywanie zlewu i wykonywanie figur tanecznych a la św. Wit.

Jedno mnie tylko zastanawia - z czego usiłuje się naśmiewać "Hitch"? Przez cały film pojawiają się różne tropy a to że z kobiecej natury, a to męskiej natury, a to mądrości z popularnych poradników lub magazynów. Cokolwiek by to było i tak twórcom dobrze wyszła tylko autoparodia.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 16% uznało tę recenzję za pomocną (44 głosy).

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)

o