Recenzja filmu Ostatni król Szkocji (2006)
Kevin Macdonald

Reżim Idi Amina

Ludzie umieją udawać, kryć twarz za maską pozorów. I nic w tym złego, jeżeli nie wyrządzają nikomu krzywdy. Sytuacja diametralnie się zmienia, kiedy pod pozorem większego dobra, stają się ...
Filmweb sp. z o.o.
Ludzie umieją udawać, kryć twarz za maską pozorów. I nic w tym złego, jeżeli nie wyrządzają nikomu krzywdy. Sytuacja diametralnie się zmienia, kiedy pod pozorem większego dobra, stają się tyranami i po kolei niszczą wszystkich, którzy staną im na drodze.

Młody lekarz, Nicholas Garrigan, krótko po zdobyciu dyplomu wyjeżdża do Ugandy w celu przeżycia niesamowitej przygody oraz pomocy tubylcom. Niespodziewanie zostaje zauważony przez tamtejszego prezydenta, Idi Amina, i zostaje jego osobistym medykiem oraz prywatnym doradcą. W osobie władcy widzi przede wszystkim dobrego przywódcę, kochającego ojca i wspaniałego człowieka. Jednak wydarzą się rzeczy, które całkowicie zmienią nastawienie młodego medyka co do dyktatora, a jego życie zawiśnie na włosku.

Osobę Amina poznajemy z czasem, oczami Garrigana. To on odkrywa przed nami co raz to nowsze cechy prezydenta. Początkowo obraz ten jest przyjemny, nawet humorystyczny. Jednak z czasem, wraz z nowymi przeżyciami Garrigana, zmienia się w coraz bardziej odpychający, żeby pod koniec stać się wręcz obrzydliwy. Nie jest to wszystko może ukazane bardzo dobitnie (o ofiarach reżimu przede wszystkim się mówi, nie pokazuje), jednak jest kilka naprawdę mocnych scen, które ruszą niejednego człowieka. A zakończenie ogląda się z takim skupieniem i zainteresowaniem, że jeszcze w trakcie napisów końcowych, trudno oderwać wzrok od ekranu.

Poprzez postać Idi Amina widzimy, jacy niektórzy ludzie potrafią się stać, dowiadujemy się, jak walczyć o swoją pozycję i co robić ludziom, którzy ośmielili się ich zdradzić. Jednak Amin nie działa sam. On ma od tego osoby, które wiernie spełnią jego rozkazy. Sam nie brudzi sobie rąk, a gdy widzi, do czego doprowadzają jego działania, stwierdzą, że to nie miejsce dla niego i odchodzi gdzie indziej, pokazując swoją zakłamaną twarz niby dobrego człowieka. Chyba właśnie w taki sposób postępują tchórze, którzy nie umieją patrzeć na wyrządzane przez siebie krzywdy, a tylko robią dobrą minę do złej gry. Smutne jest tylko to, że tacy "ludzie" naprawdę istnieją, co potwierdza film, bazujący na autentycznych wydarzeniach.

Jednak to, co tak naprawdę podziwiamy na ekranie, to kreacja aktorska Foresta Whitakera. Wyśmienicie wpasował się w rolę prezydenta, czemu Amerykańska Akademia Filmowa nie pozostała dłużna i słusznie nagrodziła go Oscarem w 2007 roku. To zarazem najlepsza rola Amerykanina w historii jego aktorskiej kariery. Po prostu majstersztyk.

Jest to skłaniający do refleksji, bardzo dobrze zrobiony dramat, który każdy powinien zobaczyć, chociażby dla podziwiania świetnej roli Whitakera. Jednak uważajcie na niektóre sceny, bo są rzeczywiście mocne. I niech nie zwiedzie Was tytuł. To tylko przenośnia.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 71% uznało tę recenzję za pomocną (14 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)