Recenzja filmu Matrix Reaktywacja (2003)
Lilly Wachowski
Lana Wachowski

Reaktywacja

Z kontynuacjami dzieł jest tak, że z góry skazane są na porażkę. Zazwyczaj świeżość i pomysły oryginału zostają zatracone na rzecz żelaznej zasady: więcej pieniędzy, więcej efektów. Wtedy jednak ...
Filmweb sp. z o.o.
Z kontynuacjami dzieł jest tak, że z góry skazane są na porażkę. Zazwyczaj świeżość i pomysły oryginału zostają zatracone na rzecz żelaznej zasady: więcej pieniędzy, więcej efektów. Wtedy jednak film staje się bardziej towarem marketingowym niż dziedziną sztuki. Wyjątki oczywiście istnieją m.in: "Ojciec Chrzestny 2" czy "Terminator 2". Niestety kontynuacja kultowego "Matrixa" do wyjątków nie należy.

Jedną z wielu zalet pierwszej części było genialne wyważenie scen akcji ze scenami zmuszającymi do myślenia i zweryfikowania własnego światopoglądu. Efekty specjalne były środkiem, za pomocą których poznaliśmy "więzienie umysłu". Wyznaczając nowe standardy w kinie doskonale uzupełniały bogatą w symbole i odniesienia opowieść. Tymczasem "Reaktywacja" posiada wszystkie grzechy sequala: więcej, szybciej, drożej, ale i gorzej. Neo potrafi latać niczym Supermen, walczy już z setką agentów (bardzo irytująca scena). Wszystko wygląda na typową hollywoodzką produkcję do czasu sceny z architektem, która zasiewa w nas sporą niepewność i ratuje cały film. Chociaż w tej rozmowie nie bardzo wiadomo, o co chodzi (ciekawe czy sami Wachowscy to wiedzą?), zastanawiamy się nad osobowością głównego bohatera. Architekt mówi o Neo: "anomalia, wybryk systemu", w dodatku nie pierwszy, ale szósty. Skoro więc nasz bohater jest tak doskonały, czy wciąż jest człowiekiem, czy zbuntowaną częścią systemu (w jednej scenie Smith mówi do Neo o ich wzajemnym podobieństwie), czy wręcz maszyną (może je zatrzymać nie będąc w systemie wyczuwając je)? Niestety tylko ostatnie sceny zmuszają nas do jakichkolwiek pytań. Reszta jest po prostu szaloną jazdą pełną walk i popisów pirotechnicznych (nawiasem mówiąc świetnie zrobionych), ale to za mało by zadowolić fanów.

Po obejrzeniu kontynuacji "Matrixa" pojawiły się głosy dotyczące wpływu tego obrazu na wizerunek pierwszej części. Czy "odcinanie kuponów" nie zaszkodzi kultowości pierwowzoru? Moja odpowiedź jest taka: Wachowscy tymi dwiema częściami oddzielili się od oryginału. "Matrix" posiadał idealne zakończenie dla jednego filmu. Sequele zaś są osobną, równo podzieloną całością. Pierwsza część obroni się sama, wystarczy ją obejrzeć. Po prostu sukces finansowy braci Wachowskich stał się katalizatorem prężnie działającego interesu. Jeszcze przed "Reaktywacją" powstał "Animatrix" opowiadający różne historie ze świata matrixa (dwie klasy lepszy od filmowych kontynuacji). Stworzono także grę "Enter The Matrix", w której wyjaśniono m.in: dlaczego wyrocznię gra inna aktorka. Jeśli chcesz odkryć wszystkie wątki, musisz zagrać i obejrzeć. Biznes to biznes.

Ocenianie "Reaktywacji" bez oglądania ostatniej części jest dość trudne, ponieważ wszystkie wątki pozostają otwarte. Całość jest jednak rozczarowaniem, ale trudno całkowicie przekreślić ten film, bo jako rozrywka jest świetny. Strona techniczna jest jedną z najlepszych, jakie zrobiono, a soundtrack już zyskał miano kultowego. Wachowscy mieli zadanie nie do zrealizowania. Odpadł element zaskoczenia, wszystkie najważniejsze pomysły zostały już wykorzystane, bracia skupili się więc, niczym George Lucas, na efektach specjalnych, a nie na opowiadanej historii. Została nam więc tylko część tego, co nazywamy matrixem.

Sebastian Pytel
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 64% uznało tę recenzję za pomocną (14 głosów).
SQNboy
ocenia ten film na:
1 10 5/10 średni

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)