Robotyka

  • recenzja kinowa Ja, robot (2004)
Trzy Prawa Robotyki:
1. Robot nie może w żaden sposób skrzywdzić człowieka czynem ani przez zaniechanie pozwolić, by człowiekowi stała się krzywda.
2. Robot musi być posłuszny rozkazom wydanym mu przez człowieka, pod warunkiem, że rozkazy te nie wchodzą w konflikt z Pierwszym Prawem.
3. Robot musi chronić swoje własne istnienie, pod warunkiem, że nie wchodzi to w konflikt z Pierwszym ani z Drugim Prawem.

Tytuł "Ja, robot" odnosi się do pewnego androida. Ale ma też bardziej uniwersalne znaczenie. "Ja, robot" mógłby o sobie powiedzieć reżyser Alex Proyas, gwiazdor Will Smith, scenarzyści Jeff Vintar i Akiva Goldsman, a już zwłaszcza producenci tego widowiska. Cała ta ekipa kręci film z precyzją i polotem robotów. "Ja, robot" to rzecz perfekcyjnie zrealizowana, efektywnie spełniająca swe rozrywkowe funkcje i zarazem tak mechaniczna, że rodzi się podejrzenie, iż nie stworzyli jej ludzie, lecz jakaś zautomatyzowana taśma produkcyjna w podziemiach Hollywood. Jestem głęboko przekonany, że wcześniej czy później "Fabryka Snów" zaprojektuje androidy, które z powodzeniem zastąpią filmowców przy prokurowaniu tego rodzaju filmów.

W Polsce mamy lemowskie "Bajki robotów", ale na świecie za klasyka cybernetycznej prozy uchodzi stary mistrz Isaac Asimov. To on sformułował słynne Trzy Prawa Robotyki. Był filozofem science-fiction; w epoce, w której komputery miały wielkość sporego spychacza i moc obliczeniową porównywalną z co bardziej wypasioną współczesną komórką, doktor Asimov opisywał paradoksy i niebezpieczeństwa Sztucznej Inteligencji. W epoce, w której Internet istniał tylko w głowach pisarzy fantastyki naukowej, a telewizja nadawała na czarno-biało, autor "Ja, robot" zastanawiał się, co się stanie, kiedy człowiek, niczym doktor Frankenstein, powoła na swój obraz i podobieństwo cybernetyczną świadomość.

Autorzy filmu "Ja, robot" sięgają po prozę Asimova i należałoby tylko pogratulować im dobrego gustu, gdyby nie to, że następnie dwoją się i troją, by ten potencjalnie bardzo ciekawy materiał przerobić na kolejny, odbity ze stempla hicior z Willem Smithem.

Na początku lat 70. Asimov przymierzał się do napisania scenariusza na podstawie "Ja, robot". Pisarz wyrażał przy tym nadzieję, że gdyby doszło do realizacji jego pomysłu, mógłby powstać pierwszy poważny, wart uwagi i dorosły film science fiction. W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat sf dorobiło się kilku takich filmów, by wspomnieć "2001: Odyseję Kosmiczną", "Blade Runnera", "A.I. Sztuczną Inteligencję" czy japońską anime "Ghost in the Shell". Co ciekawe, w każdym z tych obrazów pojawia się dręczący Asimova temat "ducha drzemiącego w maszynie". Marzenia zmarłego w 1992 pisarza wreszcie się spełniły; "Ja, robot trafił" do kin, ale wbrew nadziejom klasyka nie jest to pierwszy, ani nawet kolejny "poważny, wart uwagi i dorosły film science-fiction".

"Ja, robot" to stare (ale czy dobre?) kino sensacyjne, tyle że przeniesione w futurystyczną scenerię i podrasowane spektakularnymi efektami CGI. Bohater to istny weteran gatunku - niesubordynowany policjant, który rzuca aroganckimi tekstami, dużo biega, strzela, szybko jeździ samochodem i ciągle wychodzi cało z doprawdy karkołomnych, kaskaderskich sytuacji. Scenarzyści nie oszczędzają nam nawet archetypicznej sceny, w której udręczony wybrykami swego podwładnego szef każe oddać naszemu zuchowi policyjną odznakę wypowiadając sakramentalne słowa "Jesteś zawieszony".

"Ja, robot" to film pozbawiony bohaterów drugoplanowych, w którym wszystkie postaci, zarówno żywi aktorzy, jak i wykreowane na komputerze roboty, są tylko asystentami Willa Smitha - jedni otwierają mu drzwi do pilnie strzeżonych budynków, ani dostarczają informacji, jeszcze inni stają mu na drodze, biją się z nim, albo ścigają samochodami. Dzięki temu muskularny Will może cały czas działać - w czym przypomina nie tyle postać filmową, co animowanego ludzika występującego w demo gry komputerowej.

Kreacją wizji świata (niedalekiej) przyszłości, zajęli się najwyraźniej spece od marketingu i product placement. Z futurystycznych pomysłów z "Ja, robot" w pamięci najsilniej odciska się to, że samochodem roku 2035 będzie audi, którego logo pojawia się w filmie ze dwa tuziny razy.

Tego rodzaju film może skończyć się na dwa sposoby. Wariant pierwszy zakłada, że bohater będzie rozbrajał mającą zaraz wybuchnąć bombę zegarową. Wariant drugi polega na tym, że w finale bohater będzie wisiał nad przepaścią - ale nie spadnie. Ekipa "Ja, robot" zdecydowała się na przepaść. Na trzecie rozwiązanie będziemy musieli chyba poczekać do czasów, w których wymyślaniem fabuł zajmą się androidy.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 88% uznało tę recenzję za pomocną (8 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (4)

komentarze

pozostało 255 znaków