Recenzja filmu Siostry (2005)
Curtis Hanson

Rozczłapane kino rodzinne

Film Curtisa Hansona to solidna opowieść o dojrzewaniu - rozstawaniu się z toksycznym dzieciństwem i wchodzeniu w prawdziwie dorosły świat. Tym razem bohaterkami nie są nastolatki, a prawie ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Siostry (2005)
Film Curtisa Hansona to solidna opowieść o dojrzewaniu - rozstawaniu się z toksycznym dzieciństwem i wchodzeniu w prawdziwie dorosły świat. Tym razem bohaterkami nie są nastolatki, a prawie trzydziestoletnie kobiety. Jednak nie spodziewajmy się, że dzięki temu "Siostry" wyróżniają się spośród podobnych opowieści. Konstrukcja filmu przypomina walonki - solidne i porządnie zrobione grzeją, lecz są kompletnie pozbawione uroku takich choćby kozaczków. A skoro już o butach - tytułowe bohaterki Rose i Maggie Feller choć noszą szpilki, przypominają małe dziewczynki, człapiące w maminych pantofelkach, by poudawać dorosłe.

Maggie jest życiową łamagą - traci pracę co kilka tygodni, wciąż mieszka z ojcem i wybotoksowana macochą. Rose z kolei gubi się w świecie emocji i relacji międzyludzkich. Pracuje po kilkanaście godzin dziennie, a wspólne wypady z przyjaciółmi rekompensuje sobie kupowaniem kolejnych par szpilek. Związek sióstr przypomina typową relację miedzy rodzeństwem, w którym role są podzielone na tą starszą i odpowiedzialną (Rose) i tą szaloną (Maggie). Gdy Maggie upija się do nieprzytomności, Rose, psiocząc pod nosem, przyjeżdża po nią w środku nocy i pozwala przespać się na kanapie. Wspiera ją, jak może, ale siostrzana miłość jest wystawiona na próbę, gdy Maggie uwodzi z trudem zdobytego chłopaka Rose.
Maggie, wyrzucona na bruk, wyjeżdża na Florydę, w poszukiwaniu praktycznie nieznanej babci, która pracuje jako opiekunka w ośrodku dla seniorów. U niej dziewczyna dowiaduje się, jaką kobietą była dawno zmarła matka sióstr Feller i, w końcu, jaką kobietą stać się chce sama Maggie.

I tak film, który zapowiadał się na błahą komedię o skłóconych z sobą i z życiem siostrach, staje się dramatem obyczajowym. Niestety nadal błahym. Pojawia się w nim kilka, raczej gorzkich, refleksji - by porozumieć się z wnuczką, należy poznać jej świat, oglądając modny wśród jej rówieśnic serial (tu "Seks w Wielkim Mieście") i pogadać o życiu uczuciowo-łóżkowym. Poza takimi celnymi obserwacjami w filmie jest niewiele więcej atrakcji.

Ponad przeciętność wybija się jedynie Shriley MacLaine, która jak zwykle jest klasą sama dla siebie. Przy niej gasną wszyscy, nawet urodziwa Cameron Diaz zdaje się pospolita.

Jedna dobra rola to jednak za mało na dobry film. Obejrzeć można, tak jak można nosić nieco za ciasne buty. Tylko po co?
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 35% uznało tę recenzję za pomocną (37 głosów).