Recenzja filmu mamy2mamy (2017)
Noémie Saglio

Rozważna i roztrzepana

Nie każdy szuka w kinie eksperymentów formalnych i oryginalnych fabuł. Są też tacy, którzy chcą się zrelaksować, oglądając znajome historie w nowych wydaniach i ze swoimi ulubionymi aktorami. I ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa mamy2mamy (2017)
Nie każdy szuka w kinie eksperymentów formalnych i oryginalnych fabuł. Są też tacy, którzy chcą się zrelaksować, oglądając znajome historie w nowych wydaniach i ze swoimi ulubionymi aktorami. I to właśnie do takiego widza skierowana jest komedia obyczajowa Noémie Saglio.


Punktem wyjścia filmu jest typowa toksyczna relacja matki i córki. Ponieważ jest to komedia, owa relacja nie jest efektem działania mrocznych, nieposkromionych instynktów. Wręcz przeciwnie: zrodziła się z dobrych intencji i niespełnionych marzeń. Niestety, skostniała, przez co stała się więzieniem. Jednak za sprawą ekstremalnego zbiegu okoliczności nadarzy się okazja na uwolnienie bez niszczenia tego, co w relacji dobre. Czy jednak bohaterki będą w stanie z niej skorzystać?
      
Kiedy poznajemy Mado i Avril, trudno jest zgadnąć, kto jest kim. Grana przez Juliette Binoche Mado tryska młodzieńczą energią i beztroską typową dla nastolatki. Z kolei Avril (Camille Cottin) wydaje się kobietą wiecznie zestresowaną, zmęczoną, snującą się po domu i ulicy. To Avril dba o to, by Mado jadła regularnie posiłki i martwi się, kiedy tej długo nie ma w domu. A jednak to Mado jest biologicznie matką, a Avril jej córką. Owo odwrócenie biegunów wzajemnej relacji jest pretekstem do wielu zabawnych momentów, w których Binoche i Cottin popisują się komediowym talentem. Panie tworzą tandem, który nadaje całości autentyczności, energii, a także pretekstu do refleksji. Bo choć fabularnie jest to opowieść błaha, to od czasu do czasu pojawiają się poważniejsze tony udowadniające, że zarówno reżyserka, jak i odtwórczynie głównych ról nie są tak naiwne, jak może się wydawać. Są w filmie sceny pokazujące jasno, że za tą chorą relacją stoi wielka miłość Mado do córki. Miłość doprawiona dodatkowo żalem straconych okazji, który córka nieświadomie podchwyciła i przekuła w chęć matkowania swojej rodzicielce.


Ta dwoista natura fabuły ma też swoje odbicie w samej konstrukcji komediowej. Z jednej strony "mamy2mamy" to inteligentna farsa ze świetnie napisanymi scenami rodzajowymi (wizyta u ginekologa czy bożonarodzeniowa kolacja). Z drugiej strony są tu też sceny tak idiotyczne, że jedyną adekwatną reakcją wydaje się walenie głową w ścianę (pies przeglądający profile suk na zwierzęcej wersji Tindera). Całość nie jest też zbyt dobrze zrównoważona. Raz nabiera maniakalnego rozpędu, by potem ślamazarnie wypełniać czas mało śmiesznymi gagami. Podobnie ma się rzecz z postaciami drugoplanowymi, które zazwyczaj stanowią najlepszy wskaźnik zabawności komedii. Część z nich (choćby Lambert Wilson i Catherine Jacob) stanowi świetne uzupełnienie pary głównych bohaterek. Są jednak i takie osoby (w tym Stefi Celma i Hugues Jourdain), którzy zamiast wzmacniać komediowy potencjał, rozpraszają uwagę i okazują się w gruncie rzeczy niepotrzebnym dodatkiem.

To wszystko sprawia, że "mamy2mamy" jest obrazem trywialnym. W tym przypadku nie należy jednak odczytywać tego jako wadę. Oznacza to jedynie tyle, że oferuje przyjemną rozrywkę, która nie odmieni niczyjego życia i o której szybko się zapomni. Póki jednak trwa, wywołuje uśmiech.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 33% uznało tę recenzję za pomocną (9 głosów).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)