Recenzja filmu Najlepsi z najlepszych (2003)
Louis-Pascal Couvelaire

Rrryk silników

Luc Besson już od jakiegoś czasu kojarzy się kinomanom z filmami, które w niczym nie przypominają klimatycznego "Wielkiego błękitu" i ostrego acz inteligentnego "Leona zawodowca". Odkąd ...
Filmweb sp. z o.o.
Luc Besson już od jakiegoś czasu kojarzy się kinomanom z filmami, które w niczym nie przypominają klimatycznego "Wielkiego błękitu" i ostrego acz inteligentnego "Leona zawodowca". Odkąd zrezygnował z reżyserii na rzecz pisania scenariuszy i zajmowania się produkcją, fabuła obrazów firmowanych jego nazwiskiem ogranicza się do pokazywania szybkich samochodów, i towarzyszących ich kierowcom głównie skośnookich piękności. Nie inaczej, no może poza wyjątkowo nieazjatycką urodą pań, sprawa ma się z najnowszym przedsięwzięciem pana Bessona pt. "Najlepsi z najlepszych".

Film jest ekranizacją bardzo popularnej serii komiksowej zatytułowanej "Michel Vaillant". Jej bohater jest mistrzem samochodowych wyścigów a miłość do nich przekazywana jest w jego rodzinie o arystokratycznych korzeniach z pokolenia na pokolenie. Przez długie lata przedstawiciele "stajni" Vaillant musieli zmagać się z Leaderami, którzy chwytali się wszelkich możliwych sposobów, nie zawsze działając fair, byle by tylko pokonać znienawidzonych rywali. Tym razem walka rozgrywa się o zwycięstwo w prestiżowym 24-godzinnym wyścigu na legendarnym torze Le Mans.

Z wielką obawą wybierałam się do kina na "Najlepszych z najlepszych", mając na uwadze ostatnie bardzo nieudane ekranizacje komiksów. Przyznam jednak, iż "Michel Vaillant" okazał się wdzięcznym tematem do sfilmowania. Przydała się miłość Bessona do szybkich samochodów - wyścigi i pościgi są tu naprawdę emocjonujące. Nawet ja, choć nie należę do fanów jakichkolwiek pojazdów mechanicznych, dałam się ponieść pasjonującym scenom rywalizacji i poddać towarzyszącemu im napięciu. Operatorom tych fragmentów, montażystom i ekipie od efektów wizualnych należą się naprawdę ogromne brawa.

Całe szczęście, że akcji jest w tym filmie naprawdę dużo i że w miarę skutecznie pozwala ona odwrócić uwagę od mizerności a czasem wręcz śmieszności fabuły. Postacie zaś, totalnie pozbawione głębi, odtwarzane są przez piękne kobiety i równie przystojnych mężczyzn tak sztucznie, że aż włos jeży się na głowie.

Ostatecznie jednak trzeba zauważyć, że widz nie wybierze się na ten film, by słuchać psychologicznych wywodów bohaterów, ale po to, by napaść oko widokiem pięknych, wypolerowanych samochodów i nacieszyć ucho rykiem ich mocarnych silników. Jeśli to komuś wystarcza, na pewno nie będzie zawiedziony.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 100% uznało tę recenzję za pomocną (6 głosów).
o