Recenzja filmu Zniknięcie Eleanor Rigby: Ona (2013)
Ned Benson

Samotność we dwoje

"Zastanawiałeś się kiedykolwiek, dlaczego zakochujemy się w danej osobie?" - chcę spytać za głównym bohaterem trylogii. Trylogii nietypowej, wyjątkowej. Trylogii —jeśli w ogóle można tak ją ...
Filmweb sp. z o.o.

"Zastanawiałeś się kiedykolwiek, dlaczego zakochujemy się w danej osobie?" - chcę spytać za głównym bohaterem trylogii. Trylogii nietypowej, wyjątkowej. Trylogii — jeśli w ogóle można tak ją nazwać.
Przystępując do oglądania "Zniknięcia Eleanor Rigby", wiedziałam niewiele. W przypadku takich produkcji zdecydowanie odradzam oglądanie zwiastunów, czytanie opisów fabuły czy przeglądanie zdjęć promocyjnych. Warto sprawić sobie niespodziankę, dać się zaskoczyć! W związku z tym, przytoczę tu tylko kilka informacji, tych w miarę niezbędnych.

"Zniknięcie Eleanor Rigby" to część tytułu trzech filmów: "Her", "Him" i "Them". Każdy z tych obrazów opowiada historię tytułowego wydarzenia, choć z innej perspektywy. Czemu znikła? Co się zdarzyło przed tym wydarzeniem i po nim? Kto za nią (nie) tęskni? I przede wszystkim: kim jest/była Eleanor Rigby (poza zbieżnością nazwisk z bohaterką piosenki The Beatles - a więc i: jaki jest związek tego utworu z filmem?)? Na te i inne kwestie odpowiedź znajdzie widz przede wszystkim w częściach "Ona" i "On".

Jednak nie od tych pytań zaczęłam swoją przygodę ze "Zniknięciem Eleanor Rigby". Moje brzmiało: którą część obejrzeć najpierw? Będąc świadomą siły pierwszego wrażenia, jakie wywiera historia, zaufałam zdaniu znajomego, który miał już okazję filmy Neda Bensona obejrzeć. Nie zawiodłam się: kolejność "Ona", "On", "Oni" to najlepszy wybór. "Them" jest wyłącznie kompilacją dwóch, debiutujących rok przed nią, części - taka produkcja "dla leniuchów", którzy nie mają czasu, by obejrzeć filmy poświęcone suwerennym punktom widzenia. Kinomanom, którzy podobnie jak jedna z postaci "nie wierzą w marnowanie czasu", zdecydowanie polecam ograniczenie się do "Her" i "Him", a później samodzielne złożenie ich w jedną opowieść i odpuszczenie seansu "Them". Montaż tej części srodze mnie zawiódł.


Jeśli powściąganie ciekawości nie należy do Waszych mocnych stron, dodam kilka mniej niezbędnych informacji. "Ona" to oczywiście tytułowa Eleanor Rigby (Jessica Chastain). "On" natomiast nazywa się Conor Ludlow (i ma ciało Jamesa McAvoya). I choć odtwórcy głównych ról uparcie powtarzali w wywiadach, że ich postacie to dwie połówki tego samego jabłka, nie znaczy to, że przeznaczone jest im długie i szczęśliwe, wspólne życie. Może dlatego, że są przedstawicielami "generation of too many choices"? Albo z powodu istnienia w życiu każdego człowieka zbyt wielu "może"?


"Zniknięcie Eleanor Rigby" to bezsprzecznie jedna z ciekawszych produkcji, które ostatnio oglądałam. Świetna scenariuszowo, dobrze zagrana i klimatycznie sfilmowana. Historia opowiedziana w sposób pozostawiający widzowi przestrzeń do wyciągania wniosków, nie wykładająca od razu wszystkiego na stół. Pozwala dodać do siebie 2 i 2, wstawić na swoje miejsce kolejne puzzle, jednocześnie nie gwarantując, że wszystkie elementy układanki dostarczy. Widz otrzymuje bowiem od twórców dar uczestniczenia w procesie twórczym i dopowiedzenia zakończenia w swojej wyobraźni, zgodnie z własną wrażliwością.

Zwykle polecamy recenzjami produkcje, które wciąż można obejrzeć w kinach, niedługo po premierze, czasem nawet przed nią. Te trzy filmy można w Polsce dostać jedynie na skromnym DVD, zawierającym wyłącznie te produkcje, bez ekstra dodatków. Wielka szkoda, że "Ona" i "On", a nawet "Oni", nie trafili do naszych kin - tak oryginalne eksperymenty (choć podobny projekt został zrealizowany też w 1963 roku) zasługują na uwagę i poświęcenie im czasu. Tym bardziej, że Eleanor i Conor to postacie, których nie chcesz opuszczać i, znów cytując scenariusz, napiszę: "Boże, niektórzy ludzie nie dają o sobie zapomnieć!". Tacy właśnie są ci dwoje.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 100% uznało tę recenzję za pomocną (5 głosów).
o