Recenzja filmu Scoop - Gorący temat (2006)
Woody Allen

Scarlett i Woody prowadzą śledztwo

Lekka komedia z dialogami skrzącymi się humorem, w której sam reżyser w dobrej formie występuje u boku pięknej Scarlett Johansson. Nowa muza Allena i tym razem błyszczy, jak na prawdziwą gwiazdę ...
Filmweb sp. z o.o.
Lekka komedia z dialogami skrzącymi się humorem, w której sam reżyser w dobrej formie występuje u boku pięknej Scarlett Johansson.

Nowa muza Allena i tym razem błyszczy, jak na prawdziwą gwiazdę przystało. Krążą słuchy, że zagra również w jego kolejnym filmie, do którego zdjęcia powstaną latem w Barcelonie. "Scoop" to ich drugie spotkanie na planie. We "Wszystko gra" - gdzie Allen na swój pokrętny poważno-śmieszny sposób udowadniał, że bogacze mogą mordować bezkarnie, tylko dlatego, że są bogaczami - Scarlett wcieliła się w początkującą aktorkę, która uwodzi atrakcyjnego tenisistę, próbującego wkupić się w łaski elitarnej rodziny. W "Scoop - gorący temat" ręka sprawiedliwości dosięga nawet z zaświatów, a złoczyńców spotyka zasłużona kara.

Kolejna komedia kryminalna Allena, nawiązująca klimatem do "Tajemnicy morderstwa na Manhattanie", rozgrywa się w Londynie. Zamiast śmierci sąsiadki mamy tropienie "tarotowego zabójcy", którego ofiarami są prostytutki. Podejrzenie pada na Petera Lymana (Hugh Jackman), angielskiego arystokratę, a żeby było ciekawiej światło na całą sprawę rzuca zmarły dziennikarz (Ian McShane), który nawiązuje więź z amerykańską studentką dziennikarstwa (Scarlett Johansson). Całą prawdę na temat Lymana wyznaje jej podczas seansu prestidigitatora, w dodatku w cudownej skrzyni, w której wywołana na scenę dziewczyna pozwala się zamknąć. W roli mistrza ceremonii, magika Sida Watermana wystąpił sam Woody Allen. Jako pośredni sprawca całego incydentu, chcąc nie chcąc, pomoże on seksownej okularnicy w zbieraniu materiałów do tekstu śledczego. Punktem pierwszym jej misternego planu będzie wkupienie się w łaski lorda Lymana.

Reżyser nie próbował usilnie wznosić się na wyżyny intelektualnego żartu, ani diagnozować kondycji moralnej współczesnego człowieka. Nie oznacza to jednak, że lekki, bezpretensjonalny film Allena jest głupawą komedyjką o naiwnej blondynce i wymarzonym księciu.

W "Scoop" dominuje humor sytuacyjny i w porównaniu z wcześniejszymi filmami twórcy, zdecydowanie mniej tu rozważań na temat egzystencjalnych problemów intelektualistów. Czuć, że Allen ochoczo bawi się kinem, formą, dialogami, od lat pokazując swoje stare sztuczki w rozmaitych konfiguracjach. Stary czarodziej konsekwentnie buduje własne filmowe światy, wcale nie licząc na to, że wszyscy będą mu wierzyć, bo przez publiczność i krytykę przyjmowany jest raz cieplej, raz chłodniej.

Recenzenci od kilku lat zarzucają najnowszym obrazom Allena brak dawnej finezji, nieustannie porównując je z najlepszymi dokonaniami sprzed lat. Tak było i tym razem. W mediach pojawiały się opinie, że "Scoop" to jeden z jego najsłabszych filmów. Mimo to mistrz, przekroczywszy 70., zdaje się być niezmordowany, choć pewnie niejednego młodzieńca takie tempo przyprawiłoby o brak tchu. Co roku kręci kolejny film, świetnie zagrany, inteligentny i dowcipny. I nawet jeśli nie są to perełki na miarę "Annie Hall", to niewątpliwie mnóstwo w nich allenowskiego uroku i stylu nie do podrobienia.

No cóż, wielbicielom jego talentu trudno o obiektywizm. Można ponarzekać, że tamten dawny i obecny Allen to już nie to samo i że nawet jego wypowiadane ze śmiertelną powagą żarty brzmią już inaczej. Można, ale i potem i tak cały rok z entuzjazmem czeka się na zapowiedź kolejnego projektu. Co też tym razem wymyśli?
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 89% uznało tę recenzję za pomocną (44 głosy).

przeczytaj również recenzje użytkowników (4)

o