Recenzja filmu Gwiezdny pył (2007)
Matthew Vaughn

Schwytać magię

Po co nam gwiezdny pył, kiedy mamy Hollywood? Magicy z Krainy Snów sięgnęli po kultową powieść Neila Gaimana i zafundowali widzom szaloną i widowiskową podróż do świata magii.
Filmweb sp. z o.o.
Latające statki. Wiedźmy szukające eliksiru wiecznej młodości. Książęta krwi walczący o tron. Spadająca gwiazda, która okazuje się kobietą. Młody mężczyzna, który wyrusza, by zdobyć serce swej wybranki. Czy może z tego powstać film, który zainteresowałby normalnego, racjonalnie myślącego człowieka? Może, odpowiadają twórcy "Gwiezdnego pyłu" Matthew Vaughn i Neil Gaiman i zapraszają wszystkich w magiczną podróż, której celem jesteś ty sam, drogi widzu.

Podróż zaczynamy w niewielkie angielskiej wiosce, zwanej Mur. Nazwa pochodzi od muru, jaki rozciąga się tuż za miasteczkiem. Co kryje się po drugiej stronie, tego nie wie nikt, gdyż nikomu muru przekroczyć nie wolno. Naszym przewodnikiem w podróży będzie młody chłopak Tristan Thorn, który chcąc udowodnić wybrance swego serca jak bardzo ją kocha, postanawia wybrać się za mur. Ma przynieść stamtąd kawałek gwiazdy, która właśnie spadła na Ziemię. Tak rozpoczynamy wycieczkę po krainie wyobraźni, gdzie spotkamy złe wiedźmy zamieniające ludzi w zwierzęta i odwrotnie, ambitnych królewiczów wydzierających sobie życie w walce o tron, ekscentrycznych łowców błyskawic i uwięzione księżniczki. A wszystko po to, by widz zrozumiał, jak wielką rolę w życiu odgrywa prawda i uczciwość wobec samego siebie. "Gwiezdny pył" to bowiem baśń w najprawdziwszym tego słowa znaczeniu, zachęcająca do poznawania siebie i działania zgodnie z własną naturą.

Film Matthew Vaughna to adaptacja powieści Neila Gaimana o tym samym tytule. Książkowy "Gwiezdny pył" to czyste źródło żywej, niczym nie skrępowanej wyobraźni. To kwintesencja baśni, którą Gaiman przygotował specjalnie dla współczesnego czytelnika. Więcej: dla współczesnego dorosłego czytelnika. Gaiman wyraźnie podkreśla w "Gwiezdnym pyle", że to, czego brak dzisiaj ludziom, to wyobraźni i wiary. Żyjemy obwarowani murem zdrowego rozsądku i wzbraniamy się przed wkroczeniem w nieznany obszar tego co irracjonalne. Lecz to właśnie tam kryją się prawdziwe uczucia, nasze pasje, prawda o nas samych. Paradoksalnie bez świata marzeń, pogrążamy się w iluzji, która tłamsi i osacza nas dzień po dniu.

Oczywiście w filmie odnajdziemy zaledwie cień tej mocy i magii, jaka charakteryzowała książkę. Zresztą Vaughn chyba zdawał sobie sprawę ze swych ograniczeń i nie starał się za wszelką cenę przenieść ducha powieści, lecz poszedł w kierunku tego, co Hollywood wychodzi najlepiej - widowiska. To była ryzykowna decyzja, gdyż wysokobudżetowe produkcje mają to do siebie, że są puste. Vaughn, choć nie uniknął wszystkich pułapek, okazał się na tyle sprawnym reżyserem, że w filmowym "Gwiezdnym pyle" odnajdziemy ducha książkowej magii. Zaledwie echo, to fakt, ale to i tak wiele.

"Gwiezdny pył" oczaruje widza zapierającymi dech w piersi panoramami, fantastycznymi efektami specjalnymi i monumentalną muzyką. Jest tu wszystko, co powinno się znaleźć w wielkiej, zrealizowanej za olbrzymie pieniądze produkcji. Są też i wady. Co najmniej jedna trzecia filmu to nie wnoszący nic do filmu sceny wędrówek bohaterów. Poza wspaniałymi zdjęciami nic one nie dają, a tylko przedłużają film, który trwa przez to ponad dwie godziny. Głęboka wymowa książki zostaje tutaj spłycona do kilku znanych i nieco wyświechtanych frazesów. Przełknąć je można tylko i wyłącznie dzięki ładnemu opakowaniu.

Pozostał jednak humor Gaimana. Tak, nieco go złagodzono, ugrzeczniono, lecz pozostało go i tak na tyle dużo, by większość widzów wychodziła z kina rozbawiona. Vaughn poszedł w ślady twórców "Piratów z Karaibów" jeśli chodzi o połączenie przygody, humoru i efektów specjalnych. To rozwiązanie sprawdziło się tam, sprawdza się również i tu.

Jednak bezsprzecznie największym atutem "Gwiezdnego pyłu" jest obsada, idealnie wręcz dopasowana do poszczególnych postaci i wyraźnie znakomicie czująca się w swoich rolach. Charlie Cox w głównej roli Tristana wypada wręcz fantastycznie. Jest rozkosznie nieporadny, cudownie romantyczny i rozczulająco naiwny. Michelle Pfeiffer raz jeszcze pokazuje jaką jest jędzą. I gdyby wszystkie one były tak jak Michelle, jędze miałyby zdecydowanie lepszą reputację. Robert De Niro coraz bardziej nam niewieścieje, ale robi to w sposób przyjemny dla oka. Dla wielu osób Kapitan Szekspir w jego wykonaniu może być prawdziwym szokiem. Moim zdaniem stworzył czarujący epizod. Tych interesujących epizodów jest zresztą więcej i nie sposób ich tu wszystkich wymienić. Jednak to właśnie oni, żywi ludzie a nie zdjęcia, muzyka czy efekty specjalne pozostają z widzem na dłużej i sprawią, że wiele osób miło wspominać będzie czas spędzony w kinie.

"Gwiezdny pył" to solidna dawka rozrywki. Hollywood, z dużą pomocą Brytyjczyków, tym razem stanęło na wysokości zadania. Czy mógłby być z tego lepszy film? Zapewne. Czy odbiera to radość z oglądania? W żadnym wypadku.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 96% uznało tę recenzję za pomocną (175 głosów).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (4)