Recenzja filmu Scoop - Gorący temat (2006)
Woody Allen

Scoop - zaledwie letni temat

Po obejrzeniu kilku klasyków Allena i ostatniego "Wszystko gra" zasiadłam przed ekranem ze sporymi oczekiwaniami. Liczyłam na dziełko sprawnie nakręcone, z błyskotliwymi dialogami i co ...
Filmweb sp. z o.o.
Po obejrzeniu kilku klasyków Allena i ostatniego "Wszystko gra" zasiadłam przed ekranem ze sporymi oczekiwaniami. Liczyłam na dziełko sprawnie nakręcone, z błyskotliwymi dialogami i co najważniejsze tchnące świeżością.

"Scoop - Gorący temat" ma wymarzony wprost początek. Widzimy, więc ceremonie pogrzebowa niejakiego Joe Strombela (Ian McShane) znakomitego dziennikarza. Koledzy na stypie prześcigają się w opowiadaniu anegdot na jego temat... Cięcie! Przenosimy się na pokład mrocznej łodzi, której sterniczką jest Śmierć we własnej osobie. Na pokładzie widzimy oczywiście Joe, który wdał się w zdawkową konwersację ze współpasażerami. Tu słyszy coś, co mogłoby być idealnym tematem na reportaż - morderca z wyższych sfer... Jako że sam już nie jest w stanie wiele zdziałać, postanawia się skontaktować z jakimś żyjącym jeszcze dziennikarzem. Traf chce, że nawiązuje kontakt ze studentką dziennikarstwa Sonrdą Pronsky (Scarlett Johansson). Joe informuje ją o wszystkim i dopinguje do tropienia mordercy, którym jest jego zdaniem wyjątkowo uroczy arystokrata (Hugh Jackman). Sondra jest jednak zbyt nieopierzona, by samej wkroczyć do akcji... Prosi więc o pomoc podstarzałego prestidigatora Sida (Woody Allen). To spotkanie, choć powinno być motorem napędowym filmu, jest moim zdaniem jego mordercą...

Wyobraźmy sobie, że Sondra nigdy nie spotyka Sida... Wówczas widzowi oszczędzono by wiele zupełnie bezsensownych monologów Allena. Przypuśćmy, że sama musiałaby odkrywać kolejne ślady, które pozostawił po sobie morderca, a nie uciekałaby się do głupawych porad Sida. Wyobraźmy sobie, że te wszystkie zabiegi spowodowałyby, że w ten film wkradłaby się chociaż odrobina napięcia...
Tymczasem Allen po raz kolejny postanowił pokazać, że kocha siebie i nie ma rywali (a szkoda!). Zamęcza swoją gapowatością i choć w wielu swoich filmach odtwarzał podobne klisze, tu razi schematycznością. Kiedyś obok pewnych braków narracyjnych w jego filmach pojawiały się także pomysłowe i niezrównanie błyskotliwe dialogi. Kiedyś Allen miał także lepszego nosa do swoich muz. O ile we "Wszystko gra" można było pomyśleć, że Johansson to trafiony wybór w "Scoop" widać, że nie może konkurować z zabójczo inteligentna Diane Keaton czy z uroczo rozedrganą Mią Farrow. Kolejnym mankamentem "Scoop" jest Hugh Jackman - obdarzony tak miłą powierzchownością, że absurdem byłoby przypisanie mu jakichś morderczych instynktów.
Nasuwa się kolejne porównanie z "Wszystko gra" - tam grający główna rolę Jonathan Rhys-Meyers potrafił wykrzesać z siebie tą konieczną iskrą szaleństwa. Tego szaleństwa zdecydowanie "Scoop" zabrakło...

Podsumowując, nie jest to Allen najwyższych lotów (prawdopodobnie dlatego że za dużo w nim Allena we własnej osobie). Jako obrazek ogląda się go znakomicie, ale pozostawia ogromny niedosyt. Ogląda go bez satysfakcji i bez żadnego wysiłku intelektualnego. Nie tego można było oczekiwać po powracającym ponoć do formy reżyserze...
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 17% uznało tę recenzję za pomocną (12 głosów).
asj
ocenia ten film na:
1 10 4/10 ujdzie

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)

o