Seks i dziewczyna

Pozory mylą, zwłaszcza w kinie. Czuć w pierwszych kadrach "Nimfomanki" ten najgorszy rodzaj pretensji, lokujący Larsa Von Triera w panteonie szacownych, dłutujących własne pomniki klasyków. Oto po dobrej minucie wyciemnionego ekranu i koncertu na krople deszczówki kamera w skupieniu przygląda się wodzie spływającej po zardzewiałych śmietnikach, zniszczonych murach i dachach z blachy falistej, by w końcu skupić się na zakrwawionej kobiecej dłoni. To jednak blef – jeden z wielu w filmie, w którym pierwszą zmianę nastroju zwiastuje nagłe wtargnięcie jazgotliwych gitar zespołu Rammstein. Z kolejnych fałszywych tropów, nagłych wolt, estetycznych i intelektualnych zwrotów Von Trier będzie tkał odtąd całą narrację. Jej kośćcem jest opowieść, którą pobita nimfomanka Joe (Charlotte Gainsbourg) snuje mieszkającemu samotnie staremu kawalerowi, Seligmanowi (Stellan Skarsgard).

photo.title

Joe czuje do siebie odrazę, bo podążając za chucią, niszczyła życia, łamała serca i raz po raz zmieniała układ sił w usankcjonowanych przez patriarchalną kulturę relacjach. Seligman siedzi w kapciach, popija herbatkę i z pasją oświeconego racjonalisty skleja jej historię w psychologicznie wiarygodny, przyczynowo-skutkowy ciąg, tłumacząc kolejne gwałtowne reakcje kobiety, szukając dla nich usprawiedliwienia i rozglądając się za analogicznymi zachowaniami w królestwach natury i kultury. Zderzenie tychże postaw ustanawia cały ton pierwszej części "Nimfomanki" i jest jej kluczowym elementem – to z niego pączkuje najważniejszy, moralitetowy wymiar obrazu.   

"Nimfomanka" to na dobrą sprawę kilka filmów w jednym. Utwór ma w sobie coś z libertyńskiej powieści, w której niezliczone dygresje i anegdoty są równie istotnym elementem, co główna ścieżka fabularna. Jest też satyrycznym spojrzeniem na ugruntowane w kulturze matryce zachowań seksualnych – zaprojektowane w toku dojrzewania maski i przyjmowane bezrefleksyjnie role. Wreszcie – bywa podaną według wszelkich prawideł gatunku historią inicjacyjną, a także wspomnianym moralitetem zamieniającym ukrwione postaci w egzemplifikacje konkretnych postaw i światopoglądów. Von Trier tasuje konwencjami i nastrojem wirtuozersko, ma zresztą ku temu niezły powód – opowieść jest napakowana kontekstami i wątkami z tak różnych półek, że podana w sposób stylistycznie zborny byłaby nie do zniesienia, a wspomnienia Joe rozłożyłyby się na szereg pretensjonalnych epizodów, opatrzonych dętym komentarzem. I choć każda filozoficzna czy socjologiczna refleksja jest w "Nimfomance" ironicznie skontrowana, to paradoksalnie żadna z kontr nie osłabia jej wydźwięku – w końcu popisowym numerem Von Triera jest trzymanie podwójnej gardy, wytrzymującej zarówno ciosy szyderców, jak i tych, którzy – podobnie jak reżyser – czują się "sami w kosmosie".   

photo.title photo.title

W filmie roi się od scen, które za sprawą komediowej aury stają się arcydziełami krótkiej formy – świetny jest zwłaszcza epizod rozedrganej i napuchniętej Umy Thurman. Nie brakuje również takich, którym banalne pomysły stylistyczne odbierają tę rangę – jak skręconej w czerni i bieli sekwencji z chorującym ojcem (źle obsadzony Christian Slater). Von Trier robi, co może, aby nie wpadać w pułapkę konwencjonalizacji języka i w większości przypadków odnosi sukces. Rewelacyjne są osławione sekwencje erotyczne – nawet naturalizm ma w nich zupełnie inny smak niż w depresyjnych snujach spod znaku "Intymności" Patrice'a Chereau. Wbrew przedpremierowym przypuszczeniom, podczas seansu "Nimfomanki" dominującą aktywnością jest śmiech – a śmiejemy się nie tylko ze świetnie inscenizowanej farsy oraz kapitalnie prowadzonego pojedynku na skojarzenia między Seligmanem a Joe, ale również z nagich, splecionych w najróżniejszych konfiguracjach ciał i w ogóle z całego języka godowego homo sapiens.

Na zapowiadane serią plakatów szczytowanie bohaterów "Nimfomanki" będziemy musieli jeszcze trochę poczekać. Trudno powiedzieć, jak ma się kinowa wersja filmu do reżyserskiej (ta ostatnia zostanie wyświetlona dopiero na festiwalu w Berlinie). Już teraz wiadomo natomiast, że podział na dwie części nie służy filmowi i zamienia pierwszą odsłonę w rozbudowany prolog. Karty są odkryte, na obecną chwilę stawką w grze jest samoakceptacja Joe oraz zepchnięta na margines seksualność Seligmana. Nie zdziwiłbym się jednak, gdyby i tym razem Von Trier blefował.

60% uznało tę recenzję za pomocną (343 głosy).
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?

zobacz też:

pozostałe recenzje użytkowników (8):

komentarze

dodaj komentarz
  • Dokładnie - przerost formy nad treścią. Zero odniesienia do wcześniejszej twórczości Larsa i interpretacji filmu w tym kontekście. A najgorsze - to, że to jest komedia, że dominuje tam "śmiech i ironia". Byłem zażenowany, kiedy na sali kinowej co chwilę wybuchały śmiechy i to w najgłupszych sytuacjach. Nie wiem czy to była chęć rozładowania napięcia czy po prostu wrodzony brak wrażliwości. Po wyjściu z kina miałem tylko jedno przemyślenie: byłem zły (na Larsa? Na promotorów?), że film był promowany seksem i scenami porno. Bo one w ogóle nie pozostają w pamięci, a spowodowało to, że na trudne kino, jakim jest niewątpliwie twórczość von Triera, wybrały się zastępy ludzi tylko dla sensacji i tylko przez tą nachalną promocję. I to dorosłych ludzi. Mam wrażenie, że Polacy nie są w stanie zrozumieć intencji tego reżysera. Nie wiem dlaczego.

  • Polecam recenzje: http://filmidlo.pl/czego-pragnie-kobieta/

  • Jak zwykle u Walkiewicza przerost formy nad treścią. To co zostało napisane można było przekazać z powodzeniem w kilku zdaniach. Nie lubię tego typu argumentów, ale zaoszczędziłoby mi to czasu, straconego nie tylko na samym czytaniu, ale i szukaniu znaczenia słów, których nie rozumiem.

  • Zgadzam się z paszczak57. Jeśli potrafisz pisać, robisz to przez kawał swojego życia, to nie rozumiem dlaczego miałbyś używać prymitywnych sformułowań i pozwolić ludziom, ale też samemu sobie tkwić w tym samym miejscu. Właśnie takie pisanie ma sens, które pobudza do myślenia i sprawdzenia niezrozumiałego wyrazu, ale także wyrobienia sobie takiej intuicji do pisania. Niema rozumiem niektórych poniższych komentarzy.

  • Co niektórzy chcą od tej recenzji? Ona jest przeintelektualizowana? To szkoła, czytanie, oglądanie już dziś niczego nie uczy ludzi? Nie umiecie normalnie myśleć? Gdzie tu w ogóle jakieś mądre, wydumane słowa? O które chodzi? Dla mnie tekst ciekawy i zachęcił bardzo do pójścia do kina - co jutro ( już dziś ) uczynię i z góry się cieszę.

  • Lars Von Trier może sobie dłutować własny pomnik do usranej śmierci, ale klasyka z tego nie wyrzeźbi. Gdy sflaczeje balon nadmuchany pieprzowymi zwiastunami ten "klasyk" utonie w mrokach niepamięci.

  • @Mayapopovic: Jestem zdecydowanie innego zdania. "Melancholia" była moim zdaniem kiczowato-akademicką historyjką z dreszczykiem. Natomiast "Nimfomanka" to prawdziwe dzieło, które w iście postmodernistyczny sposób łączy elementy różnych gatunków. Tym samym stworzył utwór na tyle uniwersalny, że mógłby być wystawiany w teatrze.

  • Do melancholi lata świetlne..przekombinowane,ponaciągane naszpikowane słabe porno...smutne, liczyłam na perełkę..jedynie uma ratuje jedna scenę..oczywiste jest że lars jest szarlatanem i najchetniej wywołaby kolejna re-ewolucję seksualną..lub coś na kształt zbiorowego szaleństwa;)

  • @marcholt, chcesz to się pożywiają. Ale sam widzisz, że zdecydowana większość osób krytykuje. Bo chcą przede wszystkim recenzji a nie filozoficznego elaboratu autora, silącego się na "mądre słowa" w co drugim zdaniu, tam gdzie ich nie potrzeba. Tak Panie Walkiewicz, jest Pan zdeycdowanie inteligentnym człowiekiem. Ale recenzje powinno czytać się przyjemnie. Nikt tutaj nie dostaje intelektualnego orgazmu od tego typu tekstów. A chyba takie było zamierzenie autora, by właśnie dostawał.

  • Ale ktos tu się lubi czepiać, żeby nie napisać przypie....ać! Niewinna literówka zdarza się każdemu a zmiana e na ę na pewno nie czyni zdania niezrozumiałym, przynajmniej dla większości ludzi.

  • Ja czujĘ, on czujĘ… Tak więc jeśli pisze pan „Joe czuję”, to chyba coś tu nie gra, prawda? Od roku czy dwóch, rośnie liczba błędów popełnianych przy końcówkach, zmieniających całkowicie znaczenie wypowiedzi. Tak trudno dorosłym ludziom zapamiętać odmianę prostych słówek?

  • Recenzja w zupełności odpowiada filmowi... Zarówno tu jak i tam trzeba myśleć... Jest już po seansie i jestem zachwycony... Zastrzegam że to nie jest porno i nie idź tam tylko po to.... Czekam na drugą część ;)

  • Dla mnie recenzja przydatna - dała mi jakieś wyobrażenie o filmie. Wcześniej czytałam wywiady z aktorami w GW i nie mogłam z nich wysnuć żadnych wniosków jak to jest przedstawione.

  • Sorry. Chciałam przeczytać konkret, dostałam intelektualną pożywkę z rana, na którą się nie pisałam. Jak potrzebuje intelektualnej pożywki, to otwieram podręcznik socjologii. Chciałam sprawdzić, czy warto czy nie warto oglądać. Recenzja mnie nie zachęciła do zapoznania się z tym filmem. Odnoszę wrażenie, że film może być zarówno dużo ciekawszy, jaki mniej ciekawy niż recenzja, która tak naprawdę niczego nie wnosi. Czyli w stosunku do mojej wiedzy sprzed przeczytania recenzji- nic nowego i żadnego postępu. W tym wypadku recenzja staje się bezużyteczna,

  • Jeśli ta recenzja jest przeintelektualizowana, to polecam Państwu dział filmowy w Bravo. Jeżeli takowe pismo jeszcze istnieje.

  • Przeintelektualizowana recenzja. No i po co tak? "Czytając tę recenzję mam nieodparte wrażenie, że autor bardziej, niż ocenić film, chciał pokazać, że umie o nim napisać...

  • Mam wrażenie że ta recenzja to jakiś bełkot pseudonaukowy.

  • Nie zrozumiałem recenzji ale czekam na premierę! [2]

  • Pierwsza część rysuje nimfomanię jako problem, druga za pewne będzie jej wytłumaczeniem, usprawiedliwieniem, pełna zrozumienia, że w sumie to jej życie, życie dla przyjemności i nie ma w tym nic złego. Tego możemy się spodziewać po duńskiej jak i zachodniej kulturze. Pierwsza część w takim tonie po to by przyciągnąć na drugą.

  • Szkoda, że tej recenzji brak subiektywizmu

  • Nie zrozumiałem recenzji ale czekam na premierę!

  • Nie wiem o co chodzi w tej recenzji. :D

  • Dominuje śmiech? Świetnie, akurat sie zastanawiałem czy by na jakąś komedię sie nie wybrać.

  • czemu głupio?

  • Choć po obejrzeniu filmu nie do końca zgadzam się z recenzentem, to recenzję uważam za całkiem niezłą. I pytam tych pode mną, gdzie te trudne słowa? Panteon? Farsa? Kontra? Wolta? Homo sapiens? (mimo że źle odmienione) No proszę... Chyba takich słów uczą w gimnazjum?

  • Musicie tak wszystko glupio skracac? Naprawde boli napisanie "recenzja" zamiast glupiego "recka"?

  • Przecież napisał. Recenzja bardzo fajna

  • W końcu, po dość długim oczekiwaniu, coś na poziomie na FW. Aczkolwiek nieodmiennie do publikowanych tu recenzji stosuje się jeden zarzut - to recenzje opowiadań. Szanowni recenzenci, skoro recenzujecie film, a nie książkę, napiszcie coś o endemicznych dla filmu środkach wyrazu.

  • "Czytając tę recenzję mam nieodparte wrażenie, że autor bardziej, niż ocenić film, chciał pokazać, że umie o nim napisać..." o, tak. ale to odświeżające, że recenzenci filmwebu potrafią jeszcze coś z sensem napisać.

  • Ta recka chyba najlepiej oddaje styl Triera:D

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
WTF:false,ads:true