Recenzja filmu Stoned (2005)
Stephen Woolley

Sex, drugs & rock 'n' roll

Bohaterem "Stoned" jest Brian Jones - założyciel kultowej grupy The Rolling Stones, z której został wykluczony w 1969 roku, a miesiąc po tym wydarzeniu, 3 lipca został znaleziony martwy w swoim ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Stoned (2005)
Bohaterem "Stoned" jest Brian Jones - założyciel kultowej grupy The Rolling Stones, z której został wykluczony w 1969 roku, a miesiąc po tym wydarzeniu, 3 lipca został znaleziony martwy w swoim basenie. Sprowadzony na miejsce tragedii koroner orzekł śmierć w wyniku nieszczęśliwego wypadku. Jednakże przez długie lata nieoficjalnie mówiło się, że za "wypadek" Jonesa odpowiedzialny jest przebywający wtedy w jego domu robotnik budowlany Frank Thorogood. On sam rzekomo przyznał się do zbrodni tuż przed swoją śmiercią w 1993 roku, ale jego zeznanie nie zostało w żaden sposób utrwalone.

Opowiedzenia tragicznej historii ostatnich miesięcy życia Briana Jonesa podjęli się Neal Purvis i Rob Wade, scenarzyści, którym popularność przyniosły produkcje opowiadające o przygodach Jamesa Bonda - "Świat to za mało" oraz "Śmierć nadejdzie jutro". Za kamerą stanął doświadczony producent Stephen Woolley, współpracownik Neila Jordana, z którym zrealizował tak głośne obrazy jak "Gra pozorów" i "Wywiad z wampirem".

Fabuła "Stoned" rozpoczyna się na trzy miesiące przed śmiercią Jonesa, kiedy w jego domu zjawia się Frank Thorogood. Frank, który wcześniej remontował posiadłość Keitha Richardsa, ma zająć się pracami budowlanymi na terenie posesji Jonesa. Muzyk, który kilka miesięcy wcześniej otrzymał wyrok za posiadanie marihuany nie gra już z zespołem, choć nadal jest jego członkiem. Wyrok skazujący uniemożliwia mu opuszczenie granic Wielkiej Brytanii dlatego też Jones nie może brać udział w światowych koncertach grupy.

Pomiędzy Jonesem i prostym robotnikiem wywiązuje się skomplikowany związek. Thorogood staje się opiekunem i kucharzem nie umiejącego radzić sobie z życiem i popularnością piosenkarza, a wkrótce również partnerem jego alkoholowych i narkotykowych libacji. Ich historia przerywana jest "flashbackami", z których dowiemy się jak doszło do powstania zespołu The Rolling Stones oraz w jakich okolicznościach Jones przestał z nim współpracować.

Niestety, mimo iż Wade oraz Purvis twierdzą, że praca nad filmem zajęła im prawie 10 lat, "Stoned" nie jest produkcją do końca udaną. Wizualnie obraz Stephena Woolleya broni się dzięki inteligentnym nawiązaniom i cytatom z produkcji filmowych lat 60. Zawodzi pod względem fabularnym i... muzycznym. Niestety, rozczarują się ci, którzy na "Stoned" będą szli z nadzieję, że usłyszą w obrazie utwory z wczesnej kariery The Rolling Stones. W obrazie nie pojawia się żadna piosenka w ich oryginalnym wykonaniu.

Nie udało się również Wade'owi i Purvisowi na podstawie autentycznych wydarzeń stworzyć intrygującej i angażującej widza historii. Film, podobnie jak kultowy "Bulwar zachodzącego słońca" rozpoczyna się od sceny pokazującej ciało Jonesa leżące bezwładnie na dnie basenu. Później obraz cofa się w przeszłość by pokazać nam jak doszło do śmierci muzyka. Niestety, robi to w bardzo nieprzekonujący sposób.

Mimo olbrzymiego potencjału "Stoned" pozostaje zaledwie poprawną produkcją. Stephenowi Woolleyowi udało się, co prawda, umiejętnie oddać klimat "swingującego Londynu", ale jak na taki temat i taką historię, to stanowczo za mało.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 80% uznało tę recenzję za pomocną (5 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)