Recenzja filmu Good Night and Good Luck (2005)
George Clooney

Siła w zwojach kabli

Pierwszy raz usłyszałam nazwisko McCarthy w 1999 r., podczas oglądania relacji  z 71 ceremonii rozdania Oscarów. Wówczas statuetką za całokształt twórczości uhonorowany został Elia Kazan – ...
Filmweb sp. z o.o.
Pierwszy raz usłyszałam nazwisko McCarthy w 1999 r., podczas oglądania relacji
 z 71 ceremonii rozdania Oscarów. Wówczas statuetką za całokształt twórczości uhonorowany został Elia Kazan – wybitny reżyser, twórca m.in. takich dzieł w historii kina jak "Dżentelmeńska umowa", "Na Nabrzeżach" czy "Tramwaj zwany pożądaniem". Mnie, jak i miliarda widzów na całym świecie to oglądających, zdziwiło wtedy to, że gdy leciwy staruszek pojawił  się, aby odebrać nagrodę, tylko pół widowni w Music Center w L.A. wstało i biło brawo, pozostali siedzieli nieruchomo. Powodem tego całego wydarzenia, był fakt, iż Kazan na początku swojej kariery aktywnie uczestniczył w tzw. "Polowaniu na czarownice" senatora McCarthy'ego, czyli nagonce na wszystkich tych, którzy byli podejrzani o współpracę z ZSRR. Reżyser donosił przede wszystkim na swoich kolegów i koleżanki po fachu.  Ci co nie wstali i nie oddali mu honorów, po prostu to pamiętali.

"Good night and good luck" to nie tylko tytuł filmu Clooneya. Tymi słowami kończył każdy swój program Edward R. Murrow, dziennikarz stacji telewizyjnej CBS. Ten, który wypowiedział wojnę medialną senatorowi McCarty'emu, wykorzystując siłę telewizji jako medium w dotarciu do publiki w całej Ameryce. Murrow tak zmontował swój program "See it now", aby wszystkie wypowiedzi senatora w nim zawarte postawiły go w negatywnym świetle.  W swoim 30-minutowym wystąpieniu, dziennikarz CBS stanął obronie prześladowanych przez polityka ludzi władzy, wojskowych, sławnych i popularnych a także zwykłych szarych obywateli. Program Murrowa odbił się szerokim echem wśród społeczeństwa amerykańskiego i do dziś stanowi punkt zwrotny w historii mediów w USA.

Reżyserowi "Id marcowych" i "Niebezpiecznego umysłu" udało się przybliżyć nam widzom ówczesne wydarzenia, poznać działanie mediów od narodzin tematu po jego wykończenie. Obserwujemy kulisy powstawania programu Murrowa od początku do końca. Widzimy, jak redaktor wraz ze swoimi współpracownikami szukają źródeł, łapią trop w lokalnej gazetce z niewielkiej mieściny USA, jak szybko przelatują między nimi informacje, fakty. W dużym stopniu to zasługa obsady, szczególnie Davida Strathairna, który wcielił się w głównego bohatera. Jego Murrow jest świetny. Jego dykcja, elektryzujący głos wabiący tłumy, kamienna twarz pozbawiona emocji, nieprzenikniony wzrok i nieodłączny atrybut – papieros. Czytałam na www.wikipedia.pl, że Murrow korzystał telewizji  jako  medium. W filmie Clooneya, tą siła przyciągającą jest właśnie  aktorstwo Strathairna.

Całość opakowana w czarno-białe zdjęcia, które oddają atmosferę tamtych lat, nadając obrazowi Clooneya klimat reportażu, dokumentu. Zmysłowy jazzowy głos Dianne Reeves dodaje dramaturgii, a  słuchając jej piosenek, łatwiej jest nam się przenieść w lata 50. i przeżyć wydarzenia z okresu McCarthy’ego, jakbyśmy byli ich świadkami, a nawet uczestnikami."Good Night and Good Luck" Clooneya to obraz mocny, który zmusza widza do zastanowienia nad misją mediów dziś. Czy wśród mnogości różnej maści telewizyjnych show, jest jeszcze miejsce na prawdę, na fakty, na informacje. Telewizja ma przecież uświadamiać ludzi, informować ich o sytuacji w kraju i na świcie, a nie tylko ich bawić i mamić finezyjnymi reklamami i kolorowymi programami rozrywkowymi.  To właśnie stara nam się udowodnić Clooney w swoim filmie. I warto jest ten przekaz obejrzeć.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 85% uznało tę recenzję za pomocną (20 głosów).
saint_k55
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)

o