Smerfy liczą kasę

Kupując bilet na "Smerfy 2", dobrze się rozejrzyjcie. Jeśli za rękę nie trzyma Was dziecko w wieku przedszkolnym, a sami nie jesteście ortodoksyjnymi fanami cyklu – takimi, dla których obecność Smerfów na ekranie będzie wystarczającym zadośćuczynieniem za dwie godziny gehenny – proponuję w tył zwrot. Film Rajy Gosnella zaprzecza wszystkim wartościom wyznawanym przez uwznioślonego nostalgią dwóch pokoleń ojca cyklu, Pierre'a "Peyo" Culliforda.

Punkt wyjścia jest sensowny; scenarzyści wybrali bodaj najciekawszy wątek z całej smerfnej mitologii. Oto bowiem cofamy się do momentu narodzin Smerfetki – istoty nikczemnej, zrodzonej z czarnej magii Gargamela, o symbolizujących mrok i nieujarzmioną naturę ciemnych włosach. Zamieniona przez Papę Smerfa w uczynną i pogodną blondynkę Smerfetka przechodzi na jasną stronę mocy i osiedla się w wiosce swoich pobratymców. Oczywiście, nic nie trwa wiecznie. Gargamel, robiący teraz karierę we Francji jako iluzjonista, szykuje się do odbicia swojej "córki" i przejęcia z jej pomocą władzy nad światem. I tak, błękitni milusińscy wyruszają Smerfetce na odsiecz, przy okazji demolując pół Paryża i po raz kolejny wciągając w całą intrygę safandułowatego Patricka (Neil Patrick Harris) – tym razem w duecie ze swoim jowialnym dziadkiem, Victorem (najlepszy w całym filmie Brendan Gleeson).

Przeszłość będzie nas raz po raz dopadać, ale z pomocą prawdziwych przyjaciół możemy stawić jej czoła – przekonują chóralnym głosem Smerfy. To ładne motto, do tego powtarzane na tyle często, że może zagnieździć się w dziecięcych główkach. Szkoda tylko, że twórcy ilustrują je tak konwencjonalnymi, prymitywnymi, pozbawionymi krzty polotu scenami. Pół biedy, gdy reżyser Raja Gosnell bawi się w slapstick i zrzuca na głowę bohaterów ciężkie przedmioty albo udziela im okrutnych lekcji za nieostrożność lub nadmierną pewność siebie – jest to uzasadnione konwencją i momentami śmieszy. Problem pojawia się, gdy zaczyna puszczać oczko do starszego widza. Czerstwe seksualne aluzje, łopatologiczne nawiązania do popkulturowych aktualności, ogrywanie do znudzenia stereotypów narodowych, płciowych i rasowych – film Gosnella to dziecko kalkulatora i stacji Sillicon Graphics, nie ma w nim ani miłości do kina, ani do Smerfów.

Honoru obrazu broni oczywiście klakier, kocisko na piątkę z plusem. Zwierzak dostał nowy garnitur ruchów, grymasów i mruknięć. Twórcy nie wykorzystują go w żaden pomysłowy sposób, ale to wciąż kot, stworzenie, które rządzi światem i które siłą rzeczy budzi szacunek. Dziecko powie: "Jeszcze kotek!". Dorosły doda: "Zawsze coś". 
71% uznało tę recenzję za pomocną (91 głosów).
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?

zobacz też:

pozostałe recenzje użytkowników (2):

komentarze

dodaj komentarz
  • Azrael, Azrael, ale w tłumaczeniu najwyraźniej nadal jest Klakierem. Zresztą Gargamel kilka razy zwraca się w ten sposób do niego.

  • Denerwują mnie nawiązania do fesja.. wciskając dzieciakom dyrdymały o lajkowaniu. Smary powinny być w całości animowane.

  • Ze też się komuś chce wypisywać takie dyrdymały. Film fajny, dla dorosłych, młodzieży i dzieciaków.

  • kot Gargamela nazywa sie Azrael, a nie Klakier.

  • recenzja bajki takiej jak ta jest śmieszna sama w sobie, doszukiwanie się mnóstwa błędów bądź pewnych oczekiwań to wymaganie niemożliwego to ma być film aktualny dla rodziny lekki łatwy i przyjemny nic więcej nie można oczekiwać, a jeżeli ktoś oczekuje podobieństwa do starych smerfów to niech stare ogląda nie nowe. To nie dzieło oscarowe.

  • http://kinosfera-extra.blogspot.com/2013/08/smerfy-2.html Serdecznie zapraszam :)

  • Moje chłopaki 5 i 6 lat straciły zainteresowanie po godzinie, 2 wyjścia do toalety po obowiązkowym zestawie popcorn+napój pozwoliły mi dotrwać do końca. Klakier świetny!

  • Zgadzam się z vs73. Film jest dobry dla dorosłych i dla dzieci. Wczoraj byłem na filmie i wyszedłem zadowolony, tak samo jak większość ludzki, których opinie słyszałem. Dzieciakom też się podobało. Jest to lekki i przyjemny film dla całej rodziny. Jedynka była średnia, ale dwójka jest już o wiele ciekawsza i zabawniejsza. Nie wiem, gdzie autor recenzji widział w tym filmie "Czerstwe seksualne aluzje, łopatologiczne nawiązania do popkulturowych aktualności, ogrywanie do znudzenia stereotypów narodowych, płciowych i rasowych". Albo coś jest nie tak za mną i nie zauważyłem tego, albo z panem recenzentem, który wszędzie doszukuje się jakichś wyimaginowanych aluzji.

  • pierwsza część była tragicznie beznadziejna o 2 nawet nie chcę słyszeć

  • Niestety, ale muszę sie tutaj zgodzić z opinią. Jest to zbyt śmiała produkcja, niekoniecznie przystosowana do poziomu młodego widza. Zbyt dużo tutaj znajdziemy "śmiesznych" podtekstów dla dorosłych, które bardziej żenują aniżeli bawią. Można sie pośmiać podczas seansu, ale ogólnie rzecz ujmując, film jest słaby - a potencjał duży.

  • Nie wiem,czy pan Walkiewicz mial zły dzien,czy moze pisze pod wplywem jakiegos złego impulsu wywolanego traumatycznym przezyciem z dziecinstwa ,np,kolor niebieski kojarzy mu sie z MO a gargamel ze zlym poli...ups,sory,milicjantem.....ale nie musi zniechecac rzeszy wiernych fanow ....nie da rady. jesli potrafi wymyslic cos znacznie lepszego- go ahed,chcialo by sie powiedziec. Fajny,zabawny lekki film,dzieciaki mialy kupe radosci,dorosli tez,nie zauważyłem obrzydzenia na twarzach widzów,jesli chodzi o żarty,po wyjsciu z kina...troche dystansu,mocium panie, troche dystansu...))

  • Mnie tez recenzja kusi to obejrzenia jedynki i dwójki... na właśnie typowe odmóżdżenie na kacu :D

  • Czyli rynsztok. Zero zaskoczenia.

  • Aż nabrałem ochoty, żeby się odmóżdżyć przy tym cacuszku :D

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
WTF:false,ads:true