Recenzja filmu 2046 (2004)
Kar Wai Wong

Spragnieni miłości

Na swój nowy film Wong Kar-Wai kazał nam czekać aż 4 lata. Przez ten długi czas w licznych wywiadach reżyser informował o kolejnych zmianach i poprawkach, które wprowadzał do projektu ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa 2046 (2004)
Na swój nowy film Wong Kar-Wai kazał nam czekać aż 4 lata. Przez ten długi czas w licznych wywiadach reżyser informował o kolejnych zmianach i poprawkach, które wprowadzał do projektu zapowiadanego swego czasu jako futurystyczna wizja Hongkongu oddanego całkowicie we władanie Chin.
Światowa premiera "2046" odbyła się podczas ubiegłorocznego festiwalu w Cannes, gdzie film zdobył nominację do Złotej Palmy i został entuzjastycznie przyjęty przez krytyków. Jednak zaraz po powrocie z imprezy Wong Kar-Wai zamknął się ponownie w montażowni, gdzie wprowadzał kolejne poprawki do gotowego - wydawałoby się już - filmu.
W rezultacie powstało najbardziej dopracowane dzieło w karierze autora "Upadłych aniołów". Subtelna, pełna emocji i zmysłowości opowieść będąca swoistą kontynuacją wcześniejszych "Spragnionych miłości" na pewno nie rozczaruje wielbicieli twórczości Wong Kar-Waia.

Bohaterem "2046" jest dziennikarz i pisarz Chow Mo Wan, którego poznaliśmy już w "Spragnionych miłości". Minęły 4 lata od czasu jego spotkania z Su Li-Zhen, ale Chow cały czas nie może zapomnieć o kobiecie, która stała się największą, choć niespełnioną, miłością jego życia. Angażuje się więc krótkie, przelotne romanse mając nadzieję, że w nich znajdzie ukojenie.

Podobnie jak w "Spragnionych" miłości" w "2046" prosta w sumie fabuła jest dla Wong Kar-Waia pretekstem od odmalowania całej gamy uczuć i emocji oraz rozważań na temat miłości, która - jak mówi główny bohater - aby rozkwitła musi pojawić się w odpowiednim momencie. Chow Mo Wan kilka lat wcześniej spotkał swoją miłość i do dziś nie może o niej zapomnieć. Każdy kolejna znajomość, w którą się angażuje przypomina mu o Su Li-Zhen. Uważni widzowie, którzy pamiętają jeszcze "Spragnionych miłości" odnajdą w "2046" mnóstwo nawiązań do tego tytułu: listy z Japonii, wspólne pisanie powieści, pokój o numerze 2046, zaloty w taksówce, czy wreszcie podobne do sukni Su Li-Zhen stroje, które nosi Bai Ling.
Otoczony przez wspomnienia Chow Mo Wan staje się niejako człowiekiem uczuciowo "uwięzionym". Nie potrafi ani się cofnąć, ani pójść do przodu. W jego życiu nic się nie zmienia. Kolejne kobiety przychodzą i odchodzą i nawet jeśli Chow związuje się z nimi na dłużej to ostatecznie nic z tych związków nie wychodzi.

Podobnie jak Chow miotają się również jego partnerki. Wang Jing Wen musi ukrywać przed swoim ojcem związek z Japończykiem, w którym jest bezgranicznie zakochana, piękna Bai Ling traci serce dla Chow choć wie doskonale, że on nigdy nie odwzajemni jej uczuć, a tajemnicza Su Li Zhen, którą bohater spotyka w Singapurze podobnie jak on okazuje się być "uwięziona" w przeszłości.

Swoistym komentarzem dla tych wydarzeń są rozgrywające się w przyszłości sceny będące ilustracją fantastycznej powieści Chow Mo Wan zatytułowanej "2046". Opisuje ona futurystyczny świat pełen kolejowych linii, którego mieszkańcy masowo podróżują do miejsca o nazwie 2046 - miejsca, gdzie nic się nie zmienia i gdzie można odnaleźć dawne wspomnienia.

Podobnie jak w innych filmach Wong Kar-Waia również i w "2046" to nie fabuła, ale towarzyszące jej emocje oraz klimat są najważniejsze. Wizualnie najnowsze dzieło autora "Spragnionych miłości" to jeden z najwspanialszych i najbardziej dopracowanych filmów jakie ostatnio widziałem. Pełne ciepłych barw i rozproszonego świata zdjęcia Christophera Doyle'a ilustrowane ścieżką dźwiękową, na której znalazły się utwory w wykonaniu Deana Martina, Nat King Cole'a, czy Connie Francis wprawiają widzów w stan niemalże hipnotyczny. Z zafascynowaniem obserwowałem wolną rozwijającą się fabułę głównie dzięki niesamowitemu klimatowi "2046". Jeśli dacie się mu porwać, na pewno nie wyjdziecie z kina zawiedzeni.

"2046" to w moim przekonaniu film, który należy obejrzeć co najmniej dwa razy. Nie zaszkodzi również znajomość wcześniejszych dzieł Wong Kar-Waia, których wątki znajdują w obrazie swoje kontynuacje. Miłośników autora "Upadłych aniołów" zachęcać nie trzeba. Pozostałym gorąco polecam.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 88% uznało tę recenzję za pomocną (33 głosy).

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)