Recenzja filmu Odwet (2016)
Yan England

Yan England z całą premedytacją wykorzystuje formułę kina "od zera do bohatera", by opowiedzieć historię Tima. Jest bardzo wierny schematowi, począwszy od nakreślenia trudnej sytuacji chłopaka i ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Odwet (2016)
Jednym z najpopularniejszych filmowych schematów jest "od zera do bohatera". To opowieści o ludziach, którzy znajdują się na przegranej pozycji. Czasem ze względu na status społeczny, innym razem płeć, często choroby. Ale nie poddają się. Czy to za sprawą własnego uporu, czy też pomocy innych, są w stanie przezwyciężyć własne lęki i kompleksy, pokonać przeszkody zewnętrzne i wewnętrzne, by w końcu zatriumfować. Często tym filmowym opowieściom towarzyszy wymowny napis "oparte na faktach". Wszystko to ma podnosić widzów na duchu, przekonywać, że skoro bohaterom udało się niemożliwe, to my też możemy pokonać przeciwności losu. Yan England w swoim pełnometrażowym debiucie reżyserskim postanowił skonfrontować powyższą prawdę ekranu z szarą rzeczywistością.


Bohaterem "Odwetu" jest Tim (Antoine-Olivier Pilon), zwyczajny nastolatek. Kiedyś był sportowcem, teraz wymyśla eksperymenty wraz z najlepszym przyjacielem, który jest zarazem jego pierwszą miłością. Tim jednak ukrywał swoje uczucie. Nie wyznał przyjacielowi prawdy nawet po tym, gdy ten publicznie przyznał się, że jest gejem. Zamiast tego był niemym świadkiem, jak ukochany – nękany przez rówieśników – tracił nadzieję, aż w końcu popełnił samobójstwo. Przepełniony strachem przed tym, co stanie się z nim, kiedy świat odkryje, że i on jest gejem, a także poczuciem winy za bierność, jaką wykazał się, kiedy jego przyjaciel zaganiany był w ślepy róg, Tim zmaga się ze sobą i całym światem.

Yan England z całą premedytacją wykorzystuje formułę kina "od zera do bohatera", by opowiedzieć historię Tima. Jest bardzo wierny schematowi, począwszy od nakreślenia trudnej sytuacji chłopaka i zdefiniowania przeszkód, z jakimi musi się zmierzyć. W otoczeniu bohatera pojawiają się (oczywiście) osoby, które są skłonne go wspierać, jak koleżanka ze szkoły i trener drużyny lekkoatletycznej. Znalazło się nawet miejsce na motywujący montaż treningowy, w którym Tim powraca do biegów i wytrwale pracuje nad osiągnięciem mistrzowskiego wyniku. Jednak "Odwet" nie jest kolejną opowiastką ku pokrzepieniu serc. Reżyser z Quebecu wykorzystuje formułę, by zdemaskować jej fałsz oraz destrukcyjność nierealistycznych oczekiwań, jakie wywołuje u widzów. England każe nam patrzeć na zmagania Tima przez filtr tych wszystkich wspaniałych opowieści, byśmy sobie uświadomili, że nawet jeśli inspirowane są faktami, to w prawdziwym życiu stanowią wyjątek, a nie regułę. W "Odwecie" strach jest siłą pierwotną, stanowi nierozerwalną część Tima – tak jak jego orientacja seksualna czy konieczność oddychania. Walka z nim jest więc niczym więcej jak przejawem donkiszoterii.


Pilon świetnie wyczuł intencje reżysera. W jego interpretacji Tim jest postacią, która będzie w widzu wywoływać sprzeczne emocje. Jego skupiona i wyciszona gra w przekonujący sposób odzwierciedla zmagania nastolatka z wewnętrznymi demonami. Jednocześnie ma w sobie naturalność, która sprawia, że idealnie nadaje się do odgrywania postaci większych niż życie. Aktor odnalazł się więc w sytuacji, w której musi przekonać widzów, że mamy do czynienia z konkretnym typem bohatera, by następnie zdemaskować oczekiwania jako płytkie i nierealistyczne. Pilon w "Odwecie" z łatwością udowadnia, że jest wschodzącą gwiazdą francuskojęzycznego kina kanadyjskiego.

Podobnie zresztą jak i sam Yan England. Ma on przecież na swoim koncie już nominację do Oscara za krótki metraż. W "Odwecie" objawił zaś swój niekłamany talent do tworzenia skomplikowanych i niejednoznacznych portretów psychologicznych. Jego debiut jest najlepszy wtedy, kiedy skupia się na strachu Tima i próbach jego pokonania, kiedy stara się naświetlić zawiłości mechanizmów rządzących ludzkim zachowaniem.

Niestety o wiele gorzej wychodzi twórcy formułowanie wniosków i przesłania. Ostatnie kilkanaście minut "Odwetu" stanowią tego bardzo smutny dowód. Gdzieś znika cała świeżość i twórcza inwencja. Ich miejsce zastępuje mentalność kopisty najgorszego sortu. Bez wdawania się w szczegóły powiem tylko tyle, że finał zbudowany został na bazie najbardziej banalnego i wykorzystywanego setki razy pomysłu, który na domiar złego nie jest żadnym zaskoczeniem, choć England sprzedaje go właśnie jako niespodziewany zwrot akcji. Jeszcze gorzej wypadają późniejsze słowa refleksji, które reżyser wkłada w usta różnych bohaterów. Brzmią one fałszywie, ponieważ nie ma dla nich żadnego psychologicznego uzasadnienia. Podkreślają za to fakt przedmiotowego traktowania postaci przez reżysera. England stawia jednak dopiero pierwsze kroki w reżyserii. Podobne błędy są więc zrozumiałe. Pozostaje więc liczyć, że wykorzysta zebrane doświadczenie i w kolejnym filmie wymyśli zakończenie lepiej współgrające z resztą fabuły.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 100% uznało tę recenzję za pomocną (6 głosów).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły