Recenzja filmu Akwamaryna (2006)
Elizabeth Allen Rosenbaum

Syreni test miłości

Producenci lalek Barbie powinni poważnie przemyśleć strategię przyciągania swoich potencjalnych klientów, gdyż niestety dzisiaj średnia wieku dojrzewania dziewczynek na świecie nie rzadko wynosi ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja dvd Akwamaryna (2006)
Producenci lalek Barbie powinni poważnie przemyśleć strategię przyciągania swoich potencjalnych klientów, gdyż niestety dzisiaj średnia wieku dojrzewania dziewczynek na świecie nie rzadko wynosi 11 lat. Z tejże okazji bohaterki młodzieżowej komedii (romantycznej?) "Akwamaryna" zaczytują się w kolorowych pismach dla nastolatek wierząc w nie, niczym zakonnica w Matkę Boską i stosują się do każdych, nawet najbardziej niedorzecznych prawideł zawartych w pisemku, dziwiąc się potem, iż teoria nie rzadko wiele wspólnego ma z praktyką.

Krótko o fabule. 12-letnie Claire (Emma Roberts) i Hailey (JoJo), spędzają ostatnie wspólne wakacje na Florydzie. Czas nagli, ale nie zamierzają zrezygnować, z ostatniej szansy na poderwanie niezwykle przystojnego ratownika Raymonda (Jake McDorman), który oczywiście jest od nich nieco starszy.

Podczas sztormu znajdują w pobliskim basenie syrenę o imieniu Akwamaryna (Sara Paxton). Ta wyjaśnia, że uciekła od ojca, który chce zmusić ją do ślubu, z niekochanym syrenem. Syrenka bowiem za mąż chce wyjść z miłości. Wchodzi w pakt z ojcem, iż w ciągu trzech dni udowodni, że ktoś w świecie ludzi może ją pokochać. Jeśli tak się stanie, nie dojdzie do zaplanowanego ślubu. Claire i Hailey zamierzają jej pomóc, w zamian za spełnienie ważnego dlań życzenia. Wybór syrenki pada na... Raymonda!

Dziewczynki są oczywiście zszokowane wizją, utracenia tak przystojnego ciacha, ale zgadzają się pomóc Akwamarynie w tej operacji. Muszą jednak uważać. Za dnia i bez kontaktu z wodą ogon syrenki zamienia się w ludzkie nogi. Jednakże po zachodzie słońca Akwamaryna musi wrócić do wody. Na dodatek na horyzoncie knuje Cecilia (Arielle Kebbel) bardzo zainteresowana Raymondem.

No cóż... w zasadzie film Elizabeth Allen niczym nie różni się od obecnie przyjętej konwencji filmu wakacyjnego dla nastolatków. Mamy plaże, rozległy ocean, sztuczne ognie w świetle księżyca, promienie słońca i... syreni ogon.

Nie trudno się domyślić, że w tle wmieszano jeszcze kilka tradycyjnych smaczków, które wiemy, jak się zakończą. Claire boi się wody, dlatego też nie pływa jak inne dziewczyny (oczywiście w obliczu zagrożenia przyjaciółki, zacznie pokonywać swój strach), z kolei Hailey przeżywa konflikt z matką, która otrzymała poważną ofertę zawodową w Australii. To także oznacza, że będą musiały się przeprowadzić.

Od razu powiem, że nie przepadam za konwencją ww filmu, gdyż widywałem ją kilkunastokrotnie. Gdyby się nawet uprzeć, można by rzec, że scenariusza w "Akwamarynie" nie zatwierdzono, a całość to skrypt na zasadzie: "kopiuj-wklej" podrasowany drobnymi zmianami. Mimo wszystko, warto zostać do końca, bo mniej więcej w połowie, gdy dziewczyny przestają szpanować ciuchami i robić z siebie głupie blondynki, w scenariuszu zaczyna na poważnie kiełkować jakaś ambicja. Gdyby jeszcze rozsądniej to poprowadzić film mógłby okazać się naprawdę oryginalnym.

Na sam finał warto poczekać, bowiem po raz pierwszy w życiu spotkałem się z zachowaniem pozorów rzeczywistości w filmie, którego fabuła i klimat są iście bajkowe. To przeczy tradycyjnemu stereotypowi happy endów tego typu produkcji. Oczywiście takowego happy endu w "Akwamarynie" nie brakuje, jednak jest on niespotykany.

Pomimo, że to przeciętna produkcja, film dla trójki głównych bohaterów okazał się być przełomowy: Emma Roberts niedługo potem została zasypana ofertami, a w ubiegłym roku pojawiła się w czwartej odsłonie "Krzyku" Wesa Cravena; Jake McDorman wystąpił w "Szklanej pułapce 4.0", z kolei Sara Paxton pojawiła się na dużym ekranie w "Superhero" i "Ostatnim domu po lewej". Jedynie JoJo porzuciła aktorskie rzemiosło i sukcesywnie rozwija się w muzyce.

Wśród pokolenia "Hanny Montany" i morzu współczesnych produkcji dla nastolatków "Akwamaryna" może podzielić losy starych zapomnianych klasyków. Trudno, aby za 20 lat film z taką fabułą doczekał się miana kultowego wśród określonego grona odbiorców. Ale nie będę aż taki srogi. Poczekajmy, jakie pojawią się filmy o identycznej tematyce.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 82% uznało tę recenzję za pomocną (11 głosów).
akira894
ocenia ten film na:
1 10 5/10 średni