Recenzja filmu Ocean strachu (2003)
Chris Kentis

Szczęki w cyfrze

Przez kilkadziesiąt minut oglądamy dwoje ludzi dryfujących na środku oceanu i nie opuszcza nas przerażenie. "Ocean strachu" to kino oparte na świetnym, choć prostym pomyśle. Konfrontacja ...
Filmweb sp. z o.o.
Przez kilkadziesiąt minut oglądamy dwoje ludzi dryfujących na środku oceanu i nie opuszcza nas przerażenie. "Ocean strachu" to kino oparte na świetnym, choć prostym pomyśle. Konfrontacja człowieka z niebezpiecznym żywiołem i siłami przyrody to chwyt stary i często w kinie wykorzystywany.
Scenariusz "Oceanu strachu" oparty został na prawdziwej historii, temat zaczerpnięto z branżowych pism nurków, w których relacjonowano przypadek ludzi zagubionych na otwartym oceanie.

Bohaterowie to młode małżeństwo planujące urlop na egzotycznej wyspie. Jako miłośnicy nurkowania postanawiają wziąć udział w zorganizowanej wyprawie i wyruszyć na podbój rafy. Po wypłynięciu na powierzchnię okazuje się, że łódź, która miała na nich czekać odpłynęła. I tu rozpoczyna się prawdziwa akcja filmu, czyli walka dwojga mieszczuchów o przetrwanie.

O parze głównych bohaterów nie wiemy nic, poza tym, że są przepracowani i potrzebują odpoczynku, nie znamy też dokładnie miejsca, w którym rozegrają się tragiczne wypadki. Twórcy postanowili skupić się wyłącznie na pokazaniu reakcji ludzi, którzy znaleźli się w sytuacji bez wyjścia.
W tym filmie wszystko toczy się powoli, a długie ujęcia dodatkowo wzmagają napięcie. Razem z bohaterami przechodzimy przez wszystkie fazy, od wypłynięcia na powierzchnię, poprzez czekanie na pomoc, obwinianie się nawzajem, aż po kompletny brak nadziei.

Film Chrisa Kentisa zrealizowany został przy pomocy niewielkich nakładów finansowych i ta oszczędność środków sprawia że "Ocean strachu" robi wrażenie kina bardzo prawdziwego, wręcz dokumentalnego zapisu wydarzeń.
Podczas zdjęć ekipa spędziła wiele godzin w wodzie, filmując piękno oceanu, który zmienia się zgodnie z porą dnia i oświetleniem oraz prawdziwe rekiny, bo w filmie nie ma ani jednej sceny wygenerowanej komputerowo. Co prawda podobno są to szare rekiny rafowe, przyzwyczajone do kontaktów z ludźmi, nie mniej jednak sama świadomość obcowania z nimi jest wystarczająco przerażająca.

Ale mimo wszystko to wcale nie krwiożercze stwory powodują największe emocje, ale napięcie, które obecne jest w każdej niemal scenie. Nie wszystko w filmie jest pokazane, ale wywoływanie grozy poprzez sugestię robi swoje.
Twórcom należą się brawa, bo przy pomocy kamery cyfrowej, muzyki i dwójki nieznanych aktorów i udało im się zrealizować niezły thriller z iście hitchcockowską atmosferą.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 68% uznało tę recenzję za pomocną (37 głosów).