Recenzja filmu Statyści (2006)
Michał Kwieciński

Szkoda tych pomysłów

"Statyści" to ciekawa, choć niestety niezbyt udana próba wskrzeszenia dawnych wzorców polskiego kina. W przedstawieniu niewielkiego miasteczka i jego mieszkańców pobrzmiewają echa filmów ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Statyści (2006)
"Statyści" to ciekawa, choć niestety niezbyt udana próba wskrzeszenia dawnych wzorców polskiego kina. W przedstawieniu niewielkiego miasteczka i jego mieszkańców pobrzmiewają echa filmów Radosława Piwowarskiego, zwłaszcza "Pociągu do Hollywood". Z drugiej strony łatwo dostrzec inspiracje kultowymi komediami Stanisława Barei. Oś fabularna nie jest zbyt istotna, liczą się zaś groteskowe epizody i satyryczne dialogi. Niestety zabrakło przy tym polotu Barei, a główny wątek Romka po jakimś czasie zaczął niestety przysłaniać całą resztę. O grze Bartosza Opani w tej roli nie mogę w zasadzie nic powiedzieć, gdyż przypadła mu postać tak sztuczna i infantylna, że każdy by się na niej wyłożył. Jedno, co mogę mu zaliczyć na plus, to scena, w której śpiewa piosenkę "Kasztany"...

Reszta zespołu aktorskiego, czy też drugi plan, wypadł moim zdaniem bez zarzutu. Przekonująco i sympatycznie zaprezentowała się Małgorzata Buczkowska, zaś Anna Romantowska stworzyła naprawdę świetną, ironiczną kreację. Spośród panów najbardziej podobał mi się bardzo przeze mnie lubiany Stanisław Brudny. Uważam, że gdyby kosztem głównej nici fabularnej rozwinąć wątki poboczne, dodać jeszcze kilka postaci, chociażby na jedną kwestię, film wypadłby o wiele lepiej! Tymczasem w "Statystach" pokutuje brak śmiałej decyzji co do stylistyki. Sympatyczna satyra z ziarenkami goryczy musiała zostać połączona z niezbyt oryginalnymi wątkami melodramatu, czy też komedii romantycznej. Czyżby twórcy aż tak mało mieli zaufania do polskiej widowni?

Na plus trzeba natomiast zaliczyć realizatorom sam pomysł Chińczyków kręcących film w Polsce, czyli "najsmutniejszym kraju na ziemi". Stylistyka chińskich superprodukcji, wliczając w to muzykę, kostiumy i kolorystykę, została nieźle podpatrzona. Kapitalna jest scenka, w której jeden z chińskich aktorów przedziera się przez pole zboża, niczym bohaterowie "Przyczajonego tygrysa, ukrytego smoka" przez bambusowy gąszcz... I wszystko byłoby świetnie, gdyby realizatorzy z tym nie przesadzili. Chińczycy w "Statystach" wyglądali i zachowywali się jak idioci, zaś ich film to absolutnie niedołężna popelina - a wcale tak być nie musiało!
W moim przekonaniu obraz niesie piętno zmarnowanej szansy. Pomysł był niezły, ekipa, jak się okazało, świetna, ale efekt niestety przeciętny. Winiłbym za to przede wszystkim scenariusz, który przypominał mi nadmiernie rozciągnięty odcinek sitcomu. Z pewnością można się na "Statystach" pośmiać śmiechem całkiem inteligentnym i jak najbardziej można ten film w wolnej chwili zobaczyć - ale niestety to wszystko.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 43% uznało tę recenzję za pomocną (7 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)

o