Recenzja filmu Oczy szeroko zamknięte (1999)
Stanley Kubrick

Sztuka kochania według Kubricka

Wpływ Stanleya Kubricka na rozwój światowej kinematografii wydaje się nieoceniony. Groteskowe spojrzenie na sens "zimnej wojny" w "Dr Strangelove, czyli jak przestałem się martwić i pokochałem ...
Filmweb sp. z o.o.
Wpływ Stanleya Kubricka na rozwój światowej kinematografii wydaje się nieoceniony. Groteskowe spojrzenie na sens "zimnej wojny" w "Dr Strangelove, czyli jak przestałem się martwić i pokochałem bombę", artystyczne podejście do eksploracji kosmosu w "2001: Odysei kosmicznej", wnikliwa analiza umysłu rodzącego się szaleńca w "Lśnieniu" czy soczysty obraz Anglii połowy XVIII wieku w "Barrym Lyndonie" to tylko niektóre arcydzieła w nielicznym, a jednak kunsztownie przebogatym dorobku reżysera. Jego dbałość o realizm każdej sceny w filmie i niezliczone duble stały się legendarne. Ostatnim obrazem Kubricka są "Oczy szeroko zamknięte", głośne dzieło wydane zaledwie kilka miesięcy po jego śmierci.

Film opowiada o kilku dniach wyjętych z życia nowojorskiego małżeństwa, które przechodzi trudny okres. William Harford jest lekarzem, zajmuje się leczeniem zamożnych przedstawicieli społeczeństwa, dzięki czemu jego rodzina żyje dostatnio. Jego żona, Alice, prowadzi galerię sztuki. Piękni, dystyngowani należą do śmietanki towarzyskiej Nowego Jorku, oboje otrzymują także liczne propozycje kontaktów pozamałżeńskich. Nie korzystają z nich, ale kryzys w ich związku pogłębia się i oboje zaczynają to zauważać.

"Oczy szeroko zamknięte" reklamowane były jako "ostry thriller erotyczny". Nietrafiona promocja filmu odbiła się negatywnie na jego przyjęciu przez widownię, która zapewne udawała się do kin na namiętną, ale niewymagającą rozrywkę w stylu "Nagiego instynktu". Można podejrzewać, że Kubrick, gdyby żył, nie doprowadziłby do takiego promowania swojego filmu - ostatnie dzieło wybitnego reżysera, mimo nacechowania dużą dawką erotyzmu czy wręcz perwersji, jest głęboką analizą ludzkich zachowań wobec wszelkich oblicz miłości.

Motywem przewodnim "Oczu szeroko zamkniętych" jest studium kryzysu małżeństwa. Harfordowie są ze sobą kilka lat, mają uroczą córeczkę, wydają się być szczęśliwi. Ale sielanka powoli zaczyna przechodzić w nudę i rutynę. Monotonia w życiu osobistym prowadzi do stopniowego oddalania się od siebie małżonków. Oboje zaczynają coraz śmielej fantazjować o romansach, odważnie flirtują z innymi - zdrada wisi w powietrzu. Kubrick subtelnie acz jednoznacznie pokazuje, że winni są oboje małżonkowie. Zaniedbania ze strony tak żony jak i męża doprowadzają do sytuacji, w której oboje cierpią.

Para głównych aktorów spisała się w swych rolach bardzo dobrze. Jak dla mnie była to ostatnia ambitna rola Toma Cruise'a (może jeszcze oprócz "Magnolii") nim zaczął wybierać coraz mniej wymagające propozycje. W obrazie twórcy "Pełnego magazynka" wypada całkiem przekonująco, wiarygodnie oddając rozterki poszukującego odmiany Billa. Z Nicole Kidman po "Oczach szeroko zamkniętych" było natomiast dokładnie odwrotnie i po jej roli u Kubricka nastąpił wysyp filmów, w których pokazała olbrzymi potencjał i szeroki wachlarz umiejętności. Alice w jej wykonaniu jest znudzona do granic desperacji, nie boi się namiętnie fantazjować i flirtować, nie stroni także od używek. Kidman wczuła się w rolę i wyszła jej ona naprawdę nieźle.

Dzięki długim, charakterystycznym ujęciom także i drugoplanowi odtwórcy mają szerokie pole do zaprezentowania swojego aktorskiego warsztatu. Todd Field, Sydney Pollack, Marie Richardson, Sky Dumont i inni w swych niewielkich rolach pokazują dużą wirtuozerię i są ozdobą filmu twórcy "Lolity".

Kubrick rysuje portrety Billa i Alice bardzo sugestywnie. Oboje szukają pociechy, jednocześnie nie wysuwając się poza granice wyobraźni lub co najwyżej przelotnego pocałunku z nieznajomym. I on, i ona mimo wszystko są sobie bliscy i w głębi serca pragną być ze sobą. Wydarzenia, jakie spotykają oboje małżonków (zwłaszcza Billa), są jednak perwersyjnie kuszące i niewiele brakuje do zanurzenia się w gorzkiej rozkoszy niewierności. Co najważniejsze jednak twórca "Spartakusa" wykorzystuje seksualność jedynie jako pretekst. Patrząc na Harfordów przez pryzmat erotyzmu, dostrzec można ukryte przesłanie, które chce nam przekazać reżyser - najważniejsza jest i tak miłość. Intymność idzie w parze z uczuciem i tylko w ten sposób osiąga ona pełnię. Seks jest u Kubricka mostem łączącym Alice i Billa stojących po obu brzegach rzeki zwyczajnego życia. Czy spotkają się pośrodku pokonując drogę bez uszczerbku, czy będą wpadać przez dziury zdrad i romansów i ranić siebie, zależy tylko od nich.

Miłość jest kwintesencją życia, ale potrafi także gorzko smakować, czego Kubrick nie omieszka pokazać w "Oczach szeroko zamkniętych". Reżyser ukazuje praktycznie wszelkie jej oblicza - od zauroczenia przez zakochanie, flirt, wreszcie pożądanie, dalej przez szaleńcze rozpaczliwe zadurzenie, bolesną namiętność, aż po dojrzałe uczucie wymieszane z przyzwyczajeniem, na płatnej miłości i chorej, obsesyjnej, seksualnej orgii kończąc. Twórca "Mechanicznej pomarańczy" dotyka każdego aspektu intymnej sfery życia człowieka, tworząc kompletny, niemal epicki obraz sztuki kochania.

Przez szeroko otwarte oczy człowieka patrzy na coś, co go fascynuje lub przeraża. Zamknięte może mieć dokładnie w tym samym momencie. Bill i Alice żyją w świecie wymieszanym z fantazją i snami - chcą dostrzec siebie nawzajem, zwrócić na siebie wzajemną uwagę, ale jednocześnie nie chcą patrzeć na rosnącą między nimi przepaść. Oczy otwarte ze strachu przed dojrzeniem gasnącej miłości zamykają również z obawy - że w końcu spotka ich to, czego tak naprawdę nie chcą: rozstanie. Bill chce zobaczyć fantazje Alice, która oddaje się im przy opuszczonych powiekach. Tytuł daje niemal nieograniczone możliwości interpretacji, podobnie jak sposób filmowania Kubricka - wiele scen wydaje się uciętych, urwanych, chciałoby się powiedzieć: niedokończonych. Ale u tak wybitnego reżysera takie ujęcia nie istnieją - każda najkrótsza scena, wydawałoby się błahy dialog, jest w "Oczach szeroko zamkniętych" niezbędna, każdy kadr filmu ma znaczenie, każdy moment jest precyzyjny niczym cięcie chirurga. Na tym polega geniusz Stanleya Kubricka.

"Oczy szeroko zamknięte" zostały przyjęte chłodno, ponieważ należy podejść do jego ostatniego filmu w odpowiedni sposób - cierpliwie, wręcz powściągliwie, nie nastawiać się na bagatelną rozrywkę. Kubrick to artysta pierwszej miary i bez odpowiedniej wrażliwości pozostanie się obojętnym i niewzruszonym na głębię bijącą z jego dzieł. "Oczy szeroko zamknięte", mimo że nie są najwybitniejszym osiągnięciem znamienitego reżysera, pozostają specyficznym, oryginalnym i godnym uwagi obrazem. Polecam, acz nie wszystkim.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 78% uznało tę recenzję za pomocną (162 głosy).
_encore_
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)

o