Recenzja filmu Happy Feet: Tupot małych stóp (2006)
Joanna Wizmur
Paweł Galia

Sztuka stepowania

Jedną z dziwniejszych rzeczy, jaka przytrafiła mi się w mojej kinomaniackiej karierze, był mój nastrój przed rozdaniem Oscarów za 2006 rok. Nie przejmowałam się bowiem specjalnie ewentualną ...
Filmweb sp. z o.o.
Jedną z dziwniejszych rzeczy, jaka przytrafiła mi się w mojej kinomaniackiej karierze, był mój nastrój przed rozdaniem Oscarów za 2006 rok. Nie przejmowałam się bowiem specjalnie ewentualną wygraną bądź przegraną "Infiltracji" Scorsese ani nominacjami aktorskimi. Jedyną kategorią, która mnie naprawdę interesowała to - Najlepszy Film Animowany. Choć wiele rzeczy wskazywało na to, iż nagrodę w tejże kategorii zdobędą pixarowskie "Auta", miałam olbrzymią nadzieję, iż wygra "Happy Feet: Tupot małych stóp" George'a Millera. Po mojej stronie była BAFTA dla filmu o pingwinach, fakt, iż film ten w Stanach był wielkim przebojem i lekkie rozczarowanie "Autami" w USA. Przeciwko mnie był Złoty Glob dla samochodzianej historyjki, fakt zrobienia go przez obiekt wielkich uczuć Akademii - Pixar, a także zdecydowana przewaga w ocenie "Aut" nad "Happy Feet" na IMDB. Możecie sobie wyobrazić, jak wielką radość poczułam, gdy podczas oscarowej gali ptactwo z Antarktyki wygrało z amerykańskimi samochodami rajdowymi.

Głównymi mieszkańcami Antarktydy są - jasna sprawa - pingwiny cesarskie. Te niezwykłe, dwunożne stworzenia wykształciły zdolność śpiewu i znajdowania przy jego pomocy partnera życiowego. Godowy śpiew łączy Normę Jean i Memphisa. Kiedy pingwinica składa jajo, zostawia je pod opieką swojego faceta, zaś sama wyrusza na polowanie na ryby. Podczas jej nieobecności Memphis przypadkowo wyrzuca jajo poza pingwinie gromadę. Co prawda szybko je odzyskuje i ponownie zajmuje się jego wysiadywaniem, niemniej jest pełen obaw, iż incydent może wpłynąć na przyszły los jego potomka. Jego obawy wkrótce się sprawdzają - otóż mały Mambo nie potrafi śpiewać (tragedia dla pingwina), za to znakomicie stepuje. Odmienność skazuje pingwinka na życie z dala od grupy!

W "Happy Feet" znalazło się miejsce dla wielu wątków: tolerancji wobec różnic między nami a bliźnimi, trudnych relacji rodzic - dziecko, młodzieńczej miłości potrafiącej przetrwać wszystko, poświęcenia dla reszty społeczeństwa, a nawet spraw religii i seksu. To nagromadzenie przeróżnych elementów nie wpływa jednak ujemnie na film, a nawet sprawia, iż dzięki nim obraz zyskuje na znaczeniu. W ten sposób pingwini świat staje się jeszcze bardziej bogaty, spójny i podobny do ludzkiego, z którym zresztą w końcu się kontaktuje. Ukazane zostają też wtedy dwa oblicza ludzkości: egoistyczna, uzurpująca sobie prawa do władania nad naszą planetą, i druga, ciekawa świata, gotowa iść na ustępstwa. W "Happy Feet" zwycięża ta druga, jak jest w życiu - wiadomo.

Pingwinie postacie są sympatyczne i ciekawe (zwłaszcza Lovelace i Ramon), Antarktyda mroźna i zimna, zwierzęta okoliczne świetnie wpasowujące się w krajobrazy, zaś ludzie niezwykle realni jak na film dziecięcy o zwierzętach. Na kolana rzuca animacja, która jest jeszcze lepsza i bardziej realna niż w tak chwalonych przeze mnie pod tym względem "Auta". W filmie Pixara realne były sztuczne twory, w dodatku tylko widziane z daleka, a nawet wtedy jawiły się nie jako prawdziwe samochody wyścigowe, jeno zabawki. W "Happy Feet" bohaterami są postacie żywe, więc animatorzy Warnera mieli przed sobą o wiele większe wyzwanie, które zwycięsko podjęli. Lampart morski i orka ścigające Mamba wyglądają, jak przeniesione prosto z lodowatych wód okalających Antarktydę, same zaś sceny pościgów są znakomicie zrealizowana i trzymające w napięciu. Z kolei ludzie z "Happy Feet" to najrealistyczniejsi przedstawiciele homo sapiens wygenerowani w filmie przy pomocy animacji komputerowej od czasów "Final Fantasy".

Co tu dużo mówić? "Happy Feet" to film uroczy i znakomity pod każdym względem, który zasłużenie zdobył Oscara. Jeżeli jeszcze go nie obejrzeliście, pędźcie po niego do wypożyczalni, a po powrocie do domu obejrzyjcie ze znajomymi dziećmi, nie przejmując się scenami związanymi z seksem, które rażące nie są. Satysfakcja gwarantowana.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 88% uznało tę recenzję za pomocną (8 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)

o