Recenzja filmu Obcy kontra Predator 2 (2007)
Greg Strause
Colin Strause

Tajemnica maski Predatora odkryta

Niedawno, kuśtykając o lasce i klekocząc sztuczną szczęką, narzekałem, jak to filmy o obcych i predatorach lepsze były za moich czasów, a stosunkowo młody "Obcy kontra Predator" nie nadaje się ...
Filmweb sp. z o.o.
Niedawno, kuśtykając o lasce i klekocząc sztuczną szczęką, narzekałem, jak to filmy o obcych i predatorach lepsze były za moich czasów, a stosunkowo młody "Obcy kontra Predator" nie nadaje się dla publiczności powyżej piętnastego roku życia. Kierowany idiotyczną, nikłą nadzieją, że twórcy wyciągnęli naukę i drugi film z serii zrobili choć nieco lepszy, zdecydowałem się poświęcić półtorej godziny mojego życia obrazowi "Obcy kontra Predator 2". Od razu zgłaszam pretensje co do tytułu - jako żywo, nikt tam nie wykonywał żadnego requiem, po prostu ktoś uznał, że podtytuł po łacinie i z grubsza kojarzący się z pogrzebem będzie fajnie brzmieć.

Film zaczyna się dokładnie tam, gdzie pojawiły się napisy końcowe części pierwszej, czyli na statku kosmicznym predatorów, gdzie z ciała martwego predatora, którego lubię nazywać Cletus, wyrywa się na wolność młody obcy. Obcy błyskawicznie rośnie, robi małą zadymę na pokładzie, co skutkuje awaryjnym lądowaniem na Ziemi. Załoga statku dołącza do Cletusa w predatorowym życiu pozagrobowym, ale na wolność wyrywa się dojrzały obcy i kilka twarzoczepów.

Tutaj przerwa na narzekanie: skoro już ustaliliśmy, że Predatorzy zajmują się hodowlą Obcych w celach rekreacyjnych, coś słabo idzie im opanowanie własnej trzody. Jakim cudem nie przeskanowali - czy nie odprawili innego rytuału w stylu startrekowskim - wniesionego na pokład truchła Cletusa? Od razu wiedzieliby, że jest zainfekowany. Skoro wiedzą, jak niebezpieczne mogą być maszkary H. R. Gigera, czemu wożą ze sobą po galaktyce tyle twarzoczepów w pojemnikach, które można rozbić z taką łatwością, jak słoik wyprodukowany w azerbejdżańskiej hucie szkła? Może Predatorzy są zapalonymi myśliwymi, ale inteligencję to mają porównywalną z przeciętnym mieszkańcem Teksasu. A teraz wracamy do fabuły.

Statek rozbija się w lesie, ale w chwili katastrofy wysyła jeszcze jakieś międzygwiezdne S.O.S. Sygnał odbiera pojedynczy Predator, nazwę go Elmer, który najwyraźniej zajmuje się wyceną szkód dla firmy, która ubezpieczyła rozbity statek. Uzbrojony w najróżniejsze predatorowe zabaweczki - wśród nich fantastyczny, błękitny płyn do sprzątania - wyrusza na Ziemię, aby ocenić, czy wypadek miał miejsce z winy prowadzącego pojazd, a także określić wysokość kwoty do wypłaty dla beneficjenta polisy. Już na miejscu Elmer przekonuje się, że Obcy rozpełźli się po okolicy, a kiedy do tego wszystkiego praktycznie daje się podejść najdurniejszemu zastępcy szeryfa w całym stanie - nerwy nieco mu puszczają i dla ich uspokojenia wyrusza na polowanie. Po drodze ma pecha – spotyka tubylców.

W drużynie homo sapiens występują: bracia - jeden ekskryminalista, drugi miejscowy oferma; blondi, obiekt westchnień ofermy; brygada złych nastolatków, dręczących ofermę; szeryf; G.I. Jane, powracająca do rodziny z Iraku albo innego Guantanamo, gdzie miażdżyła muzułmanom jądra w imadle; i sporo mieszkańców miasteczka, których i tak nie warto zapamiętywać, bowiem, gdy tylko pojawiają się na ekranie, zapalają im się nad głowami wielkie napisy "OFIARA". Dalej fabuła przypomina klasyczny "Powrót żywych trupów" - grupa ludzi usiłuje przetrwać w miasteczku opanowanym przez bezlitosne, krwiożercze potwory.

W zasadzie największy z zarzutów, które postawiłem pierwszemu "Obcemu kontra. Predator", czyli ugrzecznienia filmu, aby dostał PG-13, tutaj już nie da się postawić. Bohaterowie przeklinają, jest brutalnie, krwi wprawdzie jest mało i nie jest czerwona, ale co tam - pod tym względem jest lepiej niż poprzednio. Nie ma "ugly motherfuckera", ale jest największy tekst z oryginalnego "Predatora", czyli "Get to the chopper!" - niestety, wykrzyknięte bez schwarzeneggerowskiego akcentu. Rzecz jasna, mam inne zastrzeżenia. Po pierwsze: całkowity brak napięcia. Film nie straszy, jedynie od czasu do czasu usiłuje ogłuszyć widza jakąś eksplozją basów. Po drugie: prosty, idiotyczny scenariusz, zerżnięty ze wspomnianych "Powrotów żywych trupów", do tego beznadziejnie nudni bohaterowie. Film się ogląda, ale nic poza tym - wszystko jest ochlapane miernotą i brakiem oryginalności. Jedyne, co utkwiło mi w pamięci to scena na porodówce w szpitalu - już tłumaczę dlaczego, choć mogę nieco przy tym spoilerować.

Obcy działają mniej więcej na takiej zasadzie: królowa roju składa jaja, wykluwają się z nich twarzoczepy, które następnie przysysają się do żywiciela, w którego organizmie składają jaja. Po złożeniu jaja twarzoczep zdycha, natomiast, po okresie inkubacji (który w żadnym filmie chyba nie trwa tyle samo), z torsu żywiciela wygryza się na wolność mały Obcy. Obcy jest czymś na kształt mieszańca dwóch ras - Obcego jako takiego i żywiciela. Co doprowadza nas do tematu poruszającego mnie do głębi, czyli życia seksualnego predatorów.

Predator jaki jest, każdy widzi. Z grubsza humanoidalny, z paskudną mordą, ale jako widzowie, zgodnie z zasadą antropomorfizacji zakładamy, że pod przepaską biodrową, czy co za portki ten ufoludek nosi, ma swojego penisa. Natomiast na porodówce okazuje się, że Obcy, który wyrwał się z Cletusa (zatem odziedziczył po tatusiu pakiet pewnych cech, w tym upodabniającą do Predatora czterodzielną paszczę) - otóż ten Obcy rozmnaża się, wpychając żywicielce (facetów po prostu zabija, w kwestii płodzenia potomstwa jakoś gustuje w kobietach) w gardło coś z własnej gęby. Wynika z tego, że fallusy predatorów mieszczą się w ich otworach gębowych (co przy okazji tłumaczy, skąd te metalowe maski, okazuje się, że to zwykłe ochraniacze na przyrodzenie) - już nigdy nie pomyślę o pokazaniu języka jako o niewinnym geście, a idea seksu oralnego nabiera nowego wymiaru po spojrzeniu na nią przez pryzmat filmu "Obcy kontra Predator: Requiem".

Podsumowując: film nieciekawy, z jednym zabawnym tekstem ("rząd przecież nie okłamuje obywateli"), bez interesujących bohaterów, bez oryginalnej fabuły, z jedną obrzydliwą sceną na oddziale położniczym, bez dobrej muzyki... i do tego zatruwający umysł. Nie mogę pozbyć się wizji genitaliów predatora w jego własnym pysku. Brrr.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 69% uznało tę recenzję za pomocną (48 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (7)

zobacz wszystkie